STRONA GŁÓWNA | SATHYA SAI BABA | NAUKI | ORGANIZACJA | PUBLIKACJE | AKTUALNOŚCI | MYŚL DNIA | GALERIA | JEDZIEMY DO SAI | KONTAKT Z NAMI | MULTIMEDIA | DYSKURSY MP3 | LINKI | MAPA SERWISU | SKLEP









:: Wieści z Prasanthi Nilajam

powrót do Wieści z Prasanthi Nilajam



Dla Swamiego nic nie jest niemożliwe


Nuszina Mehrabani


Pani Nuszina Mehrabani urodziła się w Iranie i pracowała jako dziennikarka dla państwowego radia i telewizji. Po przeprowadzce do Los Angeles (USA) kontynuowała swoją karierę w telewizji irańskiej. Od 1991 roku, kiedy po raz pierwszy usłyszała o Sai Babie, odbyła wiele podróży do Indii i otrzymała kilka szans na rozmowę z Bhagawanem. W 2007 roku przeprowadziła się do Puttaparthi, które nazywa swoim domem, a obecnie służy w stołówce zachodniej jako wolontariuszka. Napisała również książkę pod tytułem "Love and Suffering" (Miłość i cierpienie), która opowiada pasjonującą historię jej podróży do Swamiego.

Życie cudzoziemca w Puttaparthi niesie ze sobą wyzwania, a otrzymanie długoterminowej wizy wcale nie jest łatwe. Chociaż dla Swamiego nikt nie jest obcy, na poziomie ziemskim istnieją zasady, których musimy przestrzegać.

Niespodziewany smutek

Na 9 lutego 2017 roku miałam wykupiony bilet do Stanów Zjednoczonych, aby ubiegać się o nową wizę. Członkowie mojej rodziny byli bardzo szczęśliwi, że mnie zobaczą i wszystko było gotowe do podróży.

Wtedy późnym wieczorem 26 stycznia 2017 roku dostałam telefon od mojej rodziny w Stanach Zjednoczonych, która przekazała mi wstrząsającą wiadomość. Mój 29-letni bratanek umarł nagle na atak serca, choć nie wykazywał wcześniejszych objawów.

Był uroczym człowiekiem pełnym miłości i jeszcze się nie ożenił. Pamiętam, gdy widzieliśmy się ostatni raz, zadał mi tyle pytań na temat Sai Baby. Zajrzał nawet do Internetu, aby zobaczyć jego zdjęcia i znaleźć więcej informacji o Swamim. Wówczas dałam mu także odrobinę wibhuti.

My, wielbiciele, mamy wielkie szczęście, że praktykujemy nauki Sai, a jedną z najważniejszych lekcji jest rozpoznanie swojej prawdziwej tożsamości. Nikt nie może stale uciekać od tej prawdy; musimy ją zaakceptować i uwolnić się od strachu przed utratą ciała.

Mój brat nie był wielbicielem Sai; gdy stracił syna, do którego był bardzo przywiązany, przeżywał wielką rozpacz, w której niemal nie utonął. Nie wiedziałam, jak rozmawiać przez telefon z nim i z innymi członkami rodziny. Mogłam tylko złożyć kondolencje z powodu tej tragedii, która była największą katastrofą, jaka kiedykolwiek spotkała ich w życiu.

Bóg obdarzył ich największym szczęściem na świecie, lecz, niestety, za szczęściem zawsze podąża smutek; są nierozłączne.


"Miłość i cierpienie - moja droga do wyzwolenia" - Nuszina Mehrabani

Swami mówi: "W doczesnym życiu trzeba zaznać szczęścia i smutku, gdyż są one nieuniknione, tak jak zachód i wschód słońca".

Uważam, że gdyby moja rodzina wyznawała nauki Swamiego, to być może nieco mniej by cierpiała. Nauki te głoszą, że strata dziecka jest największym sprawdzianem, jakiemu Bóg może kogoś poddać.

Wkrótce mogłam przebukować bilet z 9 lutego na 29 stycznia. Lot liniami Emirates z Bangalore do Dubaju był krótki, ale później leciałam 16 godzin bez międzylądowania z Dubaju do Los Angeles. Z bagażem smutku lot wydawał się za długi, aby siedzieć samotnie i tylko dlatego modliłam się do Swamiego: "Babo, nie chciałabym być sama w trakcie tego długiego lotu. Potrzebuję kogoś, kto odwróci uwagę mojego umysłu".

