STRONA GŁÓWNA | SATHYA SAI BABA | NAUKI | ORGANIZACJA | PUBLIKACJE | AKTUALNOŚCI | MYŚL DNIA | GALERIA | JEDZIEMY DO SAI | KONTAKT Z NAMI | MULTIMEDIA | DYSKURSY MP3 | LINKI | MAPA SERWISU | SKLEP









:: Wieści z Prasanthi Nilajam


+ Jak troszczyć się o spuściznę Śri Sathya Sai - Aravind Balasubramanja (24.09.2018)
+ Moc służby - dr Ravikant Varanasi ze Stanów Zjednoczonych
+ Przesłanie na Gurupurnima 2018 - dr Narendranath Reddy
+ Przyroda jest szatą Boga - "Zielona Konferencja" 2018 - dr Narendranath Reddy
+ Chodź delikatnie, poruszaj się w nabożnym skupieniu i korzystaj z wdzięcznością - Ashok K. Sakhrani z Hongkongu
+ Mantra Gajatri - modlitwa uniwersalna - znaczenie i sens
+ Duchowość - wewnętrzna ścieżka (3): Jestem z tobą - dr Susan Boenke
+ Duchowość - wewnętrzna ścieżka (2): A najważniejsza jest miłość - Depy Spyratou (Surya)
+ Ofiarowanie miłości i wdzięczności dla Bhagawana Śri Sathya Sai Baby - przesłanie dr. Narendranatha Reddy'ego z okazji Aradhana Mahotsawam
+ Projekt "Służ Planecie" 2018
+ Wielkanocne przesłanie dr. Narendranatha Reddy'ego
+ "Zaś największa jest miłość" - George Bebedelis
+ Duchowość - wewnętrzna ścieżka (1): Dojrzałość duchowa - Lyn Kriegler
+ Znaczenie Mahaśiwaratri - dr Narendranath Reddy
+ Posłaniec i jego przesłanie - Prem Anosz, członek Zespołu Radia Sai
+ Noworoczne przesłanie dr. Narendranatha Reddy'ego
+ Pozdrowienie "Sai Ram"
+ Życzenia noworoczne dr. Narendranatha Reddy'ego
+ Europejska pielgrzymka do Prasanthi Nilajam 2018 - zaproszenie
+ Światowa Misja Sathya Sai - spotkanie otwarte w Prasanthi Nilajam, 24 listopada 2017 roku
+ Projekt "Służ Planecie" 2017
+ List urodzinowy 2017 - dr N. Reddy
+ Bądź zawsze szczęśliwy - artykuł z serii "Get Inspired" - Zespół Radia Sai
+ Dzień Deklaracji Awatara i inicjatywy światowe - Chroń Planetę i Global Akhanda Gajatri - dr N. Reddy
+ Smak boskości - prof. S. Basziruddin
+ Światowy program intonowania mantry Gajatri - Global Akhanda Gajatri - dr N. Reddy
+ Dla Swamiego nic nie jest niemożliwe - Nuszina Mehrabani
+ Rozważania w rocznicę Aradhana Mahotsawam - Śri K. Czakrawarti, członek-sekretarz Trustu Centralnego Śri Sathya Sai,
+ Sumienny uczeń - artykuł z serii "Get Inspired"
+ Modlitwa dla Izraela, Izmaela i dla wszystkich... - występ chóru "Sarva Dharma" w Prasanthi Nilajam - 13 lipca 2017 roku
+ Komunikat o archiwach Sri Sathya Sai - Zespół Radia Sai
+ Bodhisattwowie wśród nas - Alvin Leo z Australii Zachodniej
+ Czy Bóg istnieje? - dr Wayne Dyer - artykuł z serii "Get Inspired"
+ Najsilniejszy związek - pan R. J. Ratnakar, członek zarządu Sri Sathya Sai Central Trust
+ Uniwersalne nauki Sathya Sai Baby (27.05.2017)
+ Swami nas uwalnia - pani Prija S. Tandon w hołdzie Panu Sai
+ Skarb życia - Wielkanoc 2017
+ Materiały na obchody Dnia Ziemi - dr N. Reddy
+ Dzień Ziemi i aktualizacja ogólnoświatowej sadhany z okazji Aradhana Mahotsawam - dr N. Reddy
+ Odpowiedź Rady Prasanthi na oszczerstwa grupy z Muddenahali - dr N. Reddy
+ Ogólnoświatowa sadhana dla upamiętnienia Aradhana Mahotsawam - dr N. Reddy
+ Świątynia uzdrawiania uczy także siły modlitwy - 25-lecie Instytutu Wyższych Nauk Medycznych Śri Sathya Sai (1991-2016)
+ Światowy Dzień Wartości Ludzkich - dr N. Reddy
+ Pielęgnowanie życia duchowego
+ Świąteczne przesłanie dr Narendranatha Reddy'ego
+ Historia Sai oraz lekcje dla ciebie i dla mnie - cykl upamiętniający 91. Urodziny Bhagawana (część 1-9)
+ Jak ukształtowała mnie szkoła mojego Swamiego - historia uczennicy szkoły Sai, pani Sai Śruti Dubej
+ Komunikat o obozie medycznym w Prasanthi Nilajam - dr N. Reddy
+ Mała czarna kropka - artykuł z serii "Get Inspired"
+ Obchody 91. urodzin Sathya Sai Baby - list dr N. Reddy'ego
+ Sadguru Sai - niezrównany nauczyciel - rozmowa z absolwentem szkół Sai, panem Pratimem Banerdżi
+ Projekt "Służ Planecie" 2016 - inicjatywy globalne - list dr N. Reddy'ego
+ Sathya Sai Baba mówi o świecie sthula, sukszma i karana (materialnym, subtelnym
i przyczynowym) - Christan Mackenzie (część 1-4)

+ Ważny komunikat prof. G. Wenkataramana
+ Światowy Festiwal Młodzieży (12-14 lipca 2016) - program Sadhana miłości
+ Światowy Aradhana Mahotsawam, Dzień odejścia Swamiego - list dr N. Reddy'ego
+ Podróż przez ciemność: historia pacjentki z chorobą neurologiczną - Anuradha Pai
+ Pełen pokory wobec jego miłości - rozmowa z dr D. C. Sundareszem, dyrektorem Instytutu Wyższych Nauk Medycznych Sri Sathya Sai w Whitefield koło Bengaluru
+ Listy noworoczne z przeszłości - na dziś i na wieczność - artykuł z "Heart to Heart"
+ Dlaczego doroczny Dzień Sportu? - artykuł z "Heart to Heart" (January 2016)
+ Postanowienia X Światowej Konferencji Międzynarodowej Organizacji Sathya Sai - Prasanthi Nilajam - 25-27 listopada 2015 r.
+ Pudełko miłości - opowiadanie z serii "Get Inspired"
+ Życzenia i przesłanie na Nowy Rok - list dr N. Reddy'ego
+ Cicha, ale stała obecność Sai w moim życiu - wystąpienie pani Nadżmy Heptulli w New Delhi
z okazji 90. urodzin Sathya Sai Baby

+ Sathya Sai Speaks - 75 lat Deklaracji Awatara
+ Przepięknie otuleni miłością Baby - hołd pamięci Artura i Poppy Hillcoatów
+ Jeden wielki cud! - relacja z podróży chóru "Sarva Dharma" do Indii - lipiec-sierpień 2015
+ Wykonywanie doskonałej sewy dzięki najwyższej premie - z cyklu: Chwalebni słudzy Pana (4) - rozmowa z panem B. M. Wadegoankarem
+ Nabożny wieczór pełen energii na zakończenie Konferencji Edukacyjnej Sri Sathya Sai - występ chóru "Sarva Dharma" w Prasanthi Nilajam - 3 sierpnia 2015 roku
+ Jak słonica i jej opiekun zajaśnieli świętym blaskiem - z cyklu: Chwalebni słudzy Pana (3) - rozmowa z panem Peddą Reddy
+ Uwierz w siebie - Nooshina Mehrabani
+ Siła modlitwy - wystąpienie prof. G. Venkataramana
+ Komunikat zarządu Sri Sathya Sai Central Trust - V. Śriniwasan, 28.11.2014 r.
+ Ten dzień, tamten rok - wystąpienie prof. G. Venkataramana
+ Skupienie na Sai sposobem życia - z cyklu: Chwalebni słudzy Pana (2): rozmowa z panem Sekarem
+ Gdy wiara dodaje ci sił, a miłość cię wzmacnia - z cyklu: Chwalebni słudzy Pana (1) - rozmowa z panem Radżanem Thangawelu
+ Symbolika duchowa w oddawaniu czci Śiwie jako Najwyższemu Panu - artykuł z "Heart to Heart"
+ Dlaczego idę w paradzie przed obliczem Sai - rozmowa z panem S. Srinidhi
+ List dr N. Reddy'ego z okazji Nowego Roku 2015
+ Znaczenie wegetarianizmu - zapis audycji Radia Sai
+ Sai Gita - zadziwiająca opowieść o niezrównanej miłości
+ Dziewięć boskich deklaracji - wykład dr N. Reddy'ego z lutego 2014
+ Wysłannik Boga z mridangą - rozmowa z panem Guruji Karaikudi Mani
+ Podążać za życzeniem Swamiego czy nie? Oto jest pytanie! - wystąpienie prof. G. Venkataramana
+ Podążaj za Boskim Mistrzem - list dr N. Reddy'ego, 11.06.2014 r.
+ Stan wielkiego szczęścia - Budda Purnima 2014
+ Pamięci Śri Sathya Sai Baby - list. dr N. Reddy'ego, 20.03.2014
+ Paramam Pawitram Baba Wibhuti - jak powstaje cudowny święty popiół
+ Niespodzianka od mojego Sai w biurze prezydenta Mandeli - rozmowa z panem Wiwekanandą Naickerem
+ Osiem kwiatów, które sprawiają Bogu radość
+ Boska rzeczywistość przejawiła się...- rozmowa z Ojcem Karolem Ogadą
+ Pięć zasad - przemówienie dr Narendranatha Reddy'ego z 25.11.2013 r.
+ Baba pozwala mi prowadzić życie księdza w pełnej świadomości
+ Mój Sai, moja miłość, moje Puttaparthi
+ Ciąg dalszy podróży od siebie do siebie
+ Ten 11.09. i inne 11.09.
+ Absolwent Uniwersytetu Sai zdobywcą nagrody Top Young Leader Award
+ Wielbiciele Pana w zwierzęcej postaci
+ "Sarvadharma" – europejski chór z regionu 73 w Prasanthi Nilajam 27.07.2013 r.
+ Twarze pacjentów są moim najsilniejszym eliksirem
+ Prawo karmy - zasada filozofii indyjskiej
+ Dlaczego zwierzęta są ważne
+ Śpiewanie Wed jednoczy Europę
+ Lęk przed porzuceniem poczucia ja i moje
+ Trzeba zobaczyć ten szpital, aby uwierzyć
+ Sztuka i istota uzdrawiania. Rozmowa z dr Srikanthem Solą
+ SAI - dusza mojego życia i mojej muzyki. Rozmowa z Sumeet Tappoo
+ W imieniu aniołów w zwierzęcej postaci...
+ Doświadczanie boskości - od posiadającej formę do bezforemnej - dr Samuel Sandweiss
+ Rozszerzenie projektu wodnego na terenie Anantapur
+ Najważniejsza jest przemiana serca - dr Sara Pavan
+ Nowe strony internetowe
+ Jestem najszczęśliwszym człowiekiem - Przemówienie Jego Ekscelencji Śri K. Rosaiaha
wygłoszone 23 listopada br. w Prasanthi Nilajam





Wielbiciele Pana w zwierzęcej postaci

http://www.theprasanthireporter.org/2013/04/animal-devotees-of-the-lord/

Prasanthi Reporter, 2 kwiecień 2013

Pan, który często powtarzał: "Moje życie jest moim przesłaniem", pozostał wierny swojej maksymie, wskazując kierunek światu - praktykowanie Jego zasad. W odniesieniu do królestwa zwierząt, Bhagawan często mówił o wartościach ludzkich, jak współczucie i miłość, skłaniając ludzi do otwarcia swojego serca na stworzenia żyjące w tym ogromnym wszechświecie. "Człowiek musi współistnieć z pozostałym stworzeniem dzieląc z nim współczucie i miłość" - to jedna z najgłębszych idei, jakie ludzkość musi sobie przyswoić spośród wszystkiego, co Bhagawan zaprezentował swoim bezprzykładnym życiem - jak czytamy w artykule pani Mercini Sherratt z Wielkiej Brytanii.

W 1968 roku Swami ujął ręce dwóch starszych wielbicieli ze Stanów Zjednoczonych i powiedział im: 'Pragnę podzielić się z wami czymś, o czym zawsze musicie pamiętać. Na końcu, na etapie ostatecznego rozpadu, kiedy ciało obraca się w proch i znika, jedyną rzeczą, która będzie miała znaczenie, jest to, jak wielką miłością dzieliliście się z wszelkim stworzeniem'. Tu Swami przerwał, a następnie dodał: 'Jak wielką miłością dzieliliście się z wszelkim stworzeniem w każdej chwili swojego życia' (Radio Sai Journals, vol. 10/1 May 12/04).


Wszystkie wielkie dusze były delikatne w stosunku do całego boskiego stworzenia. Gdy wzrastamy w miłości i szerzymy miłość, nasze serce staje się wrażliwe i otwarte na wszystkie istoty; możemy zrozumieć Babę, kiedy mówi:

"Pielęgnuj małe nasionko miłości, które nie podda się poczuciu 'ja' i 'moje', niech kiełkuje w miłości do wszystkich wokół ciebie, niech wzrasta w miłości dla całej ludzkości i rozpościera gałęzie na zwierzęta, ptaki, płazy i gady. Niech ta miłość obejmie wszystkie przedmioty i istoty we wszystkich światach. Zaczynaj od miłości mniejszej do większej, od miłości ograniczonej do rozwiniętej" (Sathya Sai Speaks, vol. 8, ch. 16).

Wszyscy znamy wielką miłość Swamiego do zwierząt i wiemy, że miał ich wiele w ciągu swojego ziemskiego życia. W dzieciństwie codziennie głaskał i rozmawiał z każdą krową w gokulam. W książce "Ucieleśnienie miłości" prof. Kasturi i Peggy Mason mówią, że Swami dawniej miał zazwyczaj po dwa psy (14 takich dwójek do czasu napisania tej książki w 1982 roku). Krążą również opowieści o psach, które przychodziły, aby umrzeć u jego stóp. Jednym z nich był Kuttan, czysta atma, jak nazwał go Baba. Z pierwszego tomu "Satjam Siwam Sundaram" dowiadujemy się, że Swami jako małe dziecko biegał i tulił do serca każdego kurczaka, o którym wiedział, że ma trafić na ubój, starając się uchronić go przed zbliżającą się śmiercią. Trzymał się z dala zarówno od miejsc, w których zabijano lub torturowano zwierzęta, jak i od tych, gdzie przetrzymywano lub łapano ryby. Z powodu miłości i szacunku do wszystkich istot, sąsiedzi nazywali go "brahmadżnianin". Kasturi opowiada, jak kiedyś w dzieciństwie Swami osobiście puścił wolno bawoła, który niósł wodę dla niego i całej grupy, kiedy byli na wycieczce. Poklepując bawoła z wielką czułością, Swami w obecności wszystkich powiedział: "Pełniłeś dla mnie dobrą służbę, bangaru (złotko)".


Historia jego wielkiej miłości do słonicy Sai Gity i jej uczucia do Swamiego jest niezwykła. Obdarzył ją miłością tysiąca matek począwszy od dnia, w którym uratował ją od sieroctwa, kiedy to było słychać jej żałosny płacz. Gita żyła tylko dla niego, a jej uwielbienie i oddanie było niezrównane. Tak jak Swami wiedział, co tkwi w sercach i umysłach jego wielbicieli w ludzkiej formie, podobnie miał świadomość, co znajduje się w sercu i umyśle Sai Gity, szczególnie wtedy, gdy przyszła do niego ponarzekać na licznych poganiaczy!

Zwierzęta, które Swami miał w ciągu kilkudziesięciu lat, kochały go, ponieważ jak sam mówi:

"Człowiek nie może żyć bez miłości. Nawet zwierzęta, ptaki, ssaki i owady, mają uczucie miłości. Tę miłość można poczuć nawet w najmniejszym ze stworzeń. Powinniśmy żywić głębokie przekonanie, że Bóg jest obecny w każdej istocie w postaci atmy - świadomości".


Gdy jeden mały jelonek przyszedł umrzeć do świątyni Swamiego i patrzył z utęsknieniem w jego okno, Baba pojawił się z jabłkiem i bananem, aby go nakarmić. Według sewaków, którzy byli świadkami tego zdarzenia, widząc Swamiego, jelonek podbiegł do niego z rozdzierającym serce smutkiem w oczach. Gdy zjadł owoce z ręki Baby, dwie czyste łzy spłynęły po jego pyszczku. Zaraz potem mały jelonek odszedł. Według studentów, którzy to widzieli, Baba skierował do kogoś następujące słowa: "To są moi dwunożni 'ulubieńcy', mając na myśli studentów, a to jest mój czworonożny jelonek. Wszyscy są mi drodzy. [gra słów w języku angielskim: deer - jelonek, dear - drogi].

Następnym zwierzęciem, które miało powód, by wyrazić wdzięczność, była kotka o imieniu Minkie. Pewnego dnia Minkie postąpiła nierozsądnie, kradnąc rybę i dostała za to lanie. Otrzymując razy, piszczała w agonii, a wtedy 16 obrazów Baby znajdujących się w domu, zakołysało się mocno i niektóre z nich spadły z wielkim hukiem, wywołując przerażenie u wszystkich obecnych. Gdy Minkie zaczęła wracać do zdrowia, duże kłębki wonnego wibhuti wychodziły z jej sierści i opadały gęsto na stół, zostawiając pokój pełen boskiego zapachu i wskazując na wszechobecność Baby! Boski uzdrowiciel od razu przystąpił do pracy i działał na odległość. Sześć miesięcy później, w listopadzie 1972 roku, kiedy właścicielka Minkie przyjechała z wizytą do aszramu, Baba dał jej kilka paczuszek wibhuti i dołożył jeszcze dwie, mówiąc: "Te są dla kotki".

Ilu jest jeszcze wielbicieli Pana w zwierzęcej postaci, o których nie mamy pojęcia? Artykuł autorstwa Paulette, opublikowany w marcu 1987 roku w "Hatfield Magazine" w Wielkiej Brytanii, opowiada o kotce imieniem Fluffy. Krótko mówiąc, Fluffy poważnie zainteresowała się Sai Babą w chwili, gdy po raz pierwszy otrzymała odrobinę wibhuti. Mruczała radośnie, liżąc ten biały popiół. Trzy dni później jej sierść zaczęła wydzielać przyjemny zapach wibhuti. Po tym zdarzeniu codziennie siadała ze swoją panią przed zdjęciem Baby i zaczynała dzień od odrobiny wibhuti. Kiedy tylko przychodziła pocztą książka o Babie, kotka z dobrym skutkiem próbowała dostać się do paczki, czasami kładła się na niej, a po otwarciu przywłaszczała sobie książkę na jakieś pół godziny, nie pozwalając zbliżyć się do niej swojej pani. Wydaje się, że kotka wiedziała, iż w przychodzącej pocztą paczce znajduje się książka o Sai Babie i wpadała w zachwyt jeszcze przed otwarciem przesyłki. Trzy lata po poznaniu Baby, kotka miała atak serca i zmarła przy jego zdjęciu, wibhuti i piasku, po którym chodził. Jej właścicielka nieoczekiwanie znalazła otwarty pojemnik z wibhuti, ale to, w jaki sposób Fluffy go otworzyła, pozostaje zagadką, ponieważ wydaje się niemal niemożliwe, aby kotce się to udało. Fluffy musiała być wyjątkową duszą, albowiem krótko po odejściu jej właścicielka miała w kościele wizję, w której widziała Babę i podążające za nim w bliskiej odległości zwierzęta, a wśród nich Fluffy.

