STRONA GŁÓWNA | SATHYA SAI BABA | NAUKI | ORGANIZACJA | PUBLIKACJE | AKTUALNOŚCI | MYŚL DNIA | GALERIA | JEDZIEMY DO SAI | KONTAKT Z NAMI | MULTIMEDIA | DYSKURSY MP3 | LINKI | MAPA SERWISU | SKLEP









:: Wieści z Prasanthi Nilajam

powrót do Wieści z Prasanthi Nilajam




Jak słonica i jej opiekun zajaśnieli świętym blaskiem


Z cyklu: Chwalebni słudzy Pana


część 1

Część 2     Część 3

To nie jest opowieść, ale prawdziwa historia o dwóch duszach — słonicy i jej opiekunie — nierozerwalnie związanych szczególną więzią dzięki swojej bezwarunkowej miłości do Swamiego. Skromni i pokorni, z każdym oddechem przepełnionym miłością do Bhagawana, porozumiewali się nie tylko w milczeniu, lecz także za pomocą słów! Jak to zostało tutaj powiedziane, ich życie jest przykładem siły niezachwianej wiary, zaufania i poddania. Ta historia pokazuje również, w jaki sposób czysta i silna miłość do Pana wytwarza u wielbiciela aurę wspaniałej boskości.
To trzeci artykuł ze specjalnej serii, przygotowanej z okazji 90. urodzin Bhagawana, w której dotychczas ukazały się: "Gdy wiara dodaje ci sił, a miłość cię wzmacnia" i "Skupienie na Sai sposobem życia".


Swami prezentuje swoją wielką wielbicielkę

To była szczególna data w kalendarzu — 22 maja — dzień, który przywołał niezwykle przejmujące i żywe wspomnienia. &mdash Doskonale pamiętam tamten poranek &mdash powiedział pan Pedda Reddy, opiekun Sai Gity (ukochanej słonicy Baby), którą zajmował się ponad 20 lat. Gdy przygotowywał się do rozmowy, patrzył w dal. Jego czuły wyraz twarzy i błyszczące oczy zdradzały wzbierające w nim uczucia. Powiedział:

— Nigdy nie zapomnę tego dnia. Nie było jeszcze siódmej rano, a samochód Swamiego już tu był. Gdy wysiadł energicznie, jego oczy szukały jedynie ciała Sai Gity, które teraz leżało ciche i martwe. Kiedy Swami ją zobaczył, złapał mnie za ręce i rozpłakał się. Zaczął płakać jak dziecko. Widząc go w takim stanie, we mnie też pękła bariera. Nie mogłem się już dłużej powstrzymać i poddałem się naporowi morza łez.

Swami przytrzymywał moje dłonie jak najlepszy przyjaciel i płakał w tej chwili wielkiego smutku, aby w jakiś sposób zmniejszyć poczucie straty i znaleźć pocieszenie. W pewnym momencie jego uścisk stał się mocniejszy, a wtedy spojrzał mi w oczy i trzęsąc się z bólu, powiedział: 'Straciliśmy wielką wielbicielkę... ja straciłem swoją wielką wielbicielkę'. Ból, z jakim Swami wypowiedział te słowa, praktycznie mnie sparaliżował. W tym momencie, wielki żal zmienił się w chwilę wielkiego odkrycia.

Wiedziałem, jak bardzo Swami kochał Sai Gitę i jak wielka była jej miłość do Pana, ale nie miałem pojęcia, że Sai Gita tak wiele znaczy dla Swamiego!