Wzruszające spotkanie zaaranżowane przez Wszechmogącego

Podróżowałam sama do wielu miejsc na świecie, ale z jakiegoś powodu czułam się bardzo nieswojo, gdy siedziałam na lotnisku w Dubaju, czekając na lot. Ogłoszono go i nie pozostało nic innego, jak tylko wejść na pokład.

W samolocie było mnóstwo pustych miejsc, łącznie z dwoma miejscami obok mnie. Tuż przed zamknięciem drzwi na pokład weszli mężczyzna i kobieta. Podeszli do mnie i powiedzieli, że mają miejsca obok mnie. Poprosili mnie uprzejmie, abym pozwoliła im usiąść. Gdy wstałam, aby ich przepuścić, mężczyzna spojrzał na mnie i zapytał: "Czy pani Nuszina?".

Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem i poznałam, że był to najlepszy przyjaciel mojego brata. On i jego żona, Amerykanka, mieszkali w Iranie, ale podobnie jak ja, lecieli do Stanów Zjednoczonych na pogrzeb mojego bratanka. Znaliśmy się wszyscy, gdy mieszkaliśmy w Ameryce.

Minęło 20 lat odkąd widzieliśmy się ostatni raz, a w naszym życiu zaszło wiele zmian. Dzieląc wspólne chwile radości i smutku, wszyscy zaczęliśmy płakać.

Od razu przypomniałam sobie, jak modliłam się do Swamiego: "Chciałabym, aby ktoś towarzyszył mi w tej długiej podróży". Jak szybko Baba odpowiedział na moją modlitwę!

Dowiedziałam się, że małżeństwo rozpoczęło podróż liniami lotniczymi Qatar Air, wyruszając ze swojego domu w północno-wschodnim Iranie. Dwugodzinne opóźnienie w Iranie spowodowało, że nie zdążyli na swoje połączenie.


Szczęście i smutek na osi czasu

Personel lotniska poinformował ich, że dzisiaj mogą dostać się do Los Angeles, jeżeli najpierw polecą do Dubaju, a później przesiądą się do samolotu linii Emirates. Linia lotnicza zaproponowała im, że mogą to zrobić nie ponosząc dodatkowych kosztów. Teraz byli na pokładzie dużego samolotu z tyloma pustymi miejscami, lecz przydzielono im dwa miejsca obok mnie. Gdyby siedzieli gdzieś indziej, prawdopodobnie bym ich nie zauważyła.

Kto inny, jeśli nie Swami, mógł zaplanować wszystko tak doskonale? Moi przyjaciele narazili się na niewygody, ale Swami sprawił, że dla Jego córki, która modliła się do Niego o współczucie w postaci towarzysza podróży, niemożliwe stało się możliwe. Oni również uznali, że to był prawdziwy cud, a dla mnie było to potwierdzenie tego, o czym wiedziałam: Swami zawsze jest ze mną i nie potrzebuję pośredników, aby do niego dotrzeć.

Obecność tych ludzi spowodowała, że podróż stała się łatwiejsza dla nas wszystkich. Mieliśmy do nadrobienia 20 lat i mogliśmy też pocieszać się wzajemnie po stracie wspaniałego młodego człowieka. Wiedzieli, że mieszkam w Indiach, ale nie mieli pojęcia, że jestem wielbicielką Sai.

Była to dla mnie okazja do rozmowy o niektórych naukach Swamiego. Wtedy powiedziałam im o książce, jaką napisałam i podzieliłam się z nimi swoimi doświadczeniami na temat Baby. Chcieli przeczytać o nim więcej.

Zgodnie z planem Swamiego w bagażu podręcznym miałam dwa egzemplarze książki. Gdy wylądowaliśmy mogłam dać im jeden, za co byli mi bardzo wdzięczni. W czasie wizyty podzielili się swoimi przeżyciami z podróży i wszyscy zgodziliśmy się, że tylko Bóg mógł zaplanować i zorganizować nasze spotkanie. Mówi się: "Gdy masz po swojej stronie Boga, wszystko jest możliwe".