Pragnę podzielić się następującą historią o jednej z moich kotek, która przez większą część swojego życia uczestniczyła w spotkaniach z Sai Babą w moim domu. Zanim odeszła, bardzo wyraźnie 'zakomunikowała' mentalnie przez osobę-medium kontaktującą się ze zwierzętami, że chce zostać pochowana w chuście w jasnym kolorze z wibhuti wtartym w sierść - i tak się stało. Zgodnie z treścią odebranej wiadomości, przez bliskie oddziaływanie Baby, kotka chciała powrócić, aby służyć jako pies przewodnik. Być może ona również została potajemnym i niezdeklarowanym wielbicielem! Kto wie? Z pewnością jej poziom świadomości podniósł się znacząco za życia, a w starszym wieku zyskała niezwykle łagodną naturę.

W końcu, proszę zauważyć, że działania o duchowym charakterze przynoszą również korzyść obecnym wokół nas duszom zwierząt, ponieważ: "Dusze zwierząt i ptaków mogą tylko słuchać, lecz nie mogą mówić. Gdy słuchają bhadżanów, rozwijają się duchowo. Właśnie dlatego cały czas mówię wam, abyście głośno śpiewali bhadżany" (Sri Sathya Sai Anandadayi: Journey with Sai - Karunamba Ramamurthy).


Samastha loka sukhino bhawantu

Tłum. Dawid Kozioł

sierpień 2013




"Sarvadharma" - europejski chór z regionu 73


http://www.theprasanthireporter.org/2013/07/sarvadharma-european-choir-by-region-73/

Pod dyrekcją Marii Quoos wielbiciele ze strefy 7, region 73 Światowej Organizacji Sathya Sai utworzyli międzynarodowy chór o nazwie "Sarwadharma" i wystąpili składając hołd podczas święta Guru Purnima w Prasanthi Nilajam. Jak sugeruje tytuł, głównym tematem programu była jedność wszystkich religii, a piosenki wykonano w języku polskim, angielskim, hebrajskim, łotewskim, litewskim i estońskim.


Rozpoczęło się tradycyjnie od wyrażenia oddania dla Ganeszy, następnie członkowie chóru zaśpiewali: "Om Tat Sat Sri Narajana Thu", modlitwę Sarwadharmy, po której zabrzmiała pieśń chrześcijańska "Abba Ojcze", a następnie Shalu Shalom - pieśń żydowska/muzułmańska, "Father I adore You" - z kościoła ewangelickiego, "Sai Baba Sai Krishna" - kołysanka z Litwy, "Siyahamba", fascynująca duchowa pieśń czarnoskórych z Afryki w języku suahili, "Swejka Maria" - prawosławna pieśń z Łotwy o Matce Boskiej, "Ivdu et hashem ba'simha" - żydowska pieśń w języku hebrajskim, "Rami…Rami" - tradycyjna piosenka łotewska, "Emma ma" - pieśń o Matce Ziemi z Estonii, "Give me hand my brother" (Podaj mi rękę, bracie) w języku angielskim, "Life is a Challenge" (Życie jest wyzwaniem), nabożny śpiew w oparciu o nauki Bhagawana i zakończono odśpiewaniem Mantry Śanti.


Kończąc niezwykle duchowe, radosne śpiewanie trwające 45 minut, chórzyści zaśpiewali jednym głosem: "We all are members of the same family bound by the religion of love" (Wszyscy jesteśmy członkami jednej rodziny złączeni religią miłości) - było to odpowiednie zwieńczenie obrządku ofiarnego dla Pana, Guru, który nauczał, aby żyć pełnym miłości i służyć wszystkim jak jednej rodzinie!



Podczas śpiewania bhadżanów chórzyści otrzymali wyjątkowe dary. Sesja zakończyła się ofiarowaniem Mangala Arati o godzinie 18.15.





Twarze pacjentów są moim najsilniejszym eliksirem

Inspirująca rozmowa z dr Ramnathem Iyerem



http://www.swiatlomilosci.com
http://media.radiosai.org/journals/vol_10/01DEC12/Dr-iyer-sathya-sai-super-hospital-anniversary-puttaparthi.htm

22 listopada 1991 r. Bhagawan Baba zainaugurował działalność Instytutu Wyższych Nauk Medycznych Śri Sathya Sai. Dr Ramnath Iyer rozpoczął pracę na oddziale kardiologii jako starszy rezydent w rok czy w dwa lata od tamtego momentu. Dzisiaj, po 20 latach, jest starszym konsultantem, równie pełnym entuzjazmu i zapału jak dwie dekady wcześniej. "To mój oddział intensywnej opieki medycznej, leczy pacjentów po atakach serca" - mówi z dumą i radością. "Zawsze czułem się tutaj jak we własnym prywatnym szpitalu. Ta praca mnie stymuluje, tego nie można doświadczyć nigdzie indziej w świecie. Bhagawan miał odwagę wprowadzić w czyn wielką filozofię".

W krótkiej rozmowie w Radiu Sai, przeprowadzonej przez Bishu Prusty, dr Iyer przywołuje wstrząsające i wzniosłe momenty, które kształtowały jego postawę podczas pierwszych dni pracy w szpitalu, a potem opowiada o kilku bardzo wymownych scenach, które go poruszyły i zmotywowały do poświęcenia życia dla misji Bhagawana, z zapałem i z gorliwością. Rozmowa została nagrana 21 października 2012 r., w przeddzień 21. rocznicy otwarcia szpitala.


Radio Sai: Witam pana. W tym roku Instytut Wyższych Nauk Medycznych Śri Sathya Sai obchodzi 21. rocznicę swojej działalności, a pan od 20. lat pracuje w nim na oddziale kardiologii. Czy mogę zapytać, jak w tej chwili ocenia pan swoją pracę w szpitalu?

Dr Ramnath Iyer: Sai Ram. Pana pytanie cofa mnie do wspomnień. Przychodzą mi na myśl słodkie, pełne nostalgii wspomnienia, od poczucia niepewności ogarniającego moją duszę po wylądowaniu tutaj, do obietnic i poręczeń, które dostrzegam dzisiaj, 20 lat później. W 1993 r., kiedy tu przyjechałem, zaledwie wiedziałem o istnieniu Puttaparthi. Nigdy przedtem tutaj nie byłem i nie znałem telugu. Ludzie pytali, co skłoniło mnie do zrezygnowania ze stałej, dobrze płatnej posady i do podpisania czasowego, rocznego kontraktu.

Odpowiadałem im, że praca na oddziale kardiologii sama w sobie jest szaleństwem. Innym rodzajem szaleństwa jest praca w warunkach nie istniejących w danym momencie w żadnym innym krajowym szpitalu. Przy podejmowaniu tej trudnej decyzji istotną rolę odegrała moja żona. Mogę powiedzieć, że po wylądowaniu tutaj przeżyłem rodzaj kulturowego szoku, ponieważ szpital stał niemal na pustyni. W okolicy nie było nawet miejsca, w którym można by wypić herbatę. A jednocześnie mieliśmy do dyspozycji najnowocześniejszy sprzęt i służyliśmy ludziom, którzy prawdopodobnie nie śmieli nawet marzyć o tego typu opiece medycznej, nieosiągalnej nigdzie indziej w Indiach. Mówiąc szczerze, jako pracownik szpitala, a nawet jako lekarz, musiałem poradzić sobie z osobistym wstrząsem i włączyć się do systemu.

Etyka i kultura pracy tego systemu wnikały we mnie i w tych, którzy przybyli wraz ze mną i wciąż tutaj pracują. Uświadomiłem sobie później zachodzącą we mnie wewnętrzną transformację, wywołaną przez Bhagawana bez żadnych osobistych oddziaływań.

Baba stworzył nam warunki, centrum medytacyjne, które nazywam sadhana sthalem, miejscem dla praktyk duchowych stanowiących element naszej pracy. We współczesnym świecie nie istnieje lepsza forma sadhany. Nie trzeba przenosić się do lasu ani zamykać w jaskini lub klasztorze, czy wędrować w góry. Baba po prostu nam to dał.


Nie można śnić o większym luksusie. Jestem w miejscu pracy i pracując przechodzę duchową przemianę. Wzrastam duchowo.

Wiele osób zadaje mi pytanie, jak wytrzymałem tutaj 20 lat. Odpowiadam, że jak dotąd podtrzymuje mnie to 'upajające wino', ponieważ nigdzie indziej w tym kraju nie dostaniemy tego, co tutaj, także z punktu widzenia pacjentów.

Wyobraźmy sobie pacjenta przybyłego z tak odległego miejsca jak Sikkim, Nepal, Sri Lanka czy Bangladesz albo z Biharu, z Uttar Pradesh czy z zachodniego Bengalu. Ląduje tutaj, a my, widząc go, wiemy, co trzeba zrobić. Gdzieindziej musielibyśmy najpierw sprawdzić, jakimi dysponuje pieniędzmi, a potem przedstawić mu propozycje. Tutaj jednak nie ma tematów tabu. Jeśli choruje na coś, co potrafimy wyleczyć, to Bhagawan jest tak uprzejmy, że zaopatruje nas w bajeczny sprzęt wspierający nasze diagnozy. Pracuję na oddziale kardiologii, a przemysł ofiarowuje mi wszystko, co najlepsze - najlepsze cewniki, baloniki, stenty.

Po drugie, wiele osób jest przekonanych, że dając coś za darmo trzeba oszczędzać, bo oczywiście nie wolno przeznaczać wszystkiego na cele charytatywne. Ale Bhagawan udowodnił światu, że może być inaczej.

Dzisiaj, gdy zbliżamy się do 21. rocznicy naszej działalności, mogę z dumą powiedzieć, że każdego dnia, w każdym momencie, odczuwamy obecność Bhagawana. Mimo jego fizycznego braku nawet o 0,000001% nie obniżyliśmy jakości naszych usług - to najwspanialsza rzecz.

Wiele osób przepowiadało, że skoro zostaliśmy pozbawieni materialnej formy Bhagawana, to opieka zdrowotna drastycznie się pogorszy, ale nic takiego się nie stało. Wciąż pracujemy z takim samym zapałem i entuzjazmem, ponieważ On jest dla nas przez cały czas dostępny. Mogę powiedzieć, że kiedy przyjechałem tutaj 20 lat temu, należałem do garstki ludzi, którzy tylko od czasu do czasu otrzymywali darszan Bhagawana. Wynagradzały nam to błogosławieństwa, jakimi nas obsypywał podczas pracy. Towarzyszyło nam nieustannie uczucie: "Ach, On tu jest".

Radio Sai: W ciągu tych lat spędzonych w Prasanthi Nilayam musiało być wiele okazji, gdy Bhagawan osobiście dawał panu wskazówki podczas rozmów i dowiadywał się pan od niego, jak pracuje się w jego szpitalu. Czy mógłby pan przywołać jedną lub dwie z tych niezapomnianych chwil?

Dr Ramnath Iyer: Cóż, ta lista jest bardzo długa, myślę jednak, że jedna z pierwszych rozmów, jakie miały miejsce tuż po przyjeździe, dała mi pewność i podtrzymuje mnie przez te wszystkie lata.

Byłem nowy. Istniał taki zwyczaj, że każdego ranka szliśmy na poranny darszan i każdego wieczoru na wieczorny darszan. Był z tym problem, ponieważ miałem pracę i sumienie podpowiadało mi, że nie powinienem jej zostawiać po to, żeby iść do mandiru - byłem taki od dzieciństwa. Pamiętam, że jako dziecko sprzeczałem się z tego powodu z rodzicami. Oni mówili: "Najpierw świątynia", a ja mówiłem: "Pójdę do świątyni, jeśli skończę pracę i będę miał czas". Nigdy się ze mną nie zgadzali: "Nie, chodzenie do świątyni jest ważne".


Bhagawan z lekarzami w czasie wyjątkowej wizyty w szpitalu, grudzień 2004 r.

W mojej głowie trwał konflikt. Pewnego dnia, gdy siedziałem na darszanie, wyszedł Swami, stanął naprzeciwko mnie, uśmiechnął się i powiedział: "Posłuchaj, to ja wyznaczyłem ci pracę w szpitalu i nie oczekuję, że będziesz przychodził tutaj każdego ranka i wieczora po to, żeby mnie zobaczyć". Nie mówiłem mu o tym, nie podałem listu, ale w moim umyśle przez cały czas toczyła się wojna. Powiedział mi wyraźnie: "Wyznaczyłem ci obowiązki w szpitalu, stanowią one element mojej misji, więc nie ustawaj w wysiłkach. Ja zajmę się twoimi problemami i potrzebami".

Nic nie wiem o innych, mówię tylko w swoim imieniu - moja żona jest tego żywym świadectwem. Uważa, że wypełniam swoje zadania niezwykle sumiennie. W ciągu ostatnich 4-5 lat bywałem na darszanie zaledwie cztery, pięć razy w roku. Resztę czasu spędzałem w szpitalu. Do tego stopnia, że Bhagawan odwiedzając kiedyś Instytut powiedział na mój widok: "To jest twój aśram". Nie mylił się, ponieważ całe moje życie toczyło się wokół mojego domu, położonego dwie minuty od szpitala i tegoż szpitala. Bardzo rzadko wychodziłem poza bramę Instytutu. Mając zapewnienie Bhagawana, nigdy nie odczuwałem braku jego materialnej postaci. Co jakiś czas wzruszałem się widząc go w formie fizycznej. Bhagawan jest nieustannie obecny, kiedy pracuję, dzień w dzień, ponieważ ostatecznie to jego praca, a my jesteśmy instrumentami. Uważamy się za szczęśliwców, ponieważ uczynił z nas swoje instrumenty, to wszystko.

Jeśli chce pan zapytać o interesujące anegdoty, to cóż, jeśli zacznę opowiadać je teraz, to mogę kontynuować ten maraton przez dwa, trzy dni, przytaczając różne incydenty, które pozostawią w waszych umysłach niezatarty ślad i jeszcze bardziej wzmocnią waszą decyzję, żeby pracować dalej, bez względu na przeszkody - jeśli się takie pojawią.

Pamiętam, że wydarzyło się to w rok po przyjęciu mnie do pracy w szpitalu. Z Warangalu przyjechał policjant z żoną i dwojgiem dzieci. Starsza córka miała około trzech i pół roku, syn był noworodkiem, liczył sobie zaledwie miesiąc - dzieci miały kłopoty z sercem. Byłem tu jeszcze nowy, próbowałem wczuć się w pracę oddziału, więc zwróciłem się z tą sprawą do konsultanta. Dzieci zbadano i wykonano im EKG. Problem dziewczynki był lżejszy. Problem chłopca był poważny. Istniał medyczny przepis zabraniający jednoczesnego operowania rodzeństwa. Ponieważ większe szanse miała dziewczynka, więc najpierw zajęto się nią. Przyjęto ją na oddział, wprowadzono cewnik i na koniec wykonano zabieg. Leczenie pooperacyjne przebiegało burzliwie, ale dzięki łasce Swamiego wydobrzała i wróciła do domu.

Zwykle prosimy pooperacyjnych pacjentów o ponowną wizytę w trzy miesiące od zabiegu. Tym razem powiedzieliśmy tym ludziom, żeby przywieźli ze sobą również syna, zobaczymy, co da się zrobić. Więc wrócili.


dr Ramnath Iyer bada małego pacjenta

Wada w organizmie chłopca polegała na tym, że oczyszczona krew była pompowana do płuc, a zanieczyszczona płynęła kanałem powietrznym i obiegała całe ciało. To rzadki i bardzo groźny przypadek. Operacja okazała się technicznym wyzwaniem. Mogę powiedzieć z dumą, że kiedy go przyjęliśmy, chłopiec miał pięć miesięcy, zrobiliśmy mu cewnikowanie i wysłaliśmy na operację. To była pierwsza operacja tego typu w tym szpitalu. Był rok 1994. Oglądanie chłopca, który od tamtego czasu urósł i jest już teraz dorosłym młodzieńcem, budzi w nas dumę i ogromną radość.

W jakiś czas później rodzina ta powiększyła się o trzecie dziecko. Wciąż pamiętam, jak po latach od operacji rodzice przywieźli dwójkę starszych dzieci na badanie i jak orzekliśmy, że wszystko jest w porządku. I wtedy usłyszałem pytanie: "Proszę pana, czy mógłby pan zbadać nasze najmłodsze dziecko?". Spytałem: "Dlaczego, co się stało?". "Nic, po prostu się boimy, ponieważ nasze pierwsze dzieci miały problemy". Dzięki łasce Swamiego trzecie dziecko było zdrowe. Wrócili do domu szczęśliwi. To jedna z wielu takich historii.

Zanim opowiem następną, pozwólcie mi powiedzieć, że według mnie 'przypadek' to bardzo wygodne słowo, ukute przez literaturę angielską. Nie sądzę, aby był to zwykły zbieg okoliczności, gdy wszystko układa się dla naszego dobra. Przeciwnie, zaczynam wtedy wierzyć, że jakaś niewidzialna dłoń sortuje zdarzenia zachodzące w naszym życiu.

Pewnego wieczoru, po przyjęciu pacjentów z zewnątrz, udałem się na oddział nagłych wypadków, w którym teraz rozmawiamy. Właśnie wnoszono Rosjankę. Zemdlała zaraz po przybyciu na izbę przyjęć. Pośpiesznie położono ją na łóżku, przy którym teraz stoimy i zbadano. Jej serce biło coraz wolniej, w granicach 24-25 uderzeń na minutę, podczas gdy norma wynosi od 70-100. Zauważcie, że ta pani przebyła długą drogę z Rosji. Mogła zasłabnąć gdziekolwiek po drodze. Ale dotarła tutaj i dopiero wtedy zemdlała. Więc ją ustabilizowaliśmy. Powiedziała nam później, że gdy konsultowała tę sprawę w szpitalach moskiewskich i w innych, mówiono jej, że potrzebuje rozrusznika serca. Jednak koszty były astronomiczne, nie mogła sobie na nie pozwolić.


Dr Iyer w rozmowie z prezydentem Indii Abdulem Kalamem w czasie jego wizyty w szpitalu w listopadzie 2002 r.

Jakieś pięć czy sześć lat od tego zdarzenia przyjechała do Puttaparthi i była jedną z tych szczęśliwych osób, które Swami zaprosił na indywidualną audiencję. Dał jej wtedy medalion, który nosiła ze sobą przez cały czas w torebce. Pokazała go nam. Zdarzyło się to po tym, jak podjęła decyzję: "Nie ważne, co się stanie, jadę do Puttaparthi. Jeśli wstawią mi tam rozrusznik, to dobrze, jeśli nie, to chcę tam umrzeć". Przyjechała z tym postanowieniem. Wyobraźcie ją sobie - pokonuje całą drogę z Moskwy do Bangalore, a potem do Puttaparthi i nic złego się nie dzieje. Lecz mdleje w kilka chwil po przybyciu na izbę przyjęć. Oczywiście, jej stan się ustabilizował. W ciągu dwóch dni przeprowadziliśmy potrzebne badania. Najpierw zainstalowaliśmy jej czasowy stymulator, a potem stały i wróciła do domu.