Pan Pedda Reddy, niestrudzony sługa osobiście wybrany przez Pana

'Straciłem wielką wielbicielkę' — powtórzył te słowa kilka razy, gdy zaczął się do niej zbliżać. Mój umysł opanowały teraz silne wspomnienia o tej boskiej słonicy i jej wielkiej miłości... sposób, w jaki dosłownie pędziła do mandiru przy okazji świąt, nie mogąc doczekać się, kiedy zobaczy swojego Swamiego... sposób, w jaki Pan ją dostrzegł, a gdy to zrobił, Sai Gita podchodziła do werandy; szła całą drogę do Sai Kulwant Hall, a Swami pozwalał jej na pieszczoty, na dotknięcie swoich stóp i na pogłaskanie się po włosach; niepohamowana ekscytacja, która ją ogarniała, sprawiała, że wychodziła na drogę, gdy wyczuła, że Swami opuścił mandir; wdzięczny, dostojny i zdyscyplinowany sposób, w jaki prowadziła wszystkie procesje w Prasanthi Nilajam, w pełni świadoma tego, co zadowoli jej Swamiego; pobożna i wytrwała postawa, z jaką czekała przez dłuższy czas w mandirze tylko po to, by otrzymać błogosławieństwo tego jednego darszanu i jednego spojrzenia; jak zawsze unikała towarzystwa, pragnęła spokoju w swoim szedzie i nie tolerowała sewaków plotkujących u bramy; szczególny zwyczaj, w jaki witała studentów Swamiego tylko dlatego, że Swami również ich kochał; jak żałośnie i nieustannie płakała, a nawet potrafiła obejść się bez jedzenia przez te dni, kiedy Swami był daleko od Prasanthi Nilajam — jak życie bez Swamiego było dla niej nie do pomyślenia.

Prawdę mówiąc, gdy doglądałem Sai Gity pewnej nocy mniej więcej 4 dni przed jej odejściem, które nastąpiło 22 maja 2007 roku, właściwie zwierzyła się mi, że nie chce już dłużej żyć...

Teraz Sai Gita ujawnia prawdę o Swamim

— Tak? Ona to panu powiedziała? Wiedziała, że odchodzi? Byłem całkowicie zdumiony, a nawet zaintrygowany. Jak to panu powiedziała?

— Przemówiła do mnie w telugu — pan Pedda Reddy odpowiedział swobodnie, jak gdyby dla słoni powszechne było porozumiewanie się z nami w rodzimym języku.

— Co? Naprawdę? To było oczywiście niewiarygodne.


Pan Pedda Reddy nie wydawał się wcale zdziwiony — był zupełnie spokojny. — Tak — powiedział. Właściwie nikt o tym nie wie. W rzeczywistości nawet ja byłem zaskoczony, gdy przytrafiło się mi to po raz pierwszy gdzieś w 2002-2003 roku. Pewnego wieczoru, gdy skończyłem pracę i miałem już wychodzić, usłyszałem głos wołający mnie w telugu. Był cichy, spokojny, ciepły i przyjemny. Zastanawiałem się, kto mnie woła i rozglądałem się, ale nikogo nie było. Kiedy wołanie się powtórzyło, zwróciłem uwagę na źródło, z którego dochodzi i czy może pan sobie wyobrazić, co zobaczyłem? To wcale nie była Sai Gita. Natomiast w miejscu, w którym stała, zobaczyłem wspaniały krąg jasnego światła. Było to światło, które zaczęło do mnie mówić. Od tego dnia wiele razy rozmawiałem z tym jasnym światłem, zwykle wieczorami.

W istocie, kiedy Swami doznał pierwszego złamania w 2003 roku, zapytałem Sai Gitę, czy będzie znów chodził, a ona wyraźnie powiedziała: 'Nie, nigdy nie będzie się normalnie poruszał. Swami postanowił powoli kończyć swój pobyt na ziemi' — i wtedy oznajmiła coś, co zupełnie mną wstrząsnęło. Powiedziała: 'Ja też nie chcę długo żyć. Nie mogę tu przebywać, jeśli jego tu nie ma'.

