Sai wie wszystko o każdym
Pewnego dnia w sierpniu 2001 roku po wieczornym darszanie i bhadżanach, gdy siedziałem w ciszy wśród mężczyzn blisko jednego z dużych filarów w Sai Kulwant Hall, kierownik dziekanatu z Instytutu Wyższego Nauczania Sri Sathya Sai klepnął mnie w ramię. Przekazał mi miłą wiadomość, że otrzymałem przywilej zasiadania na upragnionej werandzie, na którą otwierają się drzwi prowadzące do pokoju interview Swamiego. Dowiedziałem się, że następnego ranka o 6.00 mam ustawić się w kolejce przy małej, bocznej bramie wejściowej. Nie musiałem czekać w kolejce na liniach darszanowych na wzgórzu o 4.00 rano!
Serce biło mi szybko, a gdy wróciłem do naszego pokoju, powiedziałem mojej żonie, Sieglinde, że jestem bardzo podekscytowany i podenerwowany. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do wstawania o 3.00 w nocy i dołączania do wszystkich czekających w długich kolejkach po darszan. Obawiałem się, że wolontariusze Sewadal zatrzymają mnie przed wejściem do Sai Kulwant Hall. Lecz Sieglinde zapewniła mnie, że to piękny prezent od Swamiego, że powinienem przyjąć to, co mi dał, i zgodnie ze wskazówkami dołączyć do kolejki przy małej, bocznej bramie.
"Nie jest dobrze, nie jest źle"
O 6.00 rano dotarłem do małej bramy. Gdy pół godziny później brama się otworzyła, wszedłem do sali. Byłem kłębkiem nerwów. Nie pomogło mi to, że poprzedniego wieczoru w stołówce zachodniej podszedł do mnie wielbiciel, którego znałem, i powiedział, że widział, jak podszedł do mnie kierownik dziekanatu i klepnął mnie w ramię. Zapytał, o co chodzi. Powiedziałem mu, że dostałem miejsce na werandzie, począwszy od następnego dnia. Roześmiał się i powiedział, że Swami nie zawsze wie, kto otrzymuje miejsce na werandzie i że pewnego dnia mogą mnie wyrzucić. Jego uwagi z pewnością mi nie pomogły!
Gdy wszedłem do Sai Kulwant Hall, moje nerwy odrobinę się uspokoiły. Odpowiedzialny za rozmieszczenie gości pan Saha, podszedł do mnie i poprosił, abym poszedł za nim. Przedstawiłem się, podając swoje imię, a on odpowiedział tylko: "Wiem, kim pan jest - proszę za mną!".
Pan Saha zaprowadził mnie na werandę i wskazał miejsce naprzeciwko tłumu, po prawej stronie, u szczytu małych schodów prowadzących z podwyższenia na posadzkę w Sai Kulwant Hall. Powiedział mi: "Tu będzie pan siedział. Proszę się stąd nie ruszać. Studenci będą siedzieli na schodach i wokół pana. Proszę nie wchodzić na schody!". Niespokojny skinąłem głową i powiedziałem mu, że rozumiem.
Salę wypełniał tłum czekający na darszan Swamiego. Wkrótce miejsca na podwyższeniu również zostały zajęte, wokół mnie usiedli studenci, a za nimi starsi mężczyźni (wielbiciele).
Aby uspokoić nerwową energię, postanowiłem napisać podziękowanie dla Swamiego. Na tych specjalnych miejscach siedzących mogliśmy korzystać z długopisów i papieru listowego. Zacząłem pisać krótki list i nagle usłyszałem darszanową muzykę. Podniosłem wzrok i zobaczyłem Swamiego. Szedł delikatnie przez bramę od strony kobiet, rozpoczynając swoją piękną wędrówkę na darszanie. Gdy Swami przeszedł stronę kobiet i zaczął zbliżać się do strony mężczyzn, moje serce zabiło szybciej, a mój niespokojny umysł znowu zaczął się zastanawiać, czy tu jest moje miejsce. Swami był coraz bliżej.
Delikatnie przechodził między studentami z przodu sali, od niektórych przyjmował listy, z innymi rozmawiał i sprawił, że wszyscy byli bardzo szczęśliwi. Gdy zbliżał się do miejsca, w którym siedziałem, wziąłem list i modliłem się z całego serca. Nagle pojawił się! Zatrzymał się u dołu schodów, spojrzał w górę i wyciągnął rękę, abym podał mu list. Siedzący na schodach studenci szybko usunęli się z drogi, ja pochyliłem się do przodu, a Swami wziął ode mnie list i patrzył na niego przez chwilę. Później zapytał mnie słodko: "Skąd pochodzisz?". Odpowiedziałem wyraźnie, bez śladu zdenerwowania czy kołatania serca: "Z Nowej Zelandii, Swami". Następnie zapytał mnie: "Jak jest w Nowej Zelandii?". Odparłem: "Bardzo dobrze, Swami".