Możecie teraz powiedzieć: "Och, to tylko przypadek". Takie przypadki zdarzyły się tutaj niezliczoną ilość razy, więc nie możecie za każdym razem mówić, że to tylko przypadek. Zawsze gdy my, zwykłe ludzkie istoty, mamy jakieś wątpliwości, Swami kreuje przedstawienie i wzmacnia swoje przesłanie: "Wiem o wszystkim. Robię to, co właściwe. A wy po prostu wykonujcie swoją pracę". W momencie, gdy zaczynamy podchodzić do tego racjonalnie, przeżywamy kryzys wiary.

Radio Sai: W ciągu 20 lat oddział bardzo dużo osiągnął. Miał do czynienia z najróżniejszymi przypadkami, lekarze pogłębili swoje umiejętności, powiększyły się możliwości techniczne. Jak pan myśli, co czeka was w przyszłości?

Dr Ramnath Iyer: To cudowne pytanie. Kiedy zacząłem tutaj pracować, oddział intensywnej terapii był zamknięty. Mogę z dumą powiedzieć, że jest moim dziełem. Otworzyliśmy go mając tylko jedno łóżko. Obecnie oddział dysponuje piętnastoma łóżkami, ma pełną klimatyzację i sprzęt medyczny. Mogę włączyć też wentylator przy każdym pacjencie. Pracowaliśmy nad tym i doprowadziliśmy oddział do takiego poziomu. Było to oczywiście możliwe dzięki łasce Swamiego i nastawieniu z jakim przybyliśmy do szpitala - pracowaliśmy w nim jak gdyby był naszą własnością, naszą prywatną kliniką. A Bhagawan był tak uprzejmy, że podarował nam cały sprzęt i instrumenty - najlepsze, jakie są: echokardiograf, aparaturę do pracowni angiologii inwazyjnej - nie brakuje niczego. Nie brakowało też zajęć. Miałem wrażenie, że gdybym miał więcej rąk, to ilość wykonanej pracy wzrosłaby kwantowo.

Po drugie, mówiąc o specyfice pracy, uważam, że mamy na swoim koncie godne pozazdroszczenia osiągnięcia, porównywalne z osiągnięciami najlepszych instytucji edukacyjnych w kraju.

W 1994 r. wprowadzono tu habilitacyjny program szkoleniowy w zakresie chorób kardiologicznych i zostałem do niego wybrany jako jeden z pierwszych. Przeszedłem całe szkolenie, przystąpiłem do egzaminu i zdałem go. Wtedy stanąłem przed wyborem - mogłem w dalszym ciągu pracować tutaj lub wyruszyć na podbój świata. Zostałem tutaj, w najlepszym miejscu. Niczego nie żałuję.

Przewinęło się tu wielu studentów - wzięli udział w szkoleniu i odeszli. Gdziekolwiek się udali, pełni energii i siły ducha, należą do grupy najlepszych kardiologów w regionie.

Wciąż czuję, że możemy zaspokoić więcej ludzkich potrzeb. Jeśli pan mnie zapyta, to największym cudem Bhagawana było powołanie tak wspaniałej instytucji w tak zacofanej okolicy - szpital był tutaj bardzo potrzebny. Ale teraz bardzo potrzebujemy koledżu medycznego. Czuję, podobnie jak cały personel placówki, że koledż medyczny połączony ze szpitalem byłby wielkim dobrodziejstwem dla tego regionu i stanowiłby kontynuację tego, czego dokonał Swami będąc jeszcze w ciele fizycznym. Czuję, że powinna to być moja jedyna prośba do rady zarządzającej. Nie mówię, że musi się to stać dziś lub jutro, ale zróbmy to, gdy tylko pojawią się możliwości. Koledż stanie się wiecznie trwającym dziedzictwem. Tak wyglądają moje marzenia co do przyszłego kierunku działania. Jak powiedziałem, gdybyśmy mieli więcej łóżek, więcej personelu i sprzętu, moglibyśmy mieć większe osiągnięcia.

Radio Sai: Na koniec chciałbym zapytać, co po przebudzeniu skłania pana do pójścia do szpitala?

Dr Ramnath Iyer: Gdy mija dzień, patrzę z satysfakcją na szczęśliwe twarze pacjentów, którym pomogliśmy i których odsyłamy z powrotem do domu. Myślę, że to jeden z najmocniejszych eliksirów, jaki można dostać. Po drugie, zwłaszcza w tym kraju, nawet gdybym posiadał umiejętności i wiedzę, to żeby ofiarować je pacjentowi, zmuszony byłbym zajrzeć mu najpierw do kieszeni. To jedyne miejsce w Indiach, gdzie nie musimy tego robić. Skoro jest to zgodne z moimi obowiązkami i znajduje się w ofercie szpitala, to mogę dać to każdemu. Myślę, że to wielki komfort. Żadnych różnic odnośnie kasty, wiary, koloru skóry, religii, narodowości, czegokolwiek.


Pacjenci dr Ramnatha Iyera

Skoro zadał pan to pytanie, to mieliśmy tu muzułmanina z Kerali. Przyszedł z córką. Córka miała zwężoną aortę serca. Ten człowiek był wszędzie, objechał całą Keralę i w każdym miejscu żądano od niego od 50.000 do 75.000 rupii za zabieg. Nie było go na to stać. Zabrałem dziewczynę do laboratorium angiologii inwazyjnej i otworzyłem aortę balonikiem. Została przyjęta jednego dnia, drugiego dnia wykonano zabieg, trzeciego dnia wypisaliśmy ją ze szpitala. Ten mężczyzna nigdy nie marzył, że nie wyda nawet jednej rupii od momentu przekroczenia progów instytutu. Ponieważ mówię po malajsku, więc udzieliłem mu porad na temat leków, które musiała przyjmować jego córka oraz innych spraw. Na koniec powiedziałem: "Teraz może pan wrócić do domu, proszę się nie martwić". Mężczyzna rozpłakał się, podszedł do mnie i ofiarował mi 20 rupii, mówiąc: "Niech pan mnie źle nie zrozumie, daję je panu, bo jestem szczęśliwy. Proszę, niech pan kupi za to słodycze swoim dzieciom. To moje podziękowanie". Odpowiedziałem: "Proszę, niech pan te pieniądze zatrzyma i kupi za nie dobre jedzenie dla córki. Możecie już iść". Nalegał: "Nie, powinienem coś dla pana zrobić". Odparłem: "Doskonale. Po powrocie do domu, za każdym razem, gdy będzie pan ofiarował Bogu namaz1, proszę mnie włączyć do modlitwy. To wystarczy".

Nie wszędzie możemy przeżywać takie doświadczenia. Przedstawiam panu fragmenty zdarzeń, ale każde z nich pozostawia w umyśle pozytywne wspomnienie. I dlatego mogę powiedzieć, że w ciągu tych lat nigdy się nie martwiliśmy przyjmując i wypisując pacjentów. A teraz trochę mniej serio. Po przyjeździe tutaj zostałem pierwszym starszym rezydentem na swoim oddziale. W pół godziny po przyjęciu obowiązków i wprowadzeniu się do mieszkania przyszło dwóch mężczyzn i zainstalowano intercom2. Moja żona powiedziała z radością: "Zobacz, to wspaniałe. W pół godziny po przyjęciu cię do pracy mamy intercom".

Na szczęście nie wiedziała, że muszę być dyspozycyjny przez cały rok przez 24 godziny na dobę. W tamtych czasach telefon był symbolem statusu, więc była szczęśliwa. Odrzekłem: "W ciągu kilku dni dowiesz się, dlaczego go mamy".

Telefon zaczął dzwonić nocą - o dwudziestej drugiej, o północy, o pierwszej lub drugiej nad ranem. Były to pilne telefony. Szedłem do szpitala i przebywałem w nim dwie, trzy godziny lub więcej. Wracałem do domu, brałem szybki prysznic i wracałem do pracy. Nigdy mi nie przeszkadzało, że pracuję po godzinach. Popychała nas myśl, że to praca Swamiego i że nigdzie indziej tego nie dostaniemy. Nie otrzymywaliśmy gratyfikacji finansowych, nagród, złotych medali ani certyfikatów, nic w tym rodzaju. Nawet osobistej audiencji u Swamiego. Nic, oprócz tej filozofii, którą Swami odważył się zaprząc do działania.

Wiele osób wygłasza wykłady i przemówienia. Kiedy Bhagawan mówił o swoim szpitalu w 1990 r., niektórzy żartowali z tego i mówili: "W porządku, przyjrzyjmy się, jak można to zrobić w jeden rok. Nawet jeśli okaże się to możliwe, to zobaczmy, jak się ten szpital utrzyma".

W ciągu dwudziestu lat działalności Swami udowodnił im, że się mylą. Myślę, że Instytut przeżył już... nazwijmy to, dziecięce lata i powoli zaczyna dorośleć; ponieważ Swami powiedział - to jego własne słowa - że będzie trwał tysiąc lat, więc chyba jednak jeszcze nie dorósł. Ale nie żałuję niczego, co działo się przez ten czas. Ludzie mówią: "Można było zrobić o wiele więcej". Nie istnieją żadne ograniczenia co do tego, ile możemy zrobić. Liczy się jednak, co zrobiliśmy. Proszę mi pokazać inną instytucję w tym kraju, która zrobiła tak dużo jak my, a wycofam się.

Opieka zdrowotna została potraktowana jak program pomyślności. Gdzie jeszcze zapewnia się biedakom tego rodzaju opiekę? To dlatego odpowiedziałem na pana pytanie, że w przyszłości - i to jest moje marzenie, przyrzeczenie - że w najbliższej przyszłości, jeśli nie natychmiast, musimy mieć koledż medyczny.

Gdyby pan chciał się dowiedzieć, czy chcę powiedzieć coś na zakończenie, to powiem modlitwę: "Jak długo tutaj jesteśmy, Bhagawanie, zapewnij nam siłę, równowagę umysłową, pełne skupienia poświęcenie oraz oddanie, dzięki którym podejmujemy twoją misję". I jeśli ktoś powie, że dawniej ludzie udawali się do Waranasi, aby tam wydać ostatnie tchnienie, to odpowiem kolejną modlitwą: "Nie ma nic większego, niż odejście ze świata w miejscu pracy". To moja jedyna modlitwa. Dżej Sai Ram!

Radio Sai: Dziękuję panu bardzo. Sai Ram.

Dziękujemy z pełnym miłości Sai Ram.

Redakcja Radia Sai

"Heart to Heart", December 2012, tłum. J.C.
(is)


1 modlitwa muzułmańska
2 lokalne połączenie telefoniczne




Letnie kursy indyjskiej kultury i duchowości

http://media.radiosai.org/journals/vol_11/01MAY13/ms-suma-summer-course-talk.htm
Heart To Heart, nr 11, maj 2013

Począwszy od ubiegłego roku Instytut Sri Sathya Sai Institute of Higher Learning (SSSIHL) organizuje 2-3-dniowe Letnie kursy indyjskiej kultury i duchowości dla studentów Instytutu. Są one krótsze w porównaniu z 15-dniowymi letnimi kursami organizowanymi dawniej przez Bhagawana, ale zaprojektowane w podobny sposób. Pierwsze takie zajęcia prowadzone przez Bhagawana w latach 70-tych były otwarte dla młodzieży z całych Indii (jak również dla pewnych uczestników z zagranicy), a następne - odbywające się w latach 90-tych, były dostępne jedynie dla studentów Instytutu. Głównym celem tych seminariów było napełnienie studentów dużą dawką duchowości, co częściowo osiągano drogą wykładów prowadzonych przez uczonych, starszych wielbicieli oraz innych poważanych osób. Codziennie punktem kulminacyjnym tamtych zajęć był dyskurs Swamiego wygłaszany zazwyczaj po południu.

Letni kurs w roku akademickim 2012/13 odbył się w Prasanthi Nilayam w dniach 8-9 czerwca 2012 r. Młodzi wykładowcy oraz pracownicy naukowi wygłosili inspirujące wykłady na temat eposów, takich jak Ramajana i Mahabharata, pism świętych - Wed i Upaniszad, a także zgłębiające niektóre pojęcia ezoteryczne stanowiące filary wielkiej kultury Bharatijów. Począwszy od niniejszego artykułu będziemy publikować te interesujące i niezwykle pouczające wykłady. Zespół Radia Sai pragnie również wyrazić wdzięczność Instytutowi SSSIHL za pozwolenie na udostępnienie naszym czytelnikom zapisów tych wykładów.

Prawo karmy - zasada filozofii indyjskiej



Pani U. Suma

Pani Suma ukończyła szkołę w Bombaju, następnie studiowała w Instytucie SSSIHL w Anantapur, gdzie w 1985 r. uzyskała licencjat w dziedzinie handlu (B. Com), a w 1991 r. - licencjat w dziedzinie edukacji (B.Ed.). Jako studentka wszechstronnie utalentowana i błyskotliwa otrzymała od Boskiego Rektora złoty medal za rok 1990/91. Po ukończeniu studiów w Instytucie SSSIHL przeniosła się na uniwersytet Annamalai University, gdzie uzyskała dyplom w dziedzinie handlu (M.Com) oraz w dziedzinie edukacji (M.Ed). Wówczas, w 1998 r., Bhagawan polecił jej rozpocząć pracę w Instytucie w Anantapur, gdzie obecnie wykłada na Wydziale Handlu. Podjęła również studia doktoranckie na temat "Płeć w zarządzaniu".

Niniejszy wykład został wygłoszony w dniu 9 czerwca 2012 roku.

W latach 30-tych, w małej polskiej wsi Prośnik żył rabin Samuel Szapiro. Zwykle rano spacerował po wsi i każdego obdarzał dobrym słowem. Codziennie spotykał niemieckiego rolnika Millera. Rabin zawsze serdecznie witał go słowami: "Dzień dobry, panie Miller". W tamtych czasach narastało napięcie między Niemcami a Żydami, więc Miller odpowiadał gniewną miną. Ale nasz rabin nie rezygnował - Talmud uczył go kochać wszystkich. Jako rabin uważał tę praktykę za istotną, zatem każdego dnia serdecznie witał Millera. W rezultacie Niemiec powoli zaczął okazywać pewną życzliwość. Gniewną minę zastąpił skinieniem głowy, a z biegiem czasu na widok rabina zaczął też zdejmować z głowy kapelusz. Zdejmowanie kapelusza powoli przekształciło się w szorstkie: "Dzień dobry, rabinie".

To nie koniec tych dramatycznych wydarzeń - mijały dni, Hitler rósł w siłę, a Żydów wywożono do obozów koncentracyjnych. Naszego rabina spotkał ten sam los. Przenoszono go z jednego obozu do drugiego, aż znalazł się w Auschwitz. Tam ujrzał żołnierza machającego pałką w prawo i w lewo. Żydzi wychodzący z transportu byli kierowani na prawo lub na lewo - nie wiedzieli, że droga w lewo prowadziła ich prosto na śmierć. Skierowanie w prawo oznaczało jeszcze kilka dni życia. Gdy rabin zbliżył się do żołnierza, spojrzał w górę, a żołnierz odwrócił się tak, że na kilka sekund ich oczy spotkały się. Wówczas rabin powiedział: "Dzień dobry, panie Miller", a żołnierz wymamrotał pod nosem: "Dzień dobry, rabinie", i bardzo wyraźnie skierował pałkę w prawo. Nasz rabin dostał jeszcze kilka dni życia.


Pani U. Suma

Morał tej historii jest taki: "Co posiejemy, to zbierzemy". Teoretycznie zgadzamy się z tym stwierdzeniem, ale wydaje się, że praktyczne doświadczenie rzadko potwierdza tę zasadę. Jesteśmy dobrzy dla wielu ludzi, ale gdy oni nie są tak samo dobrzy dla nas, czujemy się zranieni. Działamy z najlepszymi intencjami, lecz nie są one zrozumiane, więc powoli, ale systematycznie stajemy się tak uwarunkowani, że spodziewamy się najgorszego. A wówczas żyjemy w poczuciu bycia ofiarą.

Podczas tych wykładów słyszeliśmy, że mamy wybór - możemy żyć jak ofiary albo jak mistrzowie. Jeśli mamy żyć jak mistrzowie, musimy być posłuszni prawom wszechświata. Zabawne jest to, że gdy tylko zaczniesz być posłuszny prawom wszechświata, wszechświat staje się posłuszny tobie. Jeśli przestrzegamy praw wszechświata, to mamy poczucie "zasługiwania", a poczucie zasługiwania czyni człowieka potężnym. Dzisiaj przyjrzymy się jednemu z praw wszechświata - prawu karmy.


Czym jest karma? Karma to działanie, jakie muszą wykonywać wszyscy ludzie, dopóki śmierć nie uwolni ich z więzienia ciała. Człowiek nie może przeżyć ani chwili nie czyniąc karmy. Nawet gdy śpi, wykonuje ją, gdyż wówczas oddech staje się jego karmą. Karma jest przyczyną przywiązania do cyklu narodzin i śmierci.

Życie zostało dane człowiekowi po to, by uporządkował skutki uprzedniej karmy, czyli czynów wykonanych celowo podczas wielu poprzednich wcieleń, jak również w życiu obecnym. Człowiek nie może zostać wyzwolony, zanim nie uporządkuje i nie zneutralizuje wszystkich skutków karmicznych z uprzednich wcieleń i z życia obecnego tak, by ostatecznie rachunek karmiczny wynosił zero.

-Baba


Kiedyś opowiadałam historię Ramajany mojemu małemu, sześcioletniemu wówczas, kuzynowi. Małe dzieci słuchają z niezwykłą uwagą, z oczami otwartymi szeroko jak spodki, z niedomkniętymi ustami starają się zapamiętać każde słowo - chcielibyśmy, aby uczniowie w klasie słuchali nas z taką uwagą. Rozkoszując się jego skupieniem budowałam historię Ramajany dochodząc do punktu kulminacyjnego - do bitwy. Opisałam, jak wysoki i przystojny Rama podniósł łuk, napiął cięciwę, aż znalazła się blisko jego ust, wyrecytował mantrę i wypuścił strzałę, która siała spustoszenie w armii demonów. Opowiedziałam o szalejącym na polu bitwy tsunami ognia, a wówczas jego oczy stały się jeszcze szersze. Szeptem zapytał: "Czy Rama użył pocisku sterowanego głosem?". Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że musiałam wprowadzić do mojej opowieści wiele treści technicznych, gdyż sama słuchałam Ramajany niezliczoną ilość razy, ale nigdy nie pomyślałam nawet o pociskach sterowanych głosem.

To wydarzenie nauczyło mnie, że chcąc przekazać ponadczasową prawdę młodym, trzeba dostosować się do ich poziomu wiedzy, ponieważ brak takiego dostosowania będzie stanowił przeszkodę.

Mając to na uwadze, podzieliłam swoją prezentację na dwie części. W pierwszej zapoznamy się z podstawowymi zasadami prawa karmy, a w drugiej będę grać rolę zagorzałego sceptyka. Będę zadawała pytania, jakie zwykle padają w odniesieniu do prawa karmy. Swami odpowiedział na wszystkie te pytania, więc zaprezentuję wam odpowiedzi, jakich udzielił.


Często krija (naturalna aktywność) uważana jest za karmę. Krija to czynności naturalne wykonywane w codziennym życiu bez myślenia, stawiania pytań czy korzystania z czyichś rad. Gdy odczuwasz potrzebę fizjologiczną, natychmiast udajesz się do toalety nie myśląc ani nie konsultując się z nikim. Codziennie rano wstajesz, myjesz zęby, bierzesz kąpiel, ubierasz się, idziesz do pracy albo udajesz się do ogrodu, ćwiczysz i wykonujesz mnóstwo różnych innych czynności. Tego rodzaju działanie to krija.

Krija nie podlega prawu karmy, czyli nie wiąże karmicznie. Karma to działanie lub działania wykonywane celowo, z pełną świadomością oraz z intencją, a także w oczekiwaniu określonych rezultatów. Taki rodzaj działania przywiązuje do przyczyn i skutków, czyli do prawa karmy.