Oczywiście wtedy nie dzieliłem się tym z nikim ze zrozumiałych powodów. To samo wydarzyło się 18 maja 2007 roku. Tego wieczoru Sai Gita skierowała do mnie ostatnie słowa. Z przejmującym smutkiem powiedziała: 'Swami nie zamierza pozostać tutaj zbyt długo. Odchodzę... Nie mogę żyć, by zobaczyć dzień, w którym już go tutaj nie będzie. Nie zniosę tego. Muszę odejść. Odchodzę'.

Jednak to, co mnie wówczas zdziwiło, to znany nam wszystkim zamiar, że awatar Sathya Sai będzie jeszcze obecny przynajmniej przez 14 lat. Tak jak każdy inny wielbiciel, myślałem, że będę widział Swamiego, dopóki nie skończy 96 lat, jak ogłosił. Dlatego zadałem sobie pytanie: 'Po co ten pośpiech? Dlaczego Sai Gita chce odejść tak wcześnie?'.

Wszystko stało się jasne znacznie później. Sai Gita naprawdę 'znała' Pana lepiej niż ktokolwiek z nas na ziemi. W zasadzie, jeśli pamięta pan dyskurs, wygłoszony przez Swamiego do studentów w audytorium instytutu w lipcu 2007 roku, który był prawdopodobnie pierwszym orędziem po odejściu Sai Gity, to Swami wyjaśnił w nim, czemu Sai Gita odeszła tak szybko".


Legendarna "love story"

— Tak, pamiętam — powiedziałem. Swami naprawdę płakał, gdy wspominał Sai Gitę i oświadczył: 'Kiedy wspominam Sai Gitę, nie jestem pogrążony w głębokim smutku. W rzeczywistości nie odczuwam smutku. Nigdy nie jestem zmartwiony. W ogóle nie okazuję żalu. To tylko watsalja — najwyższa matczyna miłość. Kiedy przyszła, nałożyłem miodu na palec, włożyłem jej do ust i zaczęła ssać. Później karmiłem ją mlekiem z butelki dla niemowląt i od tego czasu nie pamięta o swojej matce. Nazwałem ją Sai Gita'.

— To prawda. Sai Gita jest jego córką — kontynuował pan Pedda Reddy. Kolejny odkrywczy moment miał miejsce rano 22 maja, kiedy Swami podszedł do niej i zawołał: 'Gita, Gita', a ona na kilka sekund otworzyła oczy! Czekała na swojego Pana. Może być pan zdziwiony na wieść o tym, że chociaż Sai Gitę uznano za martwą poprzedniej nocy, to jej ciało nie zesztywniało. Dopóki Swami nie przyjechał i nie wsypał jej do ust wibhuti, wszystkie części ciała słonicy były miękkie. Nie odeszła. Jak mogłaby odejść, nie widząc swojego ukochanego? Czekała.

— Właśnie to Swami powiedział chłopcom tego ranka — dodałem. Po ujawnieniu jak Sai Gita na niego czekała, Swami był mocno wzruszony, a także fizycznie zmęczony. Dlatego usiadł na swoim fotelu. Jego głos stał się słaby. Lecz wtedy powiedział coś, co wstrząsnęło każdym, kto to usłyszał. Było to tak zatrważające, że również prof. Anil Kumar nie chciał tego przetłumaczyć. A zatem tylko kilka osób naprawdę zrozumiało, co powiedział. Na szczęście mamy ten film wideo i teraz, gdy widzimy to nagranie, możemy obserwować Swamiego mówiącego wyraźnie w telugu: 'Sai Gita odeszła, ponieważ nie chciała żyć, gdy mnie tu nie będzie'.

— Właśnie to mi powiedziała — mówił dalej pan Pedda Reddy. — Sai Gita po prostu nie mogła wyobrazić sobie życia bez Swamiego. Jej więź ze Swamim była trwała, a jej miłość wielka, czysta i silna.