Swami obdarzył mnie pięknym uśmiechem, powiedział tylko: "Bardzo szczęśliwy, bardzo szczęśliwy" i poszedł dalej. Nagle po kilku krokach zatrzymał się, odwrócił i wrócił. Spojrzał na mnie i stwierdził: "Nie, nie jest dobrze, nie jest źle, jest tak, jak jest!". I odszedł.
Znajdowałem się w stanie pełnej błogości. Swami nie tylko dowiódł, że wielbiciel, który zasiał wątpliwości w moim umyśle, był w błędzie, lecz także ujawnił, że wie wszystko, jak trafnie wykazał to, wypowiadając tych kilka słów. Wszystko, co stworzył i zaaranżował, nie jest ani dobre, ani złe. To ludzkość jest odpowiedzialna za to, jak jest. Od tej pory miejsce na podwyższeniu należało do mnie, a po kilku kolejnych wizytach pozwolono mi przenieść się na miejsce siedzące na werandzie, ale to już inna historia.
"Naprawię twoje serce"
Na początku stycznia 2002 roku Swami zatrzymał się przede mną na werandzie w czasie darszanu i powiedział: "Wejdź do środka". Nie byłem pewny, co miał na myśli, ponieważ byłem tak szczęśliwy, że się zatrzymał i odezwał. Wtedy Swami wskazał wyraźnie na pokój interview i powiedział tylko: "Chodź!".
Wstałem niespokojny i poszedłem do pokoju interview. Stałem w oczekiwaniu na przybycie Swamiego razem z jednym studentem i jego ojcem, których Swami wezwał wcześniej w czasie darszanu. Zapytałem ojca tego studenta, czy powinienem powiedzieć Swamiemu, że jest tu moja żona, a on odparł: "Nie, to rozmowa tylko dla mężczyzn". Wtedy wszedł Swami i kazał mi usiąść, a sam zabrał studenta i jego ojca do wewnętrznego pokoju interview i zamknął drzwi. Po około 30 minutach Swami wyszedł i stanął przede mną. Klęczałem ze złożonymi rękami, a Swami pozostał w pozycji stojącej.
Następnie Swami spojrzał na mnie z poważną miną i powiedział: "Masz problem z sercem!". Popatrzyłem na niego i nie do końca rozumiejąc, o co chodzi, odparłem: "Tak, Swami!". Spojrzał na mnie ponownie z poważną miną i powiedział: "Twoje serce nie pompuje prawidłowo!", po czym wykonał kolisty ruch ręką na swojej klatce piersiowej. Nie wiedziałem, że mam problemy z sercem. Dlatego znowu oznajmiłem: "Tak, Swami!". Spojrzał na mnie tak, że uznałem, iż jest lekko poirytowany. Wziął moje dłonie w swoje dłonie i ścisnął je tak mocno, że omal nie krzyknąłem. Później obdarzył mnie pięknym uśmiechem i powiedział bardzo cicho: "Nie martw się - naprawię twoje serce". Kazał mi wstać i kilka razy okrężnymi ruchami potarł ręką moją klatkę piersiową, a następnie wskazał, abyśmy opuścili pokój interview. Zanim wyszedłem, Swami pochylił się, włożył mi do kieszeni koszuli paczuszkę wibhuti i powiedział słodko: "Dla żony". Wymieniłem znaczące spojrzenie z ojcem studenta.
Wyszliśmy z pokoju interview i zajęliśmy miejsca na bhadżanach. Później dr Sara Pavan, który pracował w szpitalu superspecjalistycznym w Puttaparthi, podszedł do mnie i zapytał, co wydarzyło się w pokoju interview. Powiedziałem mu, że Swami stwierdził, iż mam problem z sercem i że je naprawi. Dr Pavan oświadczył: "Swami chce, abyś udał się do szpitala superspecjalistycznego na badania serca. Pojedziemy tam jutro po bhadżanach". Opowiedziałem mojej żonie, Sieglinde o tym, co się wydarzyło. Stwierdziła tylko, abym miał wiarę w Swamiego, ponieważ powiedział, że naprawi moje serce, chociaż nie czułem, abym miał jakiekolwiek problemy z sercem.
Gdy następnego ranka skończył się darszan i bhadżany, a Swami wrócił do swojej rezydencji, dr Pavan zawiózł mnie swoim samochodem do szpitala superspecjalistycznego. Zaprowadził mnie do gabinetu kardiologa, omijając kilku pacjentów, którzy czekali na wizytę. Próbowałem mu powiedzieć, że chętnie poczekam na swoją kolej, ale nie było to możliwe! Dr Pavan powiedział specjaliście, że Swami chce, aby zbadał moje serce i zapytał, czy może to zorganizować jak najszybciej. Próbowałem wyjaśnić, że Swami stwierdził, iż naprawi moje serce, a nie że chce, abym przeszedł badania serca. Kardiolog zignorował moje słowa i powiedział dr. Pavanowi, aby zabrał mnie na górę na echokardiogram, elektrokardiogram i test wysiłkowy na bieżni. Przeszedłem te badania.