-Baba


Słowo karma i jego różne znaczenia

Najłatwiej jest zrozumieć prawo karmy porównując je z zasadą bumerangu. Znamy historię Parikszita i skutki tego, że owinął węża wokół szyi mędrca. Słowa karma używamy w wielu znaczeniach. Jednym z nich jest działanie, a drugim - konsekwencja, rezultat, skutek. Karma może również znaczyć przeznaczenie. Moje mówienie do was jest karmą, jaką teraz wykonuję, a to, że mnie słuchacie, stanowi waszą karmę, wasze przeznaczenie, jednak to jest dość powierzchowne rozumienie. W rzeczywistości słowo karma ma wiele znaczeń; w ciągu następnych kilku minut postaram się je omówić.


Teoria Karmy

Każde nasze działanie wytwarza pewną ilość energii. Wszechświat funkcjonuje na podstawie określonych zasad i zgodnie z nimi ta energia do nas wraca. Czy jesteśmy tego świadomi czy nie, prawo karmy działa nieomylnie. Czy czynimy dobro, zło, czy też wcale nie działamy, wszystko to ma swoje reperkusje. Znamy zapewne historię Śrawany Kumara, którego Daśarata nieświadomie zabija sądząc, że jest zwierzęciem. Niewidomi rodzice Śrawany Kumara rzucają na niego klątwę, która się urzeczywistnia. Daśarata umiera z bólu z powodu utraty syna Ramy. W Ramajanie i Mahabharacie pełno jest takich przykładów. W jednym ze swych dyskursów Bhagawan powiedział: "Krótko mówiąc, karma to ruch, działanie, postęp, rozwój". Swami omówił wszystkie te aspekty, więc przyjrzyjmy się im, by zgłębić sens pojęcia karma.

1. Karma jako ruch: Swami powiedział, że gdy boskość zapragnęła ruchu, powstało całe stworzenie. Więc to było pierwotne działanie Boga. Dlatego karma ma boskie pochodzenie. Jakie ma to znaczenie dla nas? Jeśli karma jest boska, jej rozwiązanie również jest boskie, więc zbliżenie się do boskości wyzwoli nas z karmicznego cyklu. Skoro prawo karmy pochodzi od samego Boga, to gdy Bóg zstępuje na ziemię, przestrzega tych zasad, nie łamie ich, ponieważ jest ich Panem. Również wykonuje karmę. Jednak gdy Bóg wykonuje karmę, nie jest związany swymi czynami, ponieważ boskie czyny zawsze mają charakter ofiarowania, gdyż wykonywane są dla dobra wszystkich. Ponieważ nasza sytuacja jest nieco inna, musimy znaleźć sposoby na oczyszczanie swojej karmy.

2. Karma jako działanie: Sądzimy, że działanie ma charakter fizyczny i zawsze można je widzieć, ale tak nie jest. Nawet myśli i słowa są karmą. Tak więc w rzeczywistości karmę wykonujemy nieustannie. Nawet jeśli decydujemy się nie działać, to też jest karma. Swami mówi, że nawet oddychanie jest karmą. Czy możemy uciec od karmy? Nie, nie mamy ucieczki, ale ten aspekt musimy zrozumieć bardzo głęboko. Myśli prowadzą do działania, lecz nasieniem działania zawsze jest pragnienie. Dlaczego jest to tak ważne? Otóż jeśli mamy zmienić nasze działania, to musimy zacząć na poziomie myśli. Swami mówi: jad dhjati tad iććati, jad iććati tad karoti, jad karoti tad bhawati - to, czym zajmuje się umysł, powoli staje się pragnieniem; gdy stanie się pragnieniem, zaczynasz działać; a gdy działasz, zaczyna się to wydarzać. Wszechświat jest bardzo przyjazny; jakie nasiona w nim siejesz, takie ci oddaje. To nie zawsze zachodzi w czasie, w jakim byś się spodziewał, ale tak się dzieje zawsze. Czy nam się podoba, czy nie, Bóg stworzył nas na podobieństwo mistrzów - sami wybieramy, czy żyjemy jak mistrzowie, czy jak niewolnicy.

3. Karma jako postęp: Jednym z aspektów karmy jest efekt następstwa. Pomyśl tylko, skoro wykonujemy karmę przez cały czas, to wytwarzamy tak ogromny jej zapas, że przelewa się na kolejne narodziny. Zatem karma poczyniona w ciągu obecnego życia będzie wywierała wpływ na następne narodziny, aby stworzyć warunki do jej przepracowania. Narodziny to konsekwencja karmy. Buddyści mówią o kole karmy, o tym, że nasze kolejne wcielenia tworzą koło karmy, w którym się wciąż obracamy. Utrzymują również, że nasze przeszłe czyny determinują nasze kolejne narodziny. Ludzie często mówią, że jesteśmy bardzo szczęśliwi żyjąc w czasie, gdy Bhagawan przebywa wśród nas oraz że być studentem Swamiego to dobra karma. Być może nie uświadamiamy sobie tego, ale to jest prawda; dobra karma nagromadzona podczas uprzednich wcieleń sprawiła, że zasłużyliśmy na życie w bliskości Bhagawana i jego instytucji. Jeśli w poprzednich wcieleniach poczyniliśmy dobrą karmę, to w kolejnych będziemy mieli warunki sprzyjające kontynuowaniu podobnego działania, gdyż tak funkcjonuje karmiczny efekt wzmacniania.

Mamy też pewien aspekt karmy związany z czasem. Sanczitakarma to posiadany przez nas ładunek karmy; przepracowanie jej zajmie nam wiele wcieleń. Prarabdakarma to karma przeznaczona do przepracowania w życiu obecnym, natomiast agamikarma to ta, jaką gromadzimy na przyszłość. Jeśli jesteśmy nierozważni w odniesieniu do agamikarmy, to będziemy również dodawać sobie do sanczitakarmy, a co za tym idzie także do prarabdakarmy. To brzmi nieco fatalistycznie, ponieważ bez względu na to, czy podejmujemy czynności czy nie, i tak wszystko gromadzi się i działa przeciwko nam. Pozornie wygląda to na pułapkę bez wyjścia, ale tak nie jest. W rzeczywistości prawo karmy ma charakter pozytywny, stanowi bowiem autostradę ewolucji.

4. Karma jako ewolucja: Prawo karmy działa również ze skutkiem opóźnionym. Robimy coś teraz, a otrzymujemy zapłatę w innym wcieleniu. Tak więc w następnym wcieleniu nie będziesz wiedział, dlaczego spotykają cię pewne szczególne okoliczności, ale będziesz wiedział, że to ty tworzysz własne życie. Jeśli to wiesz, masz wybór. Możliwość wyboru stanowi wielką inspirację w twoim życiu. Swami często mówi: "To, co do ciebie przychodzi, to przeznaczenie, ale sposób, w jaki reagujesz na spotykające cię okoliczności, zależy od ciebie".

Zastanowimy się nieco dłużej nad inspirującym aspektem możliwości wyboru.

Jak mądrze reagować na karmę

Jeśli chodzi o agamikarmę, Swami podaje nam piękną procedurę krok po kroku. Najpierw należy pomyśleć o konsekwencji swojego czynu, a następnie zastanowić się, czy Swami byłby z niego zadowolony. Gdy zaczniesz stosować takie kryterium, przerodzi się to w nawyk i twoje działania powoli będą stawać się święte.


Istnieją trzy rodzaje karmy. Karma bieżąca, która przynosi skutek na bieżąco. Np. gdy uderzasz kogoś w twarz, a on ci oddaje, albo zaoferowałeś komuś szklankę wody, a ktoś inny tobie dał szklankę wody. Jest to akcja i bezpośrednia reakcja nie pozostawiająca karmicznego salda.

Karma zbiorowa to klęski, takie jak katastrofy lotnicze, wypadki kolejowe, trzęsienia ziemi, powodzie lub cyklony, itp. Trzecim rodzajem jest karma opóźniona, która zawsze zdumiewa ludzi najbardziej, ponieważ skutek nie pojawia się natychmiast i bezpośrednio, ale po dłuższym czasie. Np. zanim zbierze się owoce, trzeba wysiać nasionko, użyźnić glebę i wyhodować drzewo. Zanim zajdzie cały ten proces, wszelkie wykonane w tym celu czynności zostaną dawno zapomniane; osoba zbierająca owoce nie będzie ich świadoma. Ale bądź pewny co do tego, że cokolwiek posiejesz, zbierzesz to samo. Ta zasada stosuje się również do prawa karmy.

-Baba


Swami wskazał też sposób, w jaki możemy wyzwolić się z prarabdakarmy! Skoro mam ogromną karmę, jak mogę ją usunąć? Nawet jeśli jestem dobry, ile czasu mi to zajmie?

Swami mówi, że są trzy sposoby uwalniania się od prarabdakarmy, które omówię po kolei.

  • Znoś to ze stoickim spokojem. Jeśli złamałeś nogę, bez szemrania ani obwiniania siebie czy innych znoś to z niezachwianym spokojem i z takim oto nastawieniem - niech tak będzie, zniosę to.

  • Przetransformuj swoje cierpienie - naucz się lekcji, jaką ci ono daje i dziel się swoim doświadczeniem z innymi, by złagodzić ich cierpienie. Postaraj się zrozumieć, czego wszechświat uczy cię za pomocą tego doświadczenia i pomagaj innym stosując tak nabytą wiedzę.

  • Wznieś się ponad cierpienie. Wszystkie teorie o wznoszeniu się ponad mówią o jednym: o trzymaniu się Boga i powrocie do Boga. Gdy wrócisz do Boga, wyjdziesz ponad wszelkie uwarunkowania ciała i umysłu. W Bhagawadgicie Kriszna mówi o osiąganiu takiej transcendencji drogą niszkamakarmy. Jest to bardzo znany epizod Mahabharaty: Ardźuna jest załamany, a Kriszna mówi, że nie wolno mu zaniechać działania. Kriszna naucza Ardźunę, by nie wyrzekał się działania, lecz podejmował je w duchu wyrzeczenia. O niszkamakarmie słyszeliśmy wiele razy, ale trudno nam ją praktykować. Kriszna mówi: "Miej niewzruszoną wiarę w atmę, mnie poświęcaj wszystkie swoje czyny; walcz bez pragnienia owoców, bez egoizmu i poczucia posiadania, bez dumy". Te słowa określają istotę niszkamakarmy. Są dwa poziomy niszkamakarmy: pierwszy to wyrzeczenie się owoców działania, a drugi - odrzucenie poczucia bycia tym, który czyni. Dlatego esencją wszystkich boskich nauk jest to, że człowiek powinien wszystko oddać Bogu, a także uświadomić sobie, że jest Bogiem. Tę prawdę znajdziecie we wszystkich pismach świętych.


Rezultatem niszkamakarmy jest obiektywizm

Wracając do doczesności - w czym pomoże mi praktykowanie niszkamakarmy?

Niszkamakarma rodzi obiektywizm. Widzimy rzeczy takimi, jakie są, bez zabarwienia przez okulary ego.

Czasem karma wymaga podjęcia działania, a czasem niedziałania. Działanie doskonałe znajduje się w punkcie równowagi pomiędzy tymi przeciwieństwami. Kiedyś Swami powiedział nam: "Jeśli mówicie dwa słowa - to za dużo, jeśli mówicie jedno - to za mało, więc powinniście powiedzieć półtora słowa", po czym dodał: "Tylko Swami może to zrobić". Zatem jak to jest, że niszkamakarma pozwala zachować tę równowagę? Oto przykład. W szkole miałam znakomitego nauczyciela plastyki. Bardzo pragnął wykrzesać z nas coś dobrego, ale nasza klasa nie była chętna do współpracy. Często dawał nam ćwiczenie - mieliśmy przerysować obrazek, który ustawiał przed nami do góry nogami. Wyjaśniał, że koncepcja tego, co przedstawia obraz, ma wpływ na nasze rysowanie. Mówił, że powinno się widzieć przedmioty takimi, jakimi one są, a nie takimi, za jakie je uważamy na podstawie naszej wiedzy. Ponadto uczył nas, że aby stworzyć obraz doskonały, trzeba zwracać uwagę także na pustą przestrzeń i rysować zarówno przedmioty, jak i tę przestrzeń.

Weźmy przykład stołu, który jak wszyscy wiemy, ma cztery nogi. Jeśli stół stoi w takiej pozycji, że widoczne są tylko trzy, nie możemy narysować go z czterema nogami. W tym przypadku nasza wiedza, że stół ma cztery nogi, przeszkadza w wykonaniu rysunku. Istotny jest tu obiektywizm. Innym sposobem postrzegania stołu będzie kierowanie uwagi na pustą przestrzeń, w której go nie ma. To uświadomi nam, jak względny charakter ma nasze postrzeganie. Zastanówmy się; jeśli do tak prostej czynności, jak wykonanie rysunku, potrzebujemy obiektywizmu i spojrzenia całościowego, czyż nie potrzebujemy tego w naszym życiu? Swami mówi, że jeśli człowiek nie jest przywiązany do owoców swoich czynów, to nawet gdy działa, czyli wykonuje karmę, praktykuje akarmę - zaniechanie.

Przejdźmy teraz do następnej części - do pytań sceptyków.

Wszystkie pytania powstają z powodu braku pełnego zrozumienia. Alexander Pope (poeta angielski) powiedział: "Pij z głębi źródła wiedzy, ponieważ wiedza zaczerpnięta z zewnętrznej powierzchni upoi mózg, ale nie ugasi pragnienia, a wówczas będziesz musiał pić coraz więcej". Jeśli chcesz być świadomy, zrównoważony, musisz czerpać z głębi. Celem letnich seminariów jest inspirowanie do życia w zgodzie z wiedzą i do kontemplowania wiedzy, nawet jeśli na początku wydaje się, że to nie ma sensu. Pozostań z wiedzą, a ona powoli otworzy się przed tobą i pokaże ci sens oraz znaczenie. Sceptyczne pytania zadawane są przez ludzi niedoinformowanych, którzy nie w pełni rozumieją te pojęcia.

A oto kilka typowych pytań:

Dlaczego dobrych ludzi spotyka zło?

Zwykle sądzimy, że ludzie dobrzy powinni doświadczać dobra, a źli - zła. Ale tak się nie zdarza, co jednak nie znaczy, że wszechświat nie stosuje się do prawa karmy. Powodem jest tu opóźnienie efektu karmicznego.

Pamiętam, że kiedyś uczeń z mojej klasy Balwikas zapytał nauczyciela: "W Mahabharacie Pandawowie musieli przez długi czas żyć w lesie doświadczając wielu niewygód i nieszczęść. Durjodhana był złym człowiekiem, ale żył jak król. Więc czy warto być dobrym?". Większość ludzi myśli podobnie.

Nauczyciel Balwikas odpowiedział: "To prawda, że Pandawowie mieli ciężkie życie, ale każdej nocy kładli się spać z nadzieją i pewnością, że Bóg jest z nimi, natomiast Durjodhana nigdy nie spał spokojnie". Powodem doświadczanych przez nas okoliczności nie są inni, ale to, co sami uczyniliśmy. Musimy zerwać z syndromem ofiary. Swami mówi, że każdy człowiek sądzi, iż doznaje cierpienia, chociaż nie zrobił nic złego. Jednak prawda jest taka, że powodem każdej naszej przyjemności i każdego cierpienia jest poczyniona przez nas karma - działanie. Każdy człowiek wykonuje karmę i w konsekwencji doświadcza jej owoców. Jednym z kroków w kierunku życia jak mistrz jest zaprzestanie obwiniania innych. Oznacza to wzięcie odpowiedzialności na siebie.


Gdy siejesz ziarno karmy, a ono staje się owocem, słodkim lub gorzkim, bądź pewien, że ty i tylko ty będziesz musiał ten owoc zjeść bez względu na to, czy tego chcesz czy nie. Ponadto nikt inny nie będzie w stanie zjeść go za ciebie, nawet gdyby chciał to zrobić.

Większość ludzi błędnie sądzi, że jeśli poczynili złą karmę i zaraz zrobią coś dobrego, to w ten sposób złagodzą złe konsekwencje karmiczne. Jeżeli ktoś wyrządza innym zło, to na pewno zostanie mu ono zwrócone w taki sam sposób, dziś lub jutro, przez tę samą osobę lub inną. Analogicznie, jeśli uczynisz komuś dobro, to w taki sam sposób je odzyskasz.

Karma nie jest jak konto w banku - dziś wpłacasz 5000 rupii, jutro wycofujesz 3000 i saldo wynosi 2000 rupii; a gdy znów wpłacisz 1000, wyniesie ono 3000 rupii. Karma nie bilansuje się jak rachunek bankowy. Tu obowiązuje zasada 'wet za wet', 'cios za cios', 'pomoc za pomoc' - jak w III zasadzie Newtona: 'Akcja i reakcja są zawsze równe i zwrócone przeciwnie'.

-Baba


Czy wiara w karmę sprawia, że ludzie stają się bierni?

Bardzo popularne jest przekonanie, że Hindusi są bierni, ponieważ wierzą, iż odpowiedzialność za wszystkie ich czyny spoczywa w rękach losu. Brakuje im inicjatywy. Panuje też opinia, że niezadowolenie rodzi inicjatywę. Swami mówi: "Osoba zaangażowana w praktyki duchowe postrzegana jest jako darmozjad. Ale to jest uprzedzenie". Swami dodaje: "To nie jest religia rezygnacji; to jest religia nadziei, pewności oraz zachęty do tego, by żyć aktywnie, być użytecznym i czynić dobro, ponieważ przyszłość jest w twoich rękach, gdyż twoje jutro kształtowane jest przez dzisiaj. Dziś zostało ukształtowane przez wczoraj". Jeśli podążamy ścieżką karmy, dokonywanie wyborów stanowi twórczy aspekt naszej ścieżki. Życie może przynieść ci, co chce, ale ty możesz pokonać wszelkie przeciwności.

Aby to wyjaśnić, opowiem pewną historię. Kiedyś dwóch młodych mężczyzn udało się do mędrca. Gdy usiedli przed nim, mędrzec otworzył oczy, spojrzał na jednego z nich i powiedział: "Synu, ty będziesz królem, takie jest twoje przeznaczenie". Młody człowiek poczuł wielką radość. Następnie mędrzec spojrzał na drugiego z nich i powiedział: "Przykro mi, synu, umrzesz w tym roku". Obaj mężczyźni wrócili do swej wioski - jeden zrozpaczony, a drugi nieopisanie szczęśliwy. Ten, który miał stać się królem, zaczął myśleć i żyć jak król. Wkrótce rozwinął w sobie mnóstwo wad; zaczął trwonić pieniądze i wszędzie się panoszył. Stał się bezduszny, egoistyczny, z nikim się nie liczył. Drugi mężczyzna, któremu mędrzec przepowiedział śmierć, przez kilka dni rozpaczał, ale potem uświadomił sobie, że skoro zostało mu niewiele czasu, powinien coś zrobić. Zaczął dziękować wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób wpłynęli na jego życie, a z biegiem czasu pomagać innym. W ten sposób całkowicie zmienił swój stosunek do życia. Powoli przygotowywał się na śmierć.