Niezrównana i niespotykana więź

— Proszę mi powiedzieć, czy w dziejach awatara Sathya Sai jest ktoś inny, na którego pogrzebie Swami był obecny? Pan Pedda Reddy kontynuował: — Swami nie tylko był tam wcześnie rano. W istocie doglądał każdego najdrobniejszego szczegółu tej ceremonii. Udzielił nawet wskazówek, że ciało nie może mieć ani jednego zadrapania i należy je ostrożnie unieść, a nie ciągnąć. Wtedy przyjechał dźwig, aby zabrać je z ziemi i złożyć w świętym dole — wszystko pod czujnym i troskliwym okiem Swamiego. Swami chciał, by to miejsce wypełniono świętymi rzeczami, jak wibhuti, kurkuma, cynober, duża ilość kwiatów oraz starannie dobrana trawa i liście, które uwielbiała jeść Sai Gita.

W trakcie wykonywania tych czynności Swami wrócił do Jadżur Mandiru i poprosił mnie, abym poszedł z nim. Przekazał mi całą cenną biżuterię Sai Gity, którą zawsze przechowywał w swojej rezydencji. Słonica była nią ozdabiana w czasie wszystkich ważnych świąt. 'To wszystko powinna mieć teraz na sobie. Załóż jej to' — nakazał. Gdy oddał mi te wszystkie ozdoby, ponownie udał się na miejsce samadhi. Chciał tam być przez całą ceremonię.


Poranek 22 maja 2007 roku — tego dnia Pan przerwał swój krótki pobyt w Kodaikanal i szybko wrócił

Właściwie wtedy było bardzo gorąco. Była godzina 11:00. Lecz Swami nalegał, że pozostanie tam do zakończenia ceremonii. Byłem tak bardzo pochłonięty kierowaniem uroczystościami, że z własnej głupoty nie poprosiłem Swamiego, aby wszedł do planetarium i usiadł w ocienionym miejscu. Jakże jestem niedbały! Bardzo źle się czuję, gdy o tym teraz myślę. Swami opuścił teren dopiero wtedy, gdy wskazał wszystkie ofiary, jakie należy złożyć na świętym ciele Sai Gity i gdy popatrzył na dół, który w końcu został zasypany wibhuti, a następnie błotem. Było grubo po godzinie 12:00.

Na tym nie koniec. Jedenaście dni później, kiedy w Indiach wielu wykonywało Narajana Sewę w ramach 11-dniowej ceremonii, wtedy i Swami 3 czerwca przyjechał do samadhi i ofiarował Sai Gicie owoce oraz słodycze, a później zabrał je do gokulam i nakarmił nimi mieszkające tam krowy. Czy kiedyś słyszeliśmy, aby Swami osobiście wykonywał tę ceremonię dla jakiegoś wielbiciela? Historia Sai Gity jest po prostu wyjątkowa i niezmiernie wzorowa.

— Bez wątpienia — pokornie przytaknąłem, próbując przyswoić sobie wszystko, co opowiadał pan Pedda Reddy. Jednak miałem dowiedzieć się znacznie więcej.


Tak królewskie i boskie pożegnanie, jakie tylko mogła otrzymać

— Muszę to panu powiedzieć — kontynuował pan Pedda Reddy. Swami wiózł na otwarcie hali sportowej swoim samochodem dra Narendranatha Reddy. Widząc miłość, jaką Swami okazywał Sai Gicie, dr Reddy zadał mu pytanie: 'Swami, kim Sai Gita będzie w następnym żywocie?'. Swami odparł: 'Nie odrodzi się. To jej ostatni żywot. Już więcej się nie urodzi ani nie umrze'. Pamiętam, jak później dr Reddy przybiegł do mnie, aby podzielić się tymi proroczymi słowami.

— Niesamowite! Jakże święta jest Sai Gita! A jak pan jest błogosławiony! — powiedziałem panu Peddzie Reddy. — Miał pan możliwość służyć takiej oświeconej istocie! Jego szczęście było naprawdę niezmierzone, a ja nie wiedziałem, jak mu za tego gratulować.