Po echokardiogramie i elektrokardiogramie dwóch pracowników personelu medycznego monitorowało mój test wysiłkowy na bieżni. Na końcu dr Pavan wszedł do pokoju i zabrał wyniki badań do kardiologa, a ja czekałem na zewnątrz. W drodze powrotnej do aszramu dr Pavan wyjątkowo milczał, a ja zacząłem się lekko niepokoić. Gdy naciskałem go, aby powiedział mi, co się stało, rzekł tylko, że specjalista przekaże mi wyniki badań na popołudniowym darszanie.
Gdy po południu siedziałem na werandzie i czekałem na rozpoczęcie darszanu, poczułem klepnięcie w ramię i zobaczyłem kopertę na swoich kolanach. Był to kardiolog ze szpitala, który położył kopertę na moich kolanach i powiedział: "Z pańskim sercem nie dzieje się nic złego. Może pan wspiąć się na Mount Everest 50 razy bez żadnego problemu!".
Serce do służenia Swamiemu
Byłem w siódmym niebie i wkrótce zrozumiałem, że to, co Swami powiedział mi o naprawianiu mojego serca, było dokładnie tym, co zrobił. Dostrzegł problem i go rozwiązał, ale chciał, abym zrobił badania i sam zobaczył, co Swami uczynił. Niezwykłe!
Jednak cud Swamiego objawił się 9 lat później. Wszystko dzieje się w jego czasie. Na początku 2010 roku, po 10 latach pełnienia funkcji przewodniczącego MOSS w Nowej Zelandii, moja żona i ja planowaliśmy przeprowadzkę do Queensland w Australii, gdzie mieszkamy do dziś (2025). Przeszedłem badania u mojej lekarki pierwszego kontaktu, która przyłożyła stetoskop do moich pleców i stwierdziła, że mam szmery serca. Następnie skierowała mnie do kardiologa w szpitalu w Auckland na badania kontrolne. Po badaniach serca lekarz specjalista powiedział mi, że mam ciężką stenozę aortalną, że otwór zastawki aortalnej zwężył się do 7 mm i że wkrótce będę musiał wymienić zastawkę. Powiedziałem mu, że przeprowadzam się z żoną do Australii. Odpowiedział, że tam też mogę przejść zabieg.
W Australii znaleźliśmy dobrego lekarza pierwszego kontaktu w Noosaville, który zlecił badania, gdy tylko się zadomowiliśmy. Rzeczywiście do tego czasu otwór mojej zastawki aortalnej zwężył się do 5 mm, więc zaplanowano zabieg wymiany zastawki. Zabieg przeprowadzono w któryś czwartek, w czerwcu 2011 roku, w szpitalu Księcia Karola w Brisbane. Zakończył się on powodzeniem. Minęło 9 lat od czasu, gdy Swami dostrzegł problem!
Wierzę, że Swami zatrzymał postęp choroby, abym mógł nadal służyć w jego szlachetnej, boskiej misji, aż do zakończenia mojej kadencji przewodniczącego MOSS w Nowej Zelandii.
On wie wszystko!
Douglas Saunders z Australii
* * * * *
Douglas Saunders urodził się w Nowej Zelandii. Po przejściu na emeryturę razem z żoną w 2010 roku przeprowadził się do Queensland w Australii. Od 1993 roku jest wielbicielem Bhagawana Śri Sathya Sai Baby i wielokrotnie podróżował do Prasanthi Nilayam, aby przebywać w jego boskiej obecności. Od 2016 roku Douglas Saunders pełni funkcję zastępcy koordynatora centralnego strefy 3. W latach 1999-2010 był przewodniczącym MOSS w Nowej Zelandii.
Douglas Saunders służył w Królewskich Siłach Powietrznych Nowej Zelandii i przez 20 lat był właścicielem drukarni w tym kraju. Za zgodą Swamiego drukował dyplomy ukończenia studiów dla Instytutu Wyższego Nauczania Sri Sathya Sai w latach 1995-2005 i organizował druk książek napisanych przez jego wielbicieli.
(dk)
Źródło: Sathya Sai - The Eternal Companion, vol. 5, issue 2, February 2026
www.sathyasai.org/sites/default/files/pages/eternal-companion/vol-5/issue-2/eternal-companion-vol-5-issue-02.pdf
8.02.2026
**Pobierz tekst do druku