Minął rok - ani pierwszy młody człowiek nie stał się królem, ani drugi nie umarł. Postanowili zobaczyć się z mędrcem i zapytać, dlaczego jego słowa nie spełniły się. Gdy podróżowali przez las, zaatakowali ich bandyci. Ten, który miał stać się królem, był zwinniejszy. Szybko wspiął się na drzewo i ukrył w liściach, a drugi rzucił się do ucieczki. Został jednak schwytany i pobity przez bandytów. Później bandyci zakopali łup, który mieli przy sobie - szkatułkę ze złotem, pod drzewem. Tak się złożyło, że było to drzewo, na którym ukrył się pierwszy z napadniętych mężczyzn. Gdy bandyci oddalili się, człowiek ten zszedł z drzewa, wykopał szkatułkę i odszukał przyjaciela, po czym obaj dotarli do mędrca. Zapytali, dlaczego jego przepowiednia nie sprawdziła się. Mędrzec powiedział: "Twoim przeznaczeniem była śmierć, ale z powodu dobra, jakie poczyniłeś, śmierć została zredukowana do pobicia. Ty zaś miałeś zostać królem, ale marnowałeś czas, zatem twoje królestwo zostało zredukowane do szkatułki złota". Działania, jakie podejmujemy dzisiaj, mogą wpłynąć na nasze jutro, a nagromadzona karma może ulec zmianie.

Mówisz, że musimy być wierni sobie. Jeśli jestem wierny tylko jednemu aspektowi swojej osobowości, a innym nie, czy jestem wierny sobie? Na przykład, jeżeli w poprzednich wcieleniach oglądałem filmy i obecnie mam do tego naturalną tendencję, to czy tłumienie jej jest właściwe?

Jak wspomniałam wcześniej, Swami bardzo pięknie mówi, że to, o czym myślimy, staje się pragnieniem, a pragnienie skłania do czynu i w rezultacie następuje działanie. Dlatego Swami udziela nam nauki, że łatwo jest zapanować nad tendencją, gdy umysł zaczyna o czymś myśleć, natomiast nie można zapanować nad umysłem, gdy osiągnie etap zaślepienia. Swami zwykle bardziej zachęcał do czynienia dobra, niż zakazywał czynienia zła. Mówił nam, byśmy myśleli o Bogu, a nie o innych rzeczach. Tak więc jeżeli na etapie początkowym zapanujesz nad impulsem, nie nastąpi jego eskalacja. Jeśli zaś dopuścisz do tego, że impuls osiągnie stadium zaślepienia, wówczas już go nie opanujesz. Tak więc w świetle wiedzy o tym, jak dochodzi do zaślepienia, okazuje się, że psychologiczna teoria represji nie jest słuszna.

Swami mówi, że działanie bez przywiązania oraz niewymuszone zaniechanie prowadzi do postępu. Mówi też, że czyste myśli wzbudzą w naszych sercach ducha bezinteresownej służby. "Niszkamakarma uwalnia człowieka od zdziczenia i obdarza nieśmiertelnością". Jeśli więc ciągle myślimy o Bogu, oddajemy Mu nasze ego i poczucie bycia wykonawcą, stajemy się nasyceni Bogiem i bestialstwo znika. A wówczas wszelkie nasze działania stają się święte i duchowe.

Czy istnieje wyjście z cyklu karmy?

Swami mówi, że jest wyjście z cyklu karmy. Wprawdzie uniknięcie konsekwencji czynów, czy to dobrych czy złych, może nie być możliwe, ale nawet wielką górę grzechu może zdmuchnąć łaska Boga. Dlatego człowiek powinien starać się zaskarbić sobie miłość Boga, która jest wszechobejmująca i wszechmocna. Zatem jak zdobyć boską łaskę? Swami mówi: "Umieść Boga w swoim sercu, uczyń Go podstawą wszystkich swych czynów, a wówczas każde twoje działanie stanie się święte". Człowiek powinien zbudować więź z Bogiem. Gdy już ją stworzy, proszę mi wierzyć, coraz więcej czasu będzie poświęcał jej umacnianiu.

Gdy moja siostra studiowała w koledżu Stanley Medical College w Madrasie, pewnego razu odwiedziła swojego przyjaciela. Jego matka zapytała ją, co będzie robić po ukończeniu nauki. Siostra powiedziała, że wróci, by służyć w szpitalu Swamiego. Kobieta była ciekawa, dlaczego nie planowała studiów podyplomowych. Bardzo często zadawano jej to pytanie. Ona rozumie prawdę, że gdy człowiek zajęty jest własnym życiem, uważa Boga za środek służący do osiągania swych doczesnych celów. Ale jeśli pracujesz w instytucjach Bhagawana i uczysz się kochać Boga, zaczynasz żyć zupełnie inaczej. Bóg staje się twoim celem, a doczesne życie - środkiem służącym dotarciu do Niego. Zaczynasz myśleć, co zrobić, żeby być bliżej Boga. Takie przesunięcie uwagi stanowi esencję wiedzy, jaką masz posiąść studiując tutaj. Gdy tego dokonasz, wszystko inne przyjdzie samo.

Swami mówi, że łaska może zniweczyć karmiczne skutki. Porównuje łaskę do zastrzyku morfiny sprawiającego, że nie odczuwasz bólu. Podaje też przykład przeterminowanego leku, który będzie nieskuteczny, nawet jeśli go zażyjesz. Moi rodzice mieli wypadek. Ale ich doświadczenie zostało nasycone miłością Pana, i dlatego moja matka powiedziała: "Swami, jeśli będę tak silnie odczuwała twoją obecność, to nie mam nic przeciwko drugiemu wypadkowi". Najbardziej traumatyczne przeżycie może zostać całkowicie zneutralizowane przez łaskę Boga. Taka jest moc łaski i dlatego warto jest dążyć do jej zdobycia. Ale łaska może dokonać o wiele więcej. Swami mówi, że łaska Boga jest jak zapałka, która spali całą belę bawełny. Tak więc jeśli nagromadziłeś ogromną masę karmy, łaska Boga może ją spalić. Zatem warto podążać za Bogiem - nawet z wyrachowania.


Istnieją trzy rodzaje karmy - przeszła, obecna i przyszła. Karma obecna musi być kontynuowana. Jest jak ciężarówka, za którą unosi się tuman kurzu. Jeśli ciężarówka zatrzyma się, kurz osiądzie na niej. W tym momencie pojawia się wątpliwość - czy to możliwe, by ciężarówka musiała jechać bez przerwy, aby kurz zawsze znajdował się za nią? - Przecież nie zawsze musi ona podróżować po piaszczystych drogach! Może dostać się na autostradę, gdzie nie ma kurzu. Autostrada symbolizuje tu łaskę Boga.

Jest różnica między korzyścią płynącą z łaski i korzyścią płynącą z bhakti, czyli oddania się Bogu. Pacjent z bólem otrzymuje środek uspokajający, który tłumi ból. Łaskę można porównać do operacji, która całkowicie uwalnia od bólu. Nie popełnij błędu; łaska całkowicie uwalnia od karmy. Wówczas karma jest jak lek oznaczony: ważny do 1968 roku. Gdy zastosuje się go w roku 1973, okaże się całkowicie nieskuteczny. Ciało jest jak butelka, karma w ciele to lek; Bóg wystawia datę ważności i lek traci swą skuteczność.

-Baba


W jaki sposób wiara w prawo karmy może nam pomóc?

Swami mówi: "Praca wykonywana w świadomości atmy chroni życie, poszerza serce, oświeca, unicestwia ego i obdarza człowieka błogością prawdziwej jaźni. Aby uznać świętość karmy, musimy najpierw oczyścić nasze serca". Będzie to również przydatne dla naszej codziennej praktyki. W życiu uczymy się zarówno od dobrych, jak i od złych ludzi. Dobrzy uczą nas, jacy powinniśmy być, a źli - jacy nie powinniśmy być.

Żyj z pozytywnym nastawieniem i miej dobre intencje; możemy tworzyć zarówno dobrą, jak i złą karmę. "Otrzymamy to samo, co dajemy" - tak stanowi prawo karmy.

Swami mówi: "Twoje czyny są odpowiedzialne za twoje dobro lub zło, sławę i niesławę, radość lub chciwość. Nie trać równowagi z powodu drobnych potrzeb i pragnień. Zatrzymaj umysł na ideałach, które są nieprzemijające".

- Zespół Radia Sai

Tłum.: Ewa Serwańska






Dlaczego zwierzęta są ważne?

http://www.theprasanthireporter.org/2013/05/why-do-animals-matter/

Prasanthi Reporter, 10 May 2013

Wyobrażacie sobie świat bez zieleni dokoła, bez czworonożnych istot i szybko zmieniających się barw? Taki świat byłby pustką pozbawioną treści. Człowiek otrzymał na tym pięknym świecie błogosławieństwo współistnienia z roślinami, zwierzętami, ptakami i wszystkimi innymi żywymi, pełnymi miłości stworzeniami. Jeśli tylko zrozumie swoją powinność i spuściznę, aby żyć praktykując zasadę: "Kochaj wszystkich, wszystkim służ, zawsze pomagaj, nigdy nie krzywdź", współistniejąc ze swoimi braćmi w stworzeniu, może z całą pewnością stwierdzić, że jego serce dostąpiło dotyku Boga. Dlaczego człowiek powinien koegzystować z naturą? Dlaczego zwierzęta i ptaki są dla niego ważne? Pani Mercinini Sheratt z Wielkiej Brytanii opisuje piękno królestwa zwierząt, przytaczając bezcenne słowa Bhagawana. Pisarka, z zawodu nauczycielka języka angielskiego, wieloletnia wielbicielka Sai, jest obecnie koordynatorem duchowym regionu 6. w Wielkiej Brytanii. Opiekowała się zwierzętami i brała udział w walce o ich prawa.

Dlaczego zwierzęta są ważne? Chociaż Bhagawan często prosi nas, abyśmy nie zniżali się ponownie do poziomu naszych zwierzęcych przodków, ponieważ duchowo naszym zadaniem jest - z Jego pomocą - wspinać się coraz wyżej po drabinie ewolucji, to jednak mówi nam:

"Dlaczego uważacie, że dzikie zwierzęta, drapieżniki i ptaki są złe? Każde zwierzę kieruje się swoją własną dharmą. Nie przekracza jej ani nie kwestionuje. Zwierzęta bardziej ze sobą współpracują i darzą się większą wzajemną miłością niż ludzie. Każde z nich należy oceniać z punktu widzenia tego, czym dysponuje i jakie ma możliwości. Życie człowieka może być lepsze, jeśli uczy się od zwierząt. Obecnie schodzi on nawet na niższy poziom. Gdy Bóg inkarnuje, jednym z Jego zadań jest ochrona sadhu, istot o łagodnej, dobrej naturze. Pamiętajcie, wśród zwierząt jest bardzo wielu sadhu" ("Sathya Sai Baba: Questions and Answers" - Peggy Mason's Magazine, Summer 1996).

Zwierzęta są ważne, gdyż wśród nich są niezwykłe i piękne, prawdopodobnie stare dusze z królestwa zwierząt. Tak samo w królestwie ludzi żyją młode i stare dusze, co można często dostrzec patrząc im w oczy. Pomyśl, na przykład, o wszystkich cierpliwych, pełnych miłości i bezinteresownych psach towarzyszących, które opiekują się niepełnosprawnymi ludźmi. Jednak psy nie są jedynymi sadhu w królestwie zwierząt. Wielu takich sadhu można znaleźć wśród innych gatunków zwierząt.

Poniżej widzimy zdjęcie Matki Teresy od psów, uratowanego psa mieszkającego w schronisku dla zwierząt w Warwickshire w Wielkiej Brytanii. Niniejsza historia jest prawdziwa i brzmi następująco:


Matka Teresa od psów była strasznie maltretowanym i zaniedbanym chartem, pozostawionym na śmierć gdzieś w zamknięciu. Ostatecznie udało się ją uratować. Wyczerpaną i trzęsącą się ze strachu suczkę zabrano do schroniska. Jednak w miarę upływu czasu, otoczona miłością i opieką, nabrała pewności siebie i stała się w schronisku matką zastępczą. Witała z radością wszystkich nowo przybyłych do schroniska, zapewniając ich zranionym duszom miłość i opiekę, której tak bardzo potrzebowały. Zdjęcie poniżej przedstawia różne gatunki zwierząt żyjące razem w pokoju pod czułą i pełną miłości opieką Matki Teresy. Ona musi kierować się zasadą "Kochaj wszystkich, wszystkim służ".


Zwierzęta są ważne, ponieważ tak samo jak my, są to istoty uczuciowe. Wprawdzie nie potrafią mówić ludzkim językiem, ale nie znaczy to, że są pozbawionymi wszelkich uczuć robotami, jak przez wieki uważano w pewnych kręgach 'naukowych' i 'filozoficznych'. Takie podejście spowodowało, że serca wielu ludzi stały się nieczułe usprawiedliwiając wszelkie okrucieństwa wobec zwierząt, zarówno w granicach prawa, jak i poza nim. Obecnie taka postawa na szczęście powoli się zmienia, a naukowcy zajmujący się badaniem zachowania zwierząt wreszcie zgadzają się, że zwierzęta to istoty uczuciowe - i ośmielę się to powiedzieć - myślące, które mają złożone życie emocjonalne. Odczuwają radość i miłość, ból i strach, niepokój i smutek oraz pokazują swój nastrój. Wrażliwość zwierząt została rozpoznana i jest zdumiewająca - dowiedziono, że byk rozpacza po śmierci swojego właściciela; odkryto, że szczury, które piszczą, gdy się je łaskocze i wracają po większą porcję pieszczot, są skłonne do poświęceń; zwykły kurczak jest zdolny do oszustwa i okazywania empatii, a indyki są tak mądre, że potrafią zatrzymać duży ruch uliczny, aby ich młode przeszły przez drogę. W świecie ptaków nie ma czegoś takiego jak ptasi móżdżek, ponieważ wszystkie gatunki ptaków są niezwykle inteligentne. Nawet gołębie wykazują zdolności matematyczne porównywalne z umiejętnościami liczenia niektórych ssaków z rzędu naczelnych. Jeśli chodzi o papugi, cała ich historia jest zdumiewająca sama w sobie. Psychicznie są w wieku dziecka, które uczy się chodzić, a inteligencję mają na poziomie 5-latka. Wiążą się tak mocno, zarówno z przedstawicielami swojego gatunku, jak i ludźmi, że rozstanie i rozłąka wywołuje u nich wielkie cierpienie, tak duże, że przestają jeść i w rezultacie umierają.


Zwierzęta mają znaczenie, ponieważ wiele z nich wypełnia miłość przez wielkie "M". Istnieje mnóstwo dowodów, które o tym świadczą. W wielu przypadkach ich miłość wydaje się bezwarunkowa, czystsza i silniejsza od tej, którą okazują ludzie. Oto jak Bhagawan opowiada nam o swojej wizycie w Ugandzie: "Byłem naprawdę poruszony ich miłością i oddaniem. Nie mogłem opuścić tamtego miejsca. Obecnie tak wielkiej miłości nie można znaleźć nawet między ludźmi. Ludzie nienawidzą się wzajemnie. Zobaczyłem głęboką, niespotykaną miłość i równość u tych zwierząt" (Sathya Sai Speaks, 30/19, str. 280).


"Miłość jest obecna nie tylko w istotach ludzkich, ale także we wszystkich stworzeniach, ptakach i dzikich zwierzętach. W rzeczywistości, jest ona wszechobecna. Miłość przenika wszystko w stworzeniu. Gdy człowiek nie dostrzega tej miłości, natura ludzka ulega skażeniu" (Sathya Sai Speaks, luty 1995, str. 37).


Kiedyś uratowałam małego ptaszka, którego gonił kot. Trzymając go w dłoniach, siedziałam bez ruchu z nadzieją, że to go uspokoi. Gdy wpatrywałam się w jego malutkie oczka spoglądające w górę na mnie, ogarnęło mnie silne uczucie miłości płynącej do mnie od tej malutkiej istoty. To doznanie kompletnie mnie zaskoczyło, gdyż było zupełnie nieoczekiwane, lecz bezsprzeczne. Nie mogłam sobie wcześniej tego wyobrazić ani przewidzieć.

Zwierzęta są ważne, ponieważ "Jest tylko jedna królewska droga służąca do podróży duchowej - miłość, miłość, miłość do wszystkich istot jako przejawów tej samej boskości, która jest prawdziwą podstawą człowieka" - Sathya Sai. (Sathya Sai Speaks, 10/1, str. 1)

Jedna i ta sama atma, która płynie w nas, płynie także w każdej żywej istocie. To, w jaki sposób traktujemy zwierzęta, jest ważne, gdyż to, co im uczynimy, powraca do punktu wyjścia, do nas, ludzi. Dopóki cały czas maltretujemy i wykorzystujemy zwierzęta na wielką skalę, jak to ma miejsce obecnie, ludzkość nigdy nie zazna spokoju. W języku potocznym mówi się: "Nie czyń drugiemu, co tobie niemiło" - wszyscy jesteśmy jednym istnieniem, a Swami powiedział, że wytwarzamy ogromne ilości karmy źle traktując zwierzęta.

Dawno temu, w starożytnej Grecji w VI wieku p.n.e., matematyk i filozof-mistyk Pitagoras powiedział:

"Dopóki ludzie zabijają zwierzęta, będą zabijali siebie nawzajem. W istocie, ten kto sieje ziarno zbrodni i bólu, nie może zebrać plonu radości i miłości".


Samastha dżiwa sukhino bhawantu

Tłum. Dawid Kozioł

maj 2013




Śpiewanie Wed jednoczy Europę

Rozmowa z Vajko Kerchenem ze Słowenii

http://www.swiatlomilosci.com/2013-i-ii-iii-61-8-spiewanie-wed.php

Heart to Heart http://media.radiosai.org/journals/vol_10/01SEPT12/05_Vajko_01.htm

Słowenia, państwo leżące na południu Europy środkowej, jest znane z wielu powodów - z wapiennych grot i z pucharu świata w narciarstwie, z zamków i z fantastycznych gór, z 300 wodospadów i z zapierających dech w piersi jezior. Teraz jednak pojawiło się tam coś jeszcze piękniejszego, coś, co ogarnia cały kraj, a właściwie cały kontynent, dzięki dwóm oddanym wielbicielom Sai.
Słowenia weszła do Unii Europejskiej w 2004 r., ale ci dwaj młodzi wielbiciele Sai próbują stworzyć kolejną unię - Unię Wedyjską. W skład tego natchnionego duetu wchodzi pan Vajko Kerchan. W czasie naszej rozmowy, zarejestrowanej dla programu Radia Sai "Randka z boskością", Vajko opowiedział Bishu Prusty jak z bratem Branimirem Gonanem z Chorwacji otrzymali inspirację do zapoczątkowania w Europie jedynego w swoim rodzaju ruchu Wed.


Poniżej prezentujemy zapis tej rozmowy, przeprowadzonej w lipcu 2012 r.

Radio Sai: Bracie Vajko, witamy w studiu Radia Sai.

Vajko: Sai Ram.

Radio Sai: To naprawdę fantastyczne, że jesteś tutaj z nami. Byłem bardzo podekscytowany słysząc wczoraj o Unii Wedyjskiej i poczułem, że to przesłanie powinno dotrzeć do wszystkich ludzi na świecie. Wie o nim bardzo niewiele osób, nawet w Prasanthi Nilajam. Dlatego prosimy, żebyś opowiedział nam wszystko - przedstawił genezę, cel i posłannictwo.

Vajko: Oczywiście. Unia Wedyjska pojawiła się jako prosta idea dwa lata temu, kiedy Branimir, mój brat w Sai i ja postanowiliśmy wspólnie zrobić coś związanego z Wedami. Jesteśmy od dawna wielbicielami Swamiego i wielbicielami Wed. W pewnym momencie ta idea skrystalizowała się w pomysł Unii Wedyjskiej. Nazwaliśmy ją w ten sposób, ponieważ czuliśmy, że Europa zjednoczyła się na wiele sposobów, świeckich i walutowych i że teraz pojawiła się potrzeba zjednoczenia różnych grup na całym kontynencie poprzez śpiewanie Wed i przesłanie zawarte w Wedach. Tak powstała Unia Wedyjska.