Jak Pedda Reddy został wybrany i dotknięty przez Pana

— To miłość Swamiego do mnie. Wiem, że nie zasługuję choćby na jej cząstkę — pan Pedda Reddy przyznał z całą pokorą. — Prawdę mówiąc, byłem nikim i gdyby Swami mnie nie ocalił, zagubiłbym się w świecie, prowadząc szare, zwyczajne życie ze wszystkimi jego uwarunkowaniami i uprzedzeniami. Rzeczywiście Swami przyciągnął mnie do siebie w odpowiednim czasie!

— Kiedy to było? Jak do tego doszło? Tak wiele dowiedziałem się o Sai Gicie, a teraz chciałem także poznać historię życia jej opiekuna. Intuicyjnie wiedziałem, że on również nie jest zwykłą duszą.

— Pierwszy raz usłyszałem o Swamim w latach 60. Do tego czasu studiowałem w koledżu Sambalpur, działającym jako filia Uniwersytetu Utkal w stanie Orisa. Chociaż należymy do Zachodniego Godawari w stanie Andhra Pradesz, moi rodzice nabyli ziemie w stanie Orisa, gdyż były wtedy dostępne po bardzo niskich cenach. Jednak w czasie wakacji wracaliśmy do Andhra Pradesz.

W moim rodzinnym mieście istniała grupa bhadżanowa Sai prowadzona wówczas przez nauczyciela ze szkoły. Poszedłem tam kilka razy z ciekawości. W międzyczasie mój wujek przebywał już w Puttaparthi i widział Swamiego.

W oparciu o własne doświadczenie wujek powiedział mi, że Sai Baba nie jest zwyczajną istotą. Wtedy przeczytałem kilka jego książek i posłuchałem nagrań z jego dyskursami. 'On musi być wielką duszą' — powiedziałem sobie. Samo to było dziwne, ponieważ do tej pory nigdy nie skłaniałem się ku duchowości ani do niczego, co miało związek z religią. Ale w jakiś sposób istniało pewne przyciąganie do tego 'Sai Baby'.


Spełnienie modlitwy z wielu żywotów — pan Pedda Reddy został obdarzony szansą służenia Swamiemu z bliska i jednocześnie zanurzenia się w jego miłości

Pierwszy raz zobaczyłem go w Brindawanie (Bangalore) w 1969 roku. Roztaczał się wokół niego jakiś urok. Chciałem wrócić do aszramu. Dlatego w następnym roku byłem w Puttaparthi na obchodach Daśary. Tym razem Swami wybrał mnie na darszanie i powiedział mi, abym poszedł na interview.

Gdy tylko znaleźliśmy się w pokoju, opowiedział mi każdy szczegół o mojej rodzinie. Moi rodzicie już wtedy nie żyli. Zdradził mi wszystko, co działo się z moimi braćmi i siostrami. Siedziałem tam zszokowany i oniemiały. Byłem przekonany, że Swami nie jest zwykłym człowiekiem. Tego dnia przepowiedział kierunek, jaki przyjmie moje życie. 'Będziesz ze mną w przyszłości. Nie rozpoczniesz małżeńskiego życia. Zostaniesz ze mną'. To było jak oświadczenie wygłoszone wyraźnie i stanowczo. Byłem za bardzo oszołomiony, żeby nawet myśleć. Wyszedłem z pokoju interwiew jak człowiek, który stracił całą świadomość siebie. To było doświadczenie zmieniające życie.

Bishu Prusty
Zespół Radia Sai

Część 2     Część 3

**Pobierz tekst do druku (całość)

Tłum. Dawid Kozioł
lipiec 2015
(is)

Źródło: "Heart to Heart", vol. 13, issue 6, June 2015
radiosai.org









Copyright © 2001-2017 Stowarzyszenie Sathya Sai