Poszliśmy razem spotkać się z moim bratem i z jego załamaną rodziną. Cieszyłam się, że tam jestem, aby ich wspierać i robiłam to zachowując milczenie, płacząc z nimi i pozwalając im rozpaczać na swój sposób. Towarzyszyłam im na cmentarzu, ilekroć chcieli tam pójść. Żałowałam, że nie mogłam podzielić się z nimi swoim rozumieniem i doświadczeniem atmy i duszy, lecz oni tylko opłakiwali ciało syna i uważali, że teraz, gdy umarł, wszystko jest skończone.

Pewnego dnia, prawie miesiąc po odejściu bratanka, byłam sama z bratem i wtedy zaczął dzielić się swoimi uczuciami. Powiedział, że cały świat jest dla niego martwy i że już nic nie sprawi mu radości. Wiem, że cierpienie odgrywa dużą rolę, pomagając nam odwiązać się od tego materialnego świata i że każda tragedia ma zawsze swoje pozytywne i negatywne strony.

Kojący dotyk Jego miłości

Po czterdziestu ciężkich dniach spędzonych w Stanach Zjednoczonych, dzięki łasce Swamiego, wreszcie zatwierdzono moją długoterminową wizę. Wyjazd do Indii i do mojego domu w Puttaparthi był ulgą, ale w głębi serca wciąż martwiłam się o rodzinę, którą zostawiłam. Ich rany nie zagoiły się, a ja ciągle modliłam się do Swamiego, aby im pomógł.

Dziesięć dni po powrocie do Indii, Swami, moje ukochane źródło miłości i pokoju, powodowany współczuciem, pewnej nocy przyszedł do mnie. W tym śnie udzielał darszanu w swojej pięknej pomarańczowej szacie.

Jak tylko mnie zobaczył, stanął przede mną tak blisko, że mogłam poczuć jego boski oddech. Powiedziałam do niego: "Swami, wiesz, że straciłam bratanka. Mój brat i jego rodzina są bardzo smutni". Później dodałam: "Swamidżi, proszę, daj im wsparcie i pokój".

"Tak" - powiedział, wyciągając do mnie swoją delikatną dłoń, abym mogła ją ucałować. Gdy tylko sen się skończył, obudziłam się z uczuciem ulgi; nie pozostał nawet najmniejszy niepokój.


"W doczesnym życiu trzeba zaznać szczęścia i smutku, gdyż są one nieuniknione, tak jak zachód i wschód słońca"

Baba mówi: "Jeśli się nad tym zastanowisz, uświadomisz sobie, że żona, dzieci, dobra materialne i krewni nie są długo twoją własnością; należą do ciebie tylko przez krótki czas. Po co w takim razie tracić siły, martwiąc się o to, co nietrwałe?"

Być może mój bratanek był starą duszą w młodym ciele. Tego nie wiem, ale cały czas modlę się, aby jego dusza pomogła jego rodzinie zrozumieć, że życie jest wieczne i że teraz będzie bliżej nich niż kiedykolwiek. Wiem, że Bóg Wszechświata kierował i kieruje naszym życiem.

Dlatego nie jest to opowieść o smutku. Przeciwnie, to opowieść o tym, jak Bóg pozwala każdemu człowiekowi doświadczać własnej karmy. To opowieść o tym, jak wraz ze smutkiem mogę odczuwać wsparcie, zadowolenie i pokój ufając, że Jego niewidzialna ręka zawsze tu jest, że Jego oczy zawsze na nas patrzą i że opiekuje się nami zarówno na ziemi jak i w niebie.

Dziękujemy i pełne miłości Sai Ram
Zespół Radia Sai

(dk, is)

**Pobierz tekst do druku

Źródło: "Heart to Heart", vol. 15, issue 7, July 2017
media.radiosai.org/journals/vol_15/01JUL17/For-Swami-Nothing-is-Impossible-by-Ms-Nooshin-Mehrabani.htm

Prosimy czytać inne artykuły tej samej autorki na naszej stronie internetowej:

"Mój Sai, moja miłość, moje Puttaparthi" - www.sathyasai.org.pl/aktualnosci.php?tekst=t5.5.4#Nooshin_Mehrabani

"Uwierz w siebie" - www.sathyasai.org.pl/aktualnosci.php?tekst=t5.5.26#wiara








Copyright © 2001-2017 Stowarzyszenie Sathya Sai