Radio Sai: Cudownie. Kiedy zainteresowałeś się Wedami?

Vajko: Cóż, przyjeżdżam do Puttaparthi od dziesięciu lat. To święto Guru Purnima było kolejną rocznicą mojego spotkania ze Swamim.

Radio Sai: Pięknie!

Vajko: Mija dokładnie dziesięć lat jak zobaczyłem Bhagawana.

Radio Sai: Dekada z Bhagawanem!

Vajko: Tak! Dekada z Bhagawanem. Zacząłem poważne interesować się Wedami w chwili, gdy zaczęto je śpiewać podczas darszanów w Prasanthi Nilajam.

Radio Sai: Śpiewanie Wed na darszanach zaczęło się prawdopodobnie w 2004 r. Ale Wedy śpiewano już wcześniej, zwłaszcza w czasie świąt.

Vajko: Tak, to prawda. Zanim przyjechałem do Indii, słyszałem niektóre mantry - rozbrzmiewającą wszędzie mantrę Gajatri oraz Trjambakham jadżamahe. Ale w tamtych czasach były one dla mnie po prostu pięknymi dźwiękami. Nie byłem z nimi głębiej związany. Podczas pobytu w Prasanthi Nilajam, słysząc święte słowa mantr, ogromnie je polubiłem. Pomyślałem, że mógłbym się ich nauczyć, kupić książkę i płytę. Pierwszej mantry nauczyłem się po jakichś dwóch tygodniach, jeszcze tutaj.

Radio Sai: Co to była za mantra?

Vajko: Upaniszada Narajana.

Powrót do domu

Radio Sai: Więc zobaczyłeś Bhagawana po raz pierwszy w 2002 r. Czego wtedy doświadczyłeś?

Vajko: Jadąc po raz pierwszy do Puttaparthi wiedziałem, że wracam do domu. Byłem tego pewien.

Radio Sai: Jechałeś tutaj i wiedziałeś, że wracasz do domu, zanim tu jeszcze dotarłeś!?

Vajko: Tak. Moja mama przyjechała do Prasanthi nieco wcześniej, może dwa miesiące przede mną! To był naprawdę powrót do domu. Swami z jakiegoś powodu nie przechodził wtedy podczas darszanu na stronę męską. Byłem tam krótko, może 14 dni. Ach! Bardzo pragnąłem ujrzeć jak Swami do nas podchodzi. Zrobił to dopiero ostatniego dnia. Siedziałem z tyłu. Idąc zatrzymał się w takim miejscu, że mogłem zobaczyć całą jego postać. To był dar miłości. Od tamtego momentu czułem, że Swami coś we mnie ożywił, coś czego wcześniej nie znałem - miłość do Boga.

Radio Sai: Po prostu uwolnił skarb miłości obecny w twoim sercu.

Vajko: Tak.

Radio Sai: Fantastycznie. Czy wyrastałeś w jakiejś religii lub w duchowości?

Vajko: Nie, moi rodzice nie byli religijni. Nie chodziłem do kościoła. Dopiero po powrocie z Indii zainteresowałem się kościołami w swoim kraju.

Radio Sai: Przypuszczam, że w Słowenii jest dużo kościołów i jest w niej sporo katolików, prawda?

Vajko: Tak.

Radio Sai: Gdzieś czytałem, że jest tam 97% katolików.

Vajko: Tak, całkiem sporo.

Radio Sai: Ale ty nie otrzymałeś prawdziwego wychowania katolickiego?

Vajko: Nie, nie wychowywano nas w ten sposób. Dlatego teraz Swami podarował nam wszystkie praktyki religijne i pogląd na religię. Nauczyłem się tego wszystkiego tutaj. Po powrocie do domu próbowałem zachować podobny styl życia jaki prowadziłem w Indiach i w Prasanthi.

Radio Sai: To prawda. Zdobywanie wiedzy o religii w Prasanthi Nilajam jest najlepsze, bo nie trzeba się niczego oduczać.

Vajko: Zgoda. To prawdziwa religia, religia serca.

Radio Sai: Oczywiście.

Vajko: Wypływa z serca na zewnątrz, a nie odwrotnie.

Radio Sai: Nigdy nie stracisz orientacji jeśli chodzi o religie, gdy zaczniesz się o nich uczyć w Prasanthi Nilajam.

Vajko: Właśnie!

Radio Sai: Swami położył w twoim sercu solidne podwaliny dla Wed i miłości do Boga, a miłość do Boga przełożyła je na potrzebę zrobienia czegoś dla niego i dla Wed. Rozpoczęła się podróż z Wedami.

Vajko: Od pierwszego wyjazdu nie było chyba roku, żebym nie przyjeżdżał tutaj trzykrotnie.

Radio Sai: Hmmm... Przyjeżdżasz każdego roku?

Vajko: Tak, każdego roku i jeśli to możliwe, na dwa miesiące. Przez wszystkie te lata moje zainteresowanie Wedami nieustannie rosło. Chciałem się ich nauczyć. Słuchanie Wed budzi w nas dużo pytań. Nie wiemy czym są, jak do nich podejść, gdzie je studiować itd. Lecz w miarę upływu lat, dzięki wielu modlitwom i oddaniu, zaczynają pojawiać się odpowiedzi.

Radio Sai: Więc możesz uczyć się Wed nawet w Słowenii?

Vajko: Tak. Na początku miałem książkę i płytę CD - starałem się powtarzać dźwięki. Potem ukończyłem podstawowy kurs Wed w Madrasie.

Radio Sai: Och! Przyjechałeś do Indii studiować Wedy?

Vajko: Tak.

Radio Sai: Uczyłeś się u mistrza, w gurukulam?

Vajko: Uczyłem się w Instytucie w Madrasie.

Radio Sai: W Instytucie Wedyjskim?

Vajko: Tak, w Instytucie Wedyjskim, gdzie otrzymałem podstawy i teraz mogę na nich budować. Przerobiliśmy całą wymowę, wszystkie zasady wedyjskiego śpiewania, jak do niego podchodzić itp. Więc wszystko, co robię, przeważnie we własnym pokoju i oczywiście w towarzystwie Swamiego, polega na doskonaleniu tego, co otrzymałem w Madrasie.

Radio Sai: Teraz jest to bardziej zrozumiałe.

Vajko: Stało się bardziej zrozumiałe i uzyskało kształt. Tego właśnie potrzebowałem.

Radio Sai: Robiłeś coś, ale nie wiedziałeś na pewno, czy robisz to dobrze. Teraz masz pewność.

Vajko: Dokładnie tak.

Radio Sai: I możesz pokierować innymi.

Vajko: Tak. Na początku miałem mnóstwo pytań i nikogo, kto by na nie odpowiedział. Nawet po ukończeniu nauki w Madrasie kontaktowałem się z różnymi osobami w całych Indiach i dowiadywałem się o wielu rzeczach, których nie byłem świadomy. Przeszedłem twardą szkołę i dzięki temu mogę pomagać innym.

Radio Sai: To znaczy, że otrzymałeś odpowiedzi na swoje pytania.

Vajko: Tak.

Radio Sai: Kiedy to miało miejsce - przyjazd do Madrasu i nauka w Instytucie Wedyjskim?

Vajko: Pomiędzy 2008 a 2010 r.

Radio Sai: Byłeś w Indiach dwa lata?

Vajko: Nie, przyjeżdżałem tylko na kurs. Przyjeżdżałem tu z domu na dwa, trzy tygodnie i wracałem.

Radio Sai: Prawdopodobnie, będąc w Madrasie, wpadałeś także do Prasanthi Nilajam.

Vajko: Niemal w każdy weekend. Na szczęście moja szkoła była w pobliżu Sundaram
1.

Radio Sai: Och, blisko Sundaram? To siedziba Swamiego.

Vajko: Tak, bardzo mnie to cieszyło. Codziennie szedłem ze szkoły do Sundaram na bhadżany. To były wspaniałe czasy.

Radio Sai: Miałeś naprawdę dobry duchowy okres - nauka Wed, a potem sesje bhadżanowe w Sundaram. Swami odwiedzał to miejsce i zatrzymywał się w nim wielokrotnie.

Vajko: Tak, doskonale śpiewają bhadżany. Bywałem tam w każdy czwartek i niedzielę.

Radio Sai: Cudownie! W jakiś sposób Swami dyryguje tym wszystkim.

Vajko: Właśnie tak.

Radio Sai: Pracują jego niewidzialne dłonie. A teraz powiedz, kiedy spotkałeś swojego brata w Sai, Branimira Gonana z Chorwacji?

Vajko: Jestem ze Słowenii, a on z Chorwacji. Rozumiesz, bardzo chciałem z kimś śpiewać. Rozpytując wszędzie usłyszałem, że brat w Sai z Chorwacji ma swoją grupę. Zadzwoniłem do niego i powiedziałem: "Sai Ram, chciałbym się z tobą spotkać". Odpowiedział: "Przyjeżdżaj". Pojechałem, spotkaliśmy się i zobaczyłem grupę. Dowiedziałem się wtedy, że śpiewał dla Swamiego w 2007 r.

Radio Sai: Przyjechał z grupą i śpiewał przed Bhagawanem?

Vajko: Właśnie. Po to przyjeżdża tutaj każda grupa. Powoli nasza znajomość się zacieśniała. On zaczął w 2000 r., a ja w 2010. Postanowiliśmy coś zrobić razem i w ten sposób rozwinęła się Unia Wedyjska. Można rzec, sama z siebie. Nawet jej nie kontrolowaliśmy, po prostu popłynęliśmy z prądem. A ona rozwijała się, wzrastała i wskazywała nam właściwą drogę.

Projekt Rudram 2012

Radio Sai: Próbowałeś nadać temu jakiś kształt, myślałeś o konkretnym planie? Czy w ten sposób powstała Unia Wedyjska?

Vajko: Tak. W 2006 r. odbyła się w Puttaparthi Ati Rudra Maha Jadżnia. To było takie wielkie wydarzenie!

Radio Sai: Tak.

Vajko: Odbiło się echem na całym świecie.

Radio Sai: Byłeś tutaj?

Vajko: Nie, nie byłem.

Radio Sai: Ale czułeś to.

Vajko: Tak bardzo zainspirowały mnie przesłania tych jedenastu dni, że pomyślałem, że powinniśmy śpiewać Rudram codziennie. Uczmy się i uczmy innych. Postanowiliśmy, że naszym pierwszym projektem będzie nauczenie pewnej liczby ludzi, zwłaszcza wielbicieli, śpiewania Śri Rudram2. I że nazwiemy to Rudram 2012.

Radio Sai: Dokonaliście tego?

Vajko: Tak, dokonaliśmy. Trwało to dwa lata.

Radio Sai: Ile grup nauczyliście i z ilu krajów?

Vajko: Siedem grup w siedmiu krajach.

Radio Sai: Są to Serbia...

Vajko: Serbia, Chorwacja, Słowenia, kilka grup z Niemiec, Czech, Węgier. Policzyliśmy wersety i podzieliliśmy je mniej więcej na dwa lata. Uznaliśmy, że gdyby każda grupa nauczyła się w tygodniu od dwóch do czterech wersetów, to po dwóch latach moglibyśmy bez trudu śpiewać te mantry razem. Opracowaliśmy oś czasu. Postanowiliśmy spotykać się po opracowaniu jednego lub dwóch dużych ustępów wedyjskich (anuwak) i robić warsztaty. W sumie odbyło się pięć warsztatów.

Radio Sai: Pięć warsztatów?

Vajko: Tak. Staraliśmy się, żeby każda grupa uczyła się sama przez dwa lub trzy miesiące, a potem, po opracowaniu anuwak, spotykaliśmy się z nimi. Najpierw w Zagrzebiu, potem na Litwie, w Słowenii, w Budapeszcie, a na koniec w Serbii.


Warsztaty w Budapeszcie - 16 kwietnia 2011 r.


Warsztaty w Pradze 1-go października 2011 r.

Radio Sai: To wielki sukces.

Vajko: Poszczególne grupy z Europy przyjeżdżały do określonego miejsca i wtedy śpiewało razem 100 - 120 osób.

Radio Sai: Razem, publicznie?

Vajko: Tak, to były wystąpienia publiczne.

Radio Sai: Pozwól, że cię zapytam. Czy uczenie ludzi pochodzących z różnych krajów europejskich, z ich odmiennymi kulturami i językami, było jakimś problemem? Samo uzyskanie właściwej intonacji Wed może okazać się trudne, czasami nie udaje się to nawet Hindusom.

Vajko: Przekonałem się, że kiedy pracuję, także w domu, ucząc Wed, czy śpiewając je z wielbicielami Sai, różni się to od pracy z ludźmi, którzy wielbicielami nie są. Różnica ta wynika stąd, że mnóstwo przyjeżdżających tu osób, jeśli nawet nie śpiewa Wed, to przez cały czas ich słucha.

Radio Sai: Tak.

Vajko: Na tym polega różnica. To pierwszy zasadniczy, bardzo dla nas pomyślny fakt. Praca z wielbicielami Sai jest łatwa. Ale i tak jest wyzwaniem. Nie powtarzamy wiele razy - bierzemy mantrę, dzielimy ją na pół, czasami nawet dzielimy wyrazy. Pierwszy raz śpiewamy ją bez uwzględniania znaków intonacyjnych, potem powoli staramy się osiągnąć doskonałość. Oczywiście, popełniamy błędy. Właśnie po to robimy wspólne warsztaty, żeby nawzajem się poprawiać i wykonać mantry poprawnie. Przyjeżdżamy w określone miejsce na jeden dzień, obecnie jest to w Serbii i pracujemy od 10:00 do 18:00.

Radio Sai: Cały dzień?

Vajko: Tak, cały dzień. Rano uczymy się nowej anuwaki i korygujemy stare. Po obiedzie śpiewamy dwa lub trzy razy, w zależności od tego, ile mamy czasu i kończymy spotkanie bhadżanem.

Radio Sai: Wspaniale! To duchowe, wedyjskie rekolekcje.

Vajko: [śmiech]: Właśnie!

Radio Sai: Wspomniałeś o stronie internetowej Vedaunion.org. Zajrzałem na nią i obejrzałem wszystkie klipy. Byłem pod wrażeniem. To jest naprawdę dobrze zrobione.

Vajko: Dziękuję.

Radio Sai: Nawet filmy połączone z napisami o wydarzeniach ogólnych robią głębokie wrażenie. Miło jest oglądać tak duże grupy ludzi ubranych w śnieżnobiałe stroje, siedzących na scenie i śpiewających Wedy z taką czystością. Nawet kiedy jestem tutaj i oglądam film, czuję wypełniające mnie dobre wibracje. To cudowne!

Śpiewanie Wed jest świętem dla spragnionych duchowości.

Radio Sai: Czy mogę cię jeszcze o coś zapytać? Gdy rozmawiamy o Wedach i o szerzeniu przesłania Wed, to poza wyzwaniem, jakim jest śpiewanie mantr, czy przychodzą ci na myśl takie pytania jak: "Dlaczego Wedy? Dlaczego angażuję się w coś, co jest związane z kulturą indyjską? Dlaczego zmuszam innych do śpiewania Wed?". I tak dalej.

Vajko: Bardzo rzadko przychodziły mi takie myśli. Może inni ludzie mówią w ten sposób. Przede wszystkim, to wielka potrzeba, nie tylko w moim kraju czy w Europie, ale wszędzie na świecie. Ludzie odczuwają głód wiedzy duchowej i zajmują się wszystkim - od jogi, przez medytację i śpiewanie, po wszelkie inne praktyki duchowe. Mój kraj rozkwita duchowymi grupami.

Radio Sai: Ludzie od dawna bardzo za tym tęsknili. Reżim komunistyczny zawsze stwarzał trudności, gdy chodziło o religię i duchowość.

Vajko: Tak, ludzie są po prostu spragnieni. Więc pracując z Wedami, nie spotkałem się z żadnym oporem.

Radio Sai: To wspaniałe!

Vajko: Jest jeszcze inne zagadnienie związane z pytaniem, dlaczego to robimy. Brzmi ono: "Dlaczego tego nie zrobić?". Można zbliżyć się do Wed przez hinduizm, ale głębiej studiując Wedy dostrzegamy, że to nie tylko religia, lecz także sposób na życie. To droga do nauczenia się jak być ludzką i jednocześnie boską istotą.

Radio Sai: To prawdziwa wiedza.

Vajko: Tak.

Radio Sai: Pamiętam, jak pewnego razu ktoś zadał to samo pytanie i Swami odpowiedział, że nie można powiedzieć, iż grawitacja należy do Anglii, ponieważ odkrył ją Newton, a on był Anglikiem.

Vajko: To prawda.

Radio Sai: Swami wyjaśnił, że Wedy istnieją od niepamiętnych czasów. Chodzi jednak o to, że zrozumieli je hinduscy mędrcy, uchwycili ich znaczenie, zebrali, usystematyzowali i udostępnili ludziom. Wedy są dla wszystkich, którzy pragną je poznać i odnieść z nich pożytek. W innym dyskursie Swami wyjaśniał, że Wedy są bardzo ważne dla rozpowszechnienia właściwego postępowania, czyli dharmy. Powiedział: Vedokhilo dharma mulam - "Jeśli chcesz chronić prawość, dharmę, to chroń Wedy, ponieważ w Wedach zawarte są wzorce zachowań prowadzących do dobrego życia". Nie czyniąc tego, w istocie dokonujesz sabotażu prawości na świecie. W dyskursie wygłoszonym w 1987 r. Swami podkreślił z naciskiem, że mówiąc o Wedach powinniśmy wykazać się odwagą i pewnością siebie, ponieważ Wedy są nam dzisiaj bardzo potrzebne. Nie jestem pewien, czy słyszałeś wtedy Swamiego, ale to wszystko jest takie pokrzepiające! Ty i twój brat z wielką pasją zaangażowaliście się w tę misję.

Vajko: Zrozumiałem, że w ciągu tych lat śpiewania Wed rozwinęły się w nas określone cechy. Odkryłem to dużo później.

Radio Sai: Możesz przytoczyć przykład?

Vajko: W relacjach z otoczeniem, z rodziną, uczymy się, jak prowadzić prosty styl życia. W Upaniszadzie Taittirija znajdziemy wspaniałe zdania poświęcone jedzeniu - nie marnuj jedzenia, szanuj je i uprawiaj - to oznaki prostego życia. Te cechy po prostu w nas wzrastają.

Radio Sai: Fantastyczne! Jest tego dużo, szczególnie jeśli chodzi o relacje międzyludzkie, relacje pomiędzy człowiekiem i przyrodą oraz pomiędzy przyrodą a Bogiem.

Vajko: Tak.

Radio Sai: Myślę, że wszystkie te rzeczy są włączone do Wed w piękny sposób. Wystarczy wziąć jakąkolwiek mantrę, żeby je odnaleźć.

Vajko: Tak, to prawda.

Radio Sai: Pamiętam, że Swami powiedział przy innej okazji, że najważniejsza w Wedach jest wiedza o jedności, o tym, że Bóg przenika wszystko. I że istnieje tylko jedna zasada, zasada duchowa, nazywana przez nas adwajtą, niepodzielnością. Ten jednoczący czynnik jest obecny w Wedach i jak powiedziałeś, jeśli zgłębiamy je coraz bardziej, to ta wiedza do nas przychodzi. Wówczas w sposób naturalny czujemy się zjednoczeni z całym wszechświatem.

Vajko: Niewątpliwie.

Skumulowane lekcje i doświadczenia

Radio Sai: Pięknie! Powiedz nam, czego doświadczyłeś podróżując do wielu państw i poświęcając na to tyle czasu i energii. Czy myślałeś czasami, że to bardzo trudne i że nie wiesz, jak sobie poradzisz? Czy prosiłeś: "Swami, proszę cię, pomóż mi!".

Vajko: Raczej nie, ale mam dużo pracy zawodowej. Pracuję dla firmy przygotowującej programy komputerowe.

Radio Sai: Tak, rozumiem. Właśnie dlatego zadałem ci to pytanie.

Vajko: Większość czasu spędzam nad Wedami. To wyzwanie rozwija. Można to zauważyć następnego dnia po warsztatach. Jesteśmy bardzo skoncentrowani, ponieważ śpiewanie przez sześć godzin, z uwagą skupioną na jednym zagadnieniu, wymaga ogromnego wysiłku. Dlatego następnego dnia odczuwamy zachodzące w nas zmiany, czujemy, że otrzymaliśmy prawdziwe błogosławieństwo mogąc to robić. Tak, przyznaję, to wielka praca, ale organizujemy ją w ten sposób, że każda lokalna grupa prowadzi warsztaty we własnym kraju. Branimir i ja tylko pomagamy, prowadzimy i podtrzymujemy, ale to lokalne grupy odpowiadają za wybór miejsca i organizację zajęć.

Radio Sai: Zatem jeśli chodzi o Chorwację, to wszystko robią krajowi wielbiciele?

Vajko: Tak. Tak to urządziliśmy i to działa.

Radio Sai: Oglądałem filmy, miejsce było też odpowiednie!

Vajko: [śmiech] Za każdym razem wszystko idzie doskonale.

Radio Sai: [śmiech] Pewnie za każdym razem, gdy to się odbywa, odczuwasz obecność Swamiego. Czy zdarzyło ci się kiedyś rzeczywiście mocno ją odczuć?

Vajko: Na każdym spotkaniu mantry śpiewa około stu osób. Czujemy je w sercach. To największa odczuwana obecność, kiedy robi to tak duża liczba cudownych osób. Czuję w sercu obecność Boga, Swamiego i siebie. Wtedy wiem, że postępuję właściwie.

Radio Sai: Więc coraz intensywniej angażowałeś się w pracę nad Wedami, stawałeś się coraz bardziej oddanym wielbicielem Bhagawana i kochałeś go coraz mocniej. Czy to w jakiś sposób odbiło się na twojej osobowości, na twoim sposobie życia i patrzenia na życie?

Vajko: Jedną z rzeczy, której nauczyłem się przez te dwa lata, jest pewność, że tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, czym się zajmuję. Wszystko jedno, czy pracuję w biurze, czy uczę się Wed lub robię coś innego. Mój umysł ma pozostawać taki sam, to znaczy angażować się w pełni i koncentrować na wykonywanym zadaniu.

Radio Sai: Umiejętność koncentracji.

Vajko: Tak, koncentracja. Wkładanie w pracę całego serca i duszy. Lepiej nic nie robić, niż robić coś powierzchownie. W ciągu tych lat odpływały ode mnie różne sprawy, to znaczy, odpływały z mojego umysłu i traciły charakter obowiązków. Mam tylko dwa obowiązki i jeśli wykonuję je w pełni skoncentrowany, wszystko układa się dobrze.

Radio Sai: Pięknie. Więc wszedłeś na drogę życia, na której nie wprowadzasz rozróżnień pomiędzy poszczególnymi rodzajami prac, nieważnie, czy chodzi o zajęcia zawodowe, osobiste czy pracę z Wedami.

Vajko: Tak, naprawdę tego nie robię. Nieistotne jest, czy wysyłam e-maila dotyczącego śpiewania Wed, czy pracuję w biurze, traktuję obie czynności identycznie. Wykonuję pracę całym sercem i trzymam się tematu. Więc nie ma znaczenia, co to jest.

Radio Sai: Rozumiesz, że Bóg przenika wszystko. Wszystko trzeba wykonać doskonale.

Vajko: Staram się tak działać.

Radio Sai: Swami mówi o tym przez cały czas. Ludzie często szufladkują sprawy. Nakładają płaszcz duchowości, siadają do bhadżanów i pracują bezinteresownie. Jednak idąc do pracy, mówią sobie: to świat praktyczny, nie mogę w nim kierować się duchowością. Swami jednak pragnie, żebyśmy bezproblemowo łączyli duchowość ze wszystkimi naszymi sprawami. Powiedział na przykład, że wygniatając czapati, powinniśmy myśleć, że spłaszczamy ego, a siekając warzywa, że odcinamy nasze pragnienia, itd. Swami mówił takie rzeczy ponieważ dał nam ten piękny kosmiczny związek. Wskazał nam, że człowiek jest członkiem społeczeństwa, że społeczeństwo jest członkiem natury, a natura jest członkiem Boga. Więc ostatecznie wszystko jest boskie. Ta perspektywa występuje w Wedach i teraz w pewnym stopniu umiemy już ją dostrzegać i żyć z tym odczuciem. To fantastyczne. Myślę, że dzielisz ten wgląd z wielbicielami uczącymi się Wed.

Vajko: Tak. Dwa razy w tygodniu, czasami nawet trzy, to zależy, daję lekcje w domu. Wtedy rozmawiamy. Staramy się wchłonąć nauki zawarte w Wedach, spotykamy się i dzielimy doświadczeniami.

Radio Sai: Jakie to doświadczenia? Czy ktoś powiedział ci co czuje, biorąc udział w projekcie Unii Wedyjskiej?

Vajko: Tak, oczywiście. Większość z nich to wielbiciele Swamiego. Nasze zajęcia są po prostu kontynuacją ich duchowych praktyk, jeśli wolno mi tak powiedzieć. Przychodzą też nowi ludzie i mają podobne doświadczenia. Rozumiesz, samo słuchanie tych świętych pieśni uspokaja umysł, napełniając go koncentracją i motywacją do podjęcia kolejnych praktyk duchowych. Jestem pewien, że to bardzo nas rozwija.

Radio Sai: Więc ludzie chcą opowiadać, jak bardzo na tym skorzystali, a to stanowi kolejny bodziec do kontynuowania projektu.

Vajko: Tak, to prawda. To inspirujące.

Radio Sai: Mówiąc o wibracjach przypomniałem sobie rozmowę z panem Sai Surendranathem, jednym z najstarszych członków grupy wedyjskiej w Prasanthi Nilajam. Powiedział, że pewnego dnia, wiele lat temu, Swami zwrócił się do chłopców stłoczonych przed nim w Trayee Brindawan: "Chłopcy, nie powinniście siedzieć w ten sposób, dotykając jeden drugiego, ponieważ każdy z was ma inne wibracje, a one naprawdę wpływają na otoczenie. Starajcie się unikać kontaktów fizycznych, jeśli to tylko możliwe". Wtedy nikt tego do końca nie rozumiał. Ale w kilka dni później przyjechał pan Frank Baranowski. Posiadał on dar dostrzegania aury lub promieniowania wydostającego się z każdej istoty i z każdej rzeczy. Na przykład, jeśli obserwował matkę z dzieckiem, widział on otulającą ich błękitną i różową aurę miłości. Jeśli widział dwóch walczących mężczyzn, aura miała kolor czerwony. Pewnego dnia w latach 70., gdy w aszramie w Brindawan odbywał się nagarsankirtan3, nadszedł Swami. Był tam też pan Sai Surendranath. Kiedy Frank ujrzał Swamiego, krzyknął, ponieważ, jak potem wyjaśnił: "Nigdy nie widziałem niczego podobnego. Ta aura jest bardzo głęboka, biała, błękitna, a na końcu różowa. Róż jest kolorem najgłębszej, czystej miłości, rozprzestrzeniającej się daleko - nie widzę, gdzie się kończy. Nigdy nie spotkałem osoby, która by nieustannie dawała z siebie aż tyle". Powiedział, że kiedy Swami udziela darszanu lub z kimś rozmawia, to bijące z Bhagawana światło całkowicie tę osobę otacza. Chłopcy, słysząc to uświadomili sobie, jak ważne były słowa Swamiego o wibracjach i promieniowaniu. Jakże są potężne! Śpiewając wspólnie bhadżany lub Wedy nie zdajemy sobie sprawy z tego, w jaki sposób wpływają one na świat, na nas i na otoczenie.

Vajko: Bez wątpienia.

Radio Sai: Wielokrotnie, gdy Bóg prosi nas o coś, nasz niemądry umysł przekonuje się do tego dopiero wtedy, gdy ktoś inny wyjaśni mu to naukowo.

Droga do Unii Wedyjskiej

To naprawdę piękne, że wasz projekt próbuje zjednoczyć Europę za pomocą pozytywnych wibracji. Jaki jest twoje następne zadanie?

Vajko: Ukończyliśmy projekt Rudram 2012. Zajęło nam to dwa lata. Teraz mamy projekt Czamakam4 i jak sądzę, nauka zajmie nam półtora roku.

Radio Sai: Więc znów zamierzasz wyruszyć do różnych zakątków Europy i uczyć Czamakam?

Vajko: Właśnie tak. Wykorzystamy tę samą strukturę organizacyjną. Podzielimy wersety. Sądzę, że urządzimy trzy, najwyżej cztery warsztaty. Naszym najbliższym, krótszym celem jest dokładne nauczenie się Namakam i Czamakam, dzięki czemu w określonej chwili będziemy mogli przyjechać z różnych miast Europy, zebrać się razem i zaśpiewać 11 razy Namakam i jeden raz Czamakam. Staramy się osiągnąć ten cel. Na Namakam poświęciliśmy dwa lata, teraz kolej na Czamakam. Mam nadzieję, że potem zorganizujemy warsztaty w Europie, w których weźmie udział sto, sto pięćdziesiąt osób. Oczywiście, powinniśmy więcej praktykować. Musimy też znaleźć osoby, które mogłyby to poprowadzić, ponieważ nie zrobimy tego we dwóch. Zamierzamy podzielić się na dwie grupy, żeby każda mogła zaśpiewać linijkę. To nie takie łatwe.

Radio Sai: Wspomniałeś wcześniej, że chciałbyś wystąpić z grupą w Puttaparthi.

Vajko: Tak. Mamy już plan - przyjedziemy w tym roku na święto Daśara.

Radio Sai: Daśara, tego roku? Wspaniale!

Vajko: Modlimy się do Bhagawana, żeby pozwolił nam kontynuować naszą pracę i żebyśmy po Daśarze mogli się wziąć za naukę Czamakam.

Radio Sai: Wspaniale, podczas Daśary, wiele lat temu, Swami zainicjował Weda purusza saptaha dżniana jadżnię.

Vajko: To prawda.

Radio Sai: Trwa ona do tej pory. Swami nigdy nie zrezygnował z ofiar wedyjskich, składanych na Daśarze. Pamiętam, że Swami zainicjował Weda Pataszalę w Prasanthi Nilajam, kiedy mieliśmy zaledwie kilku studentów znających hymny wedyjskie. Potem, gdy powstał uniwersytet, Swami porzucił pataszalę, ponieważ tak bardzo się to wszystko rozrosło. Teraz każdy chłopiec śpiewa Wedy. Zasadniczo stało się to w 2004 r., kiedy, jak wspomnieliśmy, Swami zalecił śpiewanie Wed podczas porannych i wieczornych darszanów. Obecnie jest to stały punkt programu w Prasanthi Nilajam. To wspaniałe, że jego przesłanie wydostało się na zewnątrz i w taki cudowny sposób znalazło miejsce w Europie. To wspaniałe, że Swami zesłał ci błogosławieństwo, czyniąc cię swoim instrumentem. Czy chciałbyś podzielić się czymś jeszcze ze słuchaczami?

Vajko: Zachęcam wszystkich, którzy chcą praktykować Wedy: "Śpiewajcie!". Chcę im powiedzieć: "Na początku może to być niełatwe, ale dzięki oddaniu, szczerości i modlitwom na pewno odniesiecie sukces". Przychodzą do mnie ludzie i mówią, że to bardzo trudne, ale chcą to zrobić. Czyńcie to powoli i módlcie się. Jestem pewny, że wasze modlitwy zostaną wysłuchane.

Radio Sai: Cudownie było gościć cię w studiu Radia Sai. Opowiedziałeś nam o swojej podróży z Wedami. Mam nadzieję, że kiedy przyjedziesz na Daśarę, spotkamy się ponownie.

Vajko: Na pewno.

Radio Sai: Bardzo ci dziękuję.

Vajko: Sai Ram.

tłum. J.C.

kwiecień 2013


1 Sundaram - nazwa ośrodka Sathya Sai Baby w Madrasie.
2 Śri Rudram - hymny wedyjskie do Śiwy jako Rudry.
3 Nagarsankirtan - procesja idąca ulicami, śpiewająca imiona Boga.
4 Czamakam i Namakam - hymny wedyjskie wielbiące Rudrę




Lęk przed porzuceniem poczucia "ja" i "moje"


dr Sara Pavan

Heart to Heart http://media.radiosai.org/journals/vol_11/01FEB13/05_fear-of-losing-by-dr-sara-pavan-at-radiosai-on-sathya-sai-baba-from-puttaparthi-prasanthi-nilayam.htm

Urodzony na Malajach (obecnie Malezja) w 1938 r. i wykształcony na Cejlonie (obecnie Sri Lanka), dr Sara Pavan w 1962 r. ukończył Uniwersytet Cejloński z tytułem licencjata w zakresie medycyny i chirurgii. Gdy w 1965 r. ożenił się z dr Devi, zaczął życie ucząc się, podróżując i poszerzając swoje horyzonty - na początku udał się do Singapuru. W styczniu 1969 r. w Anglii uzyskał specjalizację w dziedzinie anestezjologii. Razem z żoną mieszkał w kilku krajach, w tym w Nowej Zelandii i w Australii.

Państwo Pavanowie byli wielbicielami Swamiego od 1980 r. i aktywnie pracowali na rzecz Organizacji Sai w Australii. Dr Pavan przez 10 lat był redaktorem naczelnym kwartalnika "Australian Sai Newsletter" od momentu jego powstania. W 1993 r. małżeństwo przeprowadziło się do Prasanthi Nilajam i od tego czasu świadczy służbę w szpitalach Swamiego.


Poczucie "moje" to pragnienie "posiadania" - tak ludzi jak i przedmiotów materialnych. Ludzie z takim pragnieniem odczuwają niepokój i boją się, że stracą znajomych i krewnych, dobra materialne itp. Strach to powstały w umyśle niepokój, negatywne emocje. Ludzie chciwi i zaborczy są na ogół bojaźliwi i skłonni do zazdrości. Aby temu zaradzić, człowiek musi pokonać przywiązania, podsycać żar dążenia do samopoznania, przyswoić sobie duchową wiedzę pochodzącą ze świętych pism, zdobyć mądrość dzięki osobistym doświadczeniom i pogodzić się ze stratą. Bez łaski Boga człowiek tego stanu nie osiągnie.

Postrzegany przez nas sukces życiowy został zbudowany na podstawie kryteriów, jakie przekazano nam w procesie wychowania. Doczesny sukces - materialny, intelektualny, zawodowy uzewnętrznia się w przyswajaniu coraz większej liczby kryteriów i w ich przestrzeganiu. Rozwijamy także poczucie własności wobec naszych dzieci, współmałżonków, uczniów, pracowników, itd. Są to przejawy ego - ja i moje, przyczyna wszelkiego cierpienia.

Nadmierne przywiązania i więzy emocjonalne powodują ból i cierpienie. Wszystkie rzeczy w naszym życiu nieświadomie przypisujemy sobie i zatrzymujemy je jako własne. Przez jakiś czas wydaje się, że sprawy idą dobrze, a później mnożą się trudności i niepowodzenia. Możemy stracić część dobytku, a nawet ludzi, do których jesteśmy przywiązani. Wówczas zadajemy sobie pytanie: "Sprawy miały się tak dobrze, a teraz przybrały zły obrót, dlaczego?".

Przemawiając do lekarzy w superspecjalistycznym szpitalu w 2004 r. Swami pochwalił ich za to, że łagodzą cierpienia pacjentów i zachęcał ich do cięższej pracy. Wskazał również lekarzom ich wady - brak współpracy i egoizm. Niemniej pobłogosławił ich, mówiąc: "Dokładajcie wszelkich starań, aby pozbyć się swoich złych cech i służcie z miłością, oddaniem i poświęceniem - są to dobre cechy. Innymi słowy, istnieją plusy i minusy. Musicie wyeliminować swoje 'minusy'. Czym jest minus?" - zapytał Swami i wskazując na swoją klatkę piersiową, powiedział: "Ego - 'ja-mnie-moje'".

Jeśli nie będziemy stale myśleć o Bogu i zapomnimy, że wszystko należy do Niego, zniżymy się do stanu, w którym staniemy się zaborczy i w którym uzewnętrzni się nasze ego. Z właściwym zrozumieniem ofiarujmy wszystko Bogu, a wówczas sam Pan uwolni nas od skutków naszych czynów. Będzie niósł nasz ciężar. Gdy jesteśmy zaborczy i dźwigamy brzemię naszej własnej kreacji, tracimy swoją wolność. Do pokonania tej iluzji, maji, konieczne jest samodociekanie. Dzięki boskiej łasce możemy wyzwolić się z niewoli, nie dając się złapać.

W 1984 r. Swami przemawiał do naszej grupy w języku angielskim w pokoju audiencyjnym. Powiedział: "Ojciec, matka, syn, córka, brat, siostra, mąż, żona, wujek, ciotka, siostrzeniec, siostrzenica, teściowie - wszystkie te związki służą wam do wspólnego wzrastania, wzajemnego doświadczania i rozwoju, ale nie do tego, byście byli przywiązani do siebie na zawsze. Rozwiązuję te związki jeden po drugim, gdy każdy człowiek spełni swoją rolę w waszym życiu. Gdy macie pozycję, władzę i bogactwo, będziecie mieli przyjaciół, lecz oni także was opuszczą. Ja czekam na was niezmienny".

Przychodzimy z niczym i odchodzimy z niczym. W międzyczasie dajemy się złapać w pułapkę iluzji. Nawet jeśli Bóg obdarza nas mądrością, że nic do nas nie należy, wciąż jesteśmy uwikłani w prawa własności, prawa autorskie i denerwujemy się, gdy ktoś przywłaszcza sobie naszą pracę. Swami mówi, że wszelka wiedza należy do Boga i musi być dostępna dla każdego. W naszym materialistycznym świecie odkrycia naukowe opatentowano dla zysku.

Swami bardzo jasno wyjaśnia kwestię własności. Mówi: "Musisz uświadomić sobie, że przedmioty, które otrzymałeś na tym świecie, nie są przeznaczone na twój wyłączny użytek. Deszcze padają, rzeki płyną, uprawy rosną, a słońce i księżyc wschodzą. Czy tym wszystkim został obdarzony jeden człowiek? Wszystko, co widzisz wokół siebie w tym stworzeniu, powstało dla dobra każdego człowieka i każdej istoty. Powinniśmy porzucić małostkowe poczucie posiadania. Dopóki tego nie zrobimy, nigdy nie doświadczymy spokoju i radości".

Poczucie "moje" powstaje z ignorancji. Właścicielem całego wszechświata jest jedynie Bóg, od którego pochodzi każda myśl, każdy przedmiot, cała natura i ludzie. Szekspir powiedział, że świat jest sceną, a my jesteśmy aktorami grającymi poszczególne role. Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że nasze ciało to tylko przebranie, a nasza rola została napisana wcześniej. Jednak szybko o tym zapominamy i uganiamy się za pozorami, doczesnymi dobrami oraz staramy się zaspokoić swe przemożne pragnienia. Rozwijamy konkurencyjną rywalizację w okresie dorastania. Wierzymy w prawo własności i chcemy więcej, niż nam potrzeba, aby zapewnić sobie komfort i bezpieczeństwo.

"Poczucie przywiązania wywołuje ból i smutek, cierpienie i niepokój. Jesteś tak bardzo przywiązany do przedmiotów materialnych, że składasz skargę w sądzie przeciwko człowiekowi, który przykleił plakat na twoim domu, a to spowodowało, że posunąłeś się do takiego kroku. Niemniej gdy kiedyś sprzedasz dom, pozostaniesz niewzruszony, nawet jeśli spadnie na niego bomba".

"Źródłem twojego niepokoju i obojętności jest poczucie przywiązania. Gdy tylko rozwijasz wiarę w obecną w tobie atmę, jesteś wolny od nienawiści i przywiązania. Tajemnica wielkości człowieka tkwi w wierze, że jest atmą".

Sathya Sai Baba - Summer Showers in Brindavan, 1993

Posiadanie dotyczy także złudnego poczucia własności w związkach. Utrata majątku, rozbite związki i spory o mienie - wszystko to sprawia ból z powodu poczucia "moje". "To jest moje, a tamto jest twoje" - oto słowa, które ilustrują sytuację w większości rozpadów małżeństw. Dwoje ludzi nie przynosi ze sobą nic, gdy się rodzą; pobierają się i uważają, że mają siebie wzajemnie na własność, nie mówiąc już o dzieciach i majątku. A przecież mają okazję uporządkować niedokończone sprawy z poprzednich żywotów.

Dzieci również są przejawami Boga. Muszą odbyć swoją własną podróż w życiu, wybierając swoich rodziców, którzy są tylko ich powiernikami i opiekunami. Poeta Khalil Gibran przepięknie podsumował to w "Proroku": "Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi; rodzą się dzięki wam, lecz nie z was; i chociaż z wami przebywają, nie należą do was".

Swami mówi: "Istnieją cztery rodzaje dzieci przychodzących na świat. Jedno dziecko urodziło się, aby odebrać dług od rodziców, drugie przybyło, aby dług im spłacić. W trzecim przypadku mamy do czynienia z sytuacją neutralną - zwykle takie dzieci żyją krótko; czekają na odpowiednie ciało, aby odrodzić się w przyszłości i kontynuować swoją podróż, załatwiając niedokończone sprawy z poprzednich żywotów. Wreszcie, jeden człowiek na milion jest świętym lub awatarem".

Każdy związek ma święte przeznaczenie i nie mógłby powstać bez boskiej woli. Gdy nasze związki rozpadły się, koniecznie trzeba nawet usunąć się na bok i przeprowadzić samoobserwację bez udziału umysłu przesłaniającego zdolność postrzegania. Najlepiej pamiętać, że Bóg jest obecny także w drugim człowieku, a my mamy swoje własne lekcje, na których musimy się uczyć.

Swami mówi: "Ogranicz swoje przywiązania, rozwijaj nieprzywiązanie, wajragja prowadzi do wyzwolenia. Przywiązanie i nieprzywiązanie odnoszą się do przedmiotów zewnętrznych. Boskość znajduje się bardzo blisko ciebie, ale potrzeba czasu, aby ją zrozumieć. Życie to długa podróż. Mniejszy bagaż - większy komfort, a to sprawia, że podróż staje się przyjemnością. Nieprzywiązanie nie oznacza porzucenia domu i rodziny. Nieprzywiązanie to panowanie nad pragnieniami. Dopiero wówczas możesz osiągnąć czystość, aby rozwijać boskość".

Przynieśliśmy z sobą spory bagaż z poprzednich żywotów. Tak jak dzieci są wciąż przywiązane do zepsutych zabawek, tak my trzymamy się kurczowo naszych niespełnionych marzeń. Nie potrafimy porzucić naszych głęboko zakorzenionych uczuć i przywiązań nawet na łożu śmierci. Poczucie "moje" powoduje większą zaborczość i pychę, większą zazdrość i rywalizację. Gdy zarobimy milion, chcemy dziesięć milionów. Swami pyta: "Kto jest najbogatszym człowiekiem na świecie? Bogatszy od tego, kto ma wiele pragnień, jest człowiek z małymi pragnieniami". Szczęście nie tkwi w poczuciu posiadania. Dlatego Swami także mówi: "Miłość żyje dawaniem i wybaczaniem, a ego bierze i zapomina".

Musimy pamiętać, że wszystko, co posiadamy, jest własnością Boga, że mamy honor być opiekunami i powiernikami Jego mienia. Wtedy nie będziemy niewłaściwie korzystać z naszych środków. Zamiast tego wykorzystamy je dla dobra innych. Wskazówki Swamiego są jasne. Otwórz swoje serce i roztaczaj miłość; otwórz swoją zaciśniętą rękę i ofiaruj datek.

"Nic na tym świecie nie jest twoją własnością, ty jesteś tylko administratorem majątku, który należy do Boga. Rozwijaj przywiązanie do Uniwersalnego, a także będziesz wzrastał w miłości i chwale".

Sathya Sai Speaks, vol. VII

"Heart to Heart", luty 2013

tłum. Dawid Kozioł




Trzeba zobaczyć ten szpital, aby uwierzyć

Rozmowa z dr Neelam Desai

Heart to Heart http://media.radiosai.org/journals/vol_11/01JAN13/05_neelam_desai-sathya-sai-super-hospital-puttaparthi-department-of-cardio-vascular-surgery-radiosai.htm

19 listopada 2012 roku Instytut Wyższych Nauk Medycznych Śri Sathya Sai (SSSIHMS) w Puttaparthi obchodził 21. rocznicę swojego istnienia. Dla upamiętnienia tego wydarzenia zespół Radia Sai przeprowadził rozmowy z kilkoma wybitnymi lekarzami z tej świątyni uzdrawiania położonej 150 km od Bangalore.
Poniżej przedstawiamy zapis rozmowy z dr Neelam Desai, starszą konsultantką i kierowniczką oddziału chirurgii klatki piersiowej i naczyniowej szpitala w Puttaparthi. Dotychczas przeprowadziła ponad 3600 operacji i ma na swoim koncie ponad 40 publikacji w różnych krajowych i zagranicznych pismach.
W krótkiej rozmowie z Bishu Prusty z Radia Sai, dr Neelam dzieli się swoimi satysfakcjonującymi chwilami pracy w szpitalu i opowiada, jak oddział kardiochirurgii rozwinął się przez 20 lat, a także o jego przyszłości.


Radio Sai: Sai Ram, szanowna pani. W tym roku (2012) obchodzimy 87. urodziny Bhagawana i jest to również okazja do upamiętnienia 21. rocznicy powstania tego szpitala, który został otwarty w 1991 roku.

Pierwszym zabiegiem wykonanym przez lekarzy w dniu otwarcia była operacja serca. Pani jest w zespole oddziału kardiochirurgii już ponad 20 lat. Proszę powiedzieć nam, jak rozwijał się ten oddział od momentu jego powstania.

Dr Neelam: Wydaje się, że 21 lat to bardzo dużo czasu. Swami otworzył ten szpital 22 listopada 1991 roku i już za dwa dni (dzisiaj jest 19 listopada 2012 r.) minie 21 lat od tego wydarzenia. Od czasu, kiedy rozpoczęłam pracę na tym oddziale, czyli od 1 lutego 1993 r. do dzisiaj, zrobiliśmy ogromny postęp. Pomogliśmy tysiącom ludzi wrócić do zdrowia, by mogli znów prowadzić normalne życie.

Ten piękny budynek, który widzicie, stoi wysoki i wspaniały, odkąd Swami zainicjował jego budowę. Przez ostatnie 21 lat nie było ani jednego dnia, w którym skończyłyby się nam środki i musielibyśmy przestać przeprowadzać operacje.

Zalecenie Swamiego było takie, że mamy przeprowadzać najdroższe operacje, jeśli będzie to dobre dla pacjenta. Tak więc stało się to naszą dewizą - trzeba zrobić wszystko dla dobra pacjenta, niezależnie od kosztów. Słowa te pozostały naszą niezłomną zasadą przez cały ten czas.


Na przestrzeni ostatnich 21 lat wykonaliśmy 22527 zabiegów kardiochirurgicznych. Chciałabym wiedzieć, czy istnieje inny szpital, w którym lekarze leczą swoich pacjentów zupełnie za darmo, sprawowanie opieki nad chorymi uważają za najważniejsze i w którym mogą poszczycić się listą takich osiągnięć.

Myślę, że osobisty kontakt i ludzkie podejście, jakiego pacjenci doświadczają w tym szpitalu, są rzadko spotykane na całym świecie. Widzimy pacjentów, którzy przychodzą do szpitala z uśmiechem na ustach - i oczywiście opuszczają go także uśmiechnięci. Jest to bardzo wyraźnie widoczne w naszym szpitalu.

Niektórzy mogą podejrzewać, że lecząc wszystkich bezpłatnie, stosujemy tanie leki i słaby sprzęt. Jednak nic takiego się nie dzieje. Wprost przeciwnie! Korzystamy z najdroższego, najnowocześniejszego wyposażenia i spełniamy najwyższe standardy światowej opieki medycznej.

Wykorzystujemy najnowszą technologię do naszych operacji serca i najnowocześniejsze zagraniczne możliwości i metody z zakresu chirurgii - wszystko dla dobra pacjenta.

Radio Sai: To rzeczywiście imponujące. Czy mogłaby pani powiedzieć coś o drodze, jaką przeszedł oddział kardiochirurgii? Jak się rozwijał na początku i gdzie widzi pani jego przyszłość?

Dr Neelam: Cóż, na początku, gdy szpital rozpoczynał działalność, przyjeżdżał tu zespół lekarzy z renomowanej kliniki All India Institute of Medical Sciences (AIIMS) i co pewien czas przeprowadzali operacje. Trwało to niespełna rok. W ciągu pierwszego roku mieliśmy do dyspozycji etatowy zespół składający się z trzech chirurgów. W tym początkowym okresie koncentrowali się na prostszych przypadkach, ale po 2-3 latach zaczęli zajmować się wszystkimi problemami kardiologicznymi.

Obecnie wykonujemy wszystkie operacje serca u noworodków, młodzieży i osób dorosłych. Przeprowadzaliśmy wszelkiego typu operacje kardiologiczne, z wyjątkiem transplantacji serca. Świadczymy usługi w pełnym zakresie od pediatrii (dzieci), przez leczenie dorosłych, po geriatrię (osoby starsze). Gdy przyjechali do nas z wizytą lekarze z zagranicy, byli zaskoczeni, widząc nasz oddział intensywnej opieki medycznej (OIOM), ponieważ w łóżeczku znaleźli niemowlę ważące 3 kg, w następnym łóżku zobaczyli 60-letniego pacjenta, a obok niego leżało małe dziecko. Zajmujemy się jednocześnie przypadkami wad wrodzonych serca, wszczepianiem zastawek i by-passów. W dzisiejszych czasach na ogół panuje taka tendencja, aby koncentrować się albo na opiece medycznej dorosłych albo na pediatrii, lecz u nas jest inaczej.

W 1994 r. uzyskaliśmy prawo do prowadzenia szkoleń z kardiochirurgii, przygotowujących do egzaminów Diplomate of National Board (DNB)1
. Co roku mieliśmy w związku z tym jednego studenta, a od przyszłego roku w tym programie praktyk będzie uczestniczyło dwóch studentów.

Nasz wskaźnik umieralności wynosi mniej niż 1,5%, a więc jest niższy od wskazań międzynarodowych standardów; mamy również bardzo niski procent zakażeń. W chwili obecnej mamy na naszym oddziale od 6 do 8 stałych pracowników zespołu chirurgicznego.

Dysponując stałym zespołem, skupiamy się na skomplikowanych przypadkach wad wrodzonych. Zawsze dążyliśmy do tego, aby ten szpital stał się doskonałym ośrodkiem i teraz możemy zasłużenie używać określenia "superspecjalistyczny", ponieważ wkrótce będziemy w stanie operować niemowlęta o wadze poniżej 3 kg. Aby wprowadzić tę specjalizację, postaraliśmy się już o dwa inkubatory. Posiadamy także aparaty do reanimacji (respiratory) i w znaczący sposób rozwijamy program kardiochirurgii noworodków. Na tym skoncentrujemy się w następnych latach.

Druga rzecz, na której skupiamy uwagę, to badania naukowe i publikacje. Cieszę się, że mogę powiedzieć, iż w ubiegłym roku lekarze z naszego oddziału opublikowali ponad 20 artykułów naukowych w krajowych czasopismach z dziedziny opieki kardiologicznej. Przedstawiliśmy bardzo rzadkie przypadki medyczne na sympozjach i w pismach specjalistycznych, a nasza praca zyskała powszechne uznanie. Z naszym ponad 20-letnim doświadczeniem, z tak wieloma różnymi przypadkami, dążymy do tego, by ten szpital stał się wspaniałym centrum edukacji i szkolenia.

Dla przykładu, leczyliśmy przypadki ubytków przegrody międzykomorowej serca razem z nadciśnieniem płucnym. Za granicą lekarze uważali, że po roku lub dwóch od przeprowadzenia takiej operacji jakość życia pacjenta nie będzie tak dobra. Jednak widzieliśmy już przypadki 30-letnich pacjentów, którzy czuli się całkiem dobrze nawet 5-10 lat po wykonanym tutaj zabiegu.

Dlatego rozpoczęliśmy badania nad tym konkretnym problemem zdrowotnym; w trakcie tych badań zamierzamy pobrać wycinek płuca od pacjenta, zbadać go pod mikroskopem elektronowym, wykonać badanie histopatologiczne i obserwować zmiany zachodzące w tętnicach płucnych, aby sprawdzić, czy to, co mówiono i uważano do tej pory, jest prawdą, czy w rzeczywistości jest inaczej.

Zbadamy, czy rozwój choroby w populacji Hindusów i Azjatów przebiega inaczej niż za granicą.

Spotykamy wielu pacjentów z chorobą wieńcową z bardzo poważną stenozą (zwężeniem naczyń krwionośnych serca). W każdym innym szpitalu znaleźliby się od razu na sali operacyjnej i przeszliby operację, ale nasi pacjenci przychodzą do nas ze swoimi wynikami, mówiąc, że 2-3 lata temu zrobili angiografię2 i wciąż mogą chodzić.

Tak więc z własnego doświadczenia możemy powiedzieć, że standardowa praktyka szybkiego przeprowadzania operacji u pacjentów z ciężką stenozą może okazać się niepotrzebna. Być może trzeba na nowo stworzyć zasady analizy epidemiologicznej (badania przypadków, rozpowszechniania i kontroli choroby) dla tej konkretnej choroby. Jednak aby to zrobić, musimy przeprowadzić dokładniejszą analizę i bardziej szczegółowe badania.

Zatem chcielibyśmy zwrócić się bardziej w stronę badań naukowych i studiowania historii przypadków medycznych, które pokazują nam różne schematy postępowania w porównaniu do tego, co można zwykle zaobserwować.

W chwili obecnej mamy do dyspozycji dwie kardiochirurgiczne sale operacyjne i istnieje realna potrzeba posiadania trzeciego bloku operacyjnego. Jesteśmy tak obciążeni pracą, że pacjenci z pewną dozą niezadowolenia muszą czekać na zabieg do 7 lat. Trzecia sala operacyjna zwiększy ilość pacjentów, których będziemy mogli wyleczyć, a z drugiej strony skróci naszą listę oczekujących. Taki jest plan na najbliższą przyszłość.

Radio Sai: Czy może pani wybrać i opisać 1-2 niezwykłe momenty, jakie przeżyła pani w ciągu 20 lat pracy w tym szpitalu?

Dr Neelam: Tak, z radością. Pewnego razu miałam skomplikowany przypadek wady wrodzonej u dziecka, które ważyło 3,5 kg i wszystko się udało. Trwało to cały dzień, ale wieczorem mogliśmy umieścić dziecko na oddziale intensywnej terapii i czuło się dobrze. Wtedy około godziny 3 nad ranem nastąpiło zatrzymanie akcji serca, a ja nie mogłam w to uwierzyć, ponieważ do tej pory wszystko było w porządku. Byłam załamana. Modliłam się do Bhagawana z całego serca, aby uratował to małe dziecko.

W tym czasie Bhagawan przebywał w Bangalore. Zdołałam odszukać kilka osób, które jechały się z nim zobaczyć w czasie weekendu. Poszłam się z nimi spotkać i przekazałam pilny list, który mieli wręczyć Babie, gdzie szczegółowo opisałam ten nagły przypadek.

Proszę mi wierzyć, zanim przyszłam z powrotem, wszystko wróciło do normy. Oczywiście, Bhagawan wie wszystko - zna treść naszych listów, zna wnętrze naszych serc i wie o naszych nagłych przypadkach medycznych. Wtedy dziecko wyzdrowiało i szybko wróciło do domu.

Prawdę mówiąc, ledwie 2 miesiące temu dziewczynka przyjechała ponownie, aby się z nami zobaczyć; rozwija się zupełnie normalnie, przybrała na wadze i prowadzi zwyczajne życie!

Tego rodzaju zdarzenia bardzo nas cieszą. Inna sytuacja dotyczyła dziecka z siniczą wrodzoną wadą serca - to bardzo skomplikowany przypadek, który oznacza występowanie transpozycji dużych naczyń3. Normalnie dziewczynka nie przeżyłaby dłużej niż miesiąc od postawienia diagnozy! Jednak to dziecko wróciło do domu po operacji i potem ponownie przyjechało do nas na wizytę w świetnej formie. To wspaniałe uczucie.

Inny ciekawy przypadek, jaki pamiętam, to wrodzone problemy z sercem 5-letniego chłopca. Ważył tylko 8 kg i wszędzie trzeba było go nosić, ponieważ nie mógł chodzić. Zoperowaliśmy go i po zabiegu wszystko było dobrze oprócz tego, że odprowadzaliśmy dużą ilość płynu z jego klatki piersiowej - co nazywamy wysiękiem opłucnowym - i nie mogliśmy tego powstrzymać.

Wówczas mieliśmy ten rzadki przywilej, że gdy udawaliśmy się na darszan, Bhagawan przychodził i pytał nas o opiekę nad pacjentami i o to, czy w szpitalu wszystko dobrze. Miałam na tyle szczęścia, że przypadek tego chłopca mogłam przedstawić do rozpatrzenia Bhagawanowi. Powiedziałam: "Swami, z chłopcem wszystko w porządku, ale ten wysięk opłucnowy nie ustępuje".

Swami zapytał mnie: "Ile waży chłopiec?".

Powiedziałam: "Swami, tylko 8 kg".

Pamiętam ten jego okrzyk zdumienia: "Tylko 8 kg? 5-letni chłopiec?".

Wtedy w całej swojej łasce i współczuciu Swami zmaterializował wibhuti dał mi je. Jak to się mówi - wszyscy wiedzą, co było dalej. Wysięk opłucnowy został zatrzymany. Chłopiec poczuł się na tyle dobrze, aby wrócić do domu, a przy następnej wizycie w szpitalu, podbiegł do nas! Przybrał na wadze i wyglądał jak zdrowe dziecko!

Gdy zastanowimy się nad tymi wspomnieniami, wypełnią nas one wielką radością i szczęściem, ponieważ była to sprawa życia i śmierci dla pacjenta, od powolnego umierania do powrotu do aktywnego życia.

Mamy wiele podobnych przypadków. Kiedyś przyjechała do nas młoda dziewczyna, która przeszła operację w renomowanym KM Hospital w Mumbaju. Problem polegał na tym, że konieczna była jeszcze jedna operacja, lecz jej rodzina nie miała pieniędzy, aby za nią zapłacić. Dziewczyna była świeżo po ślubie, chciała mieć dzieci. Zajęliśmy się tym przypadkiem. To było wyzwanie - dziewczyna miała tetralogię Fallota4 wraz z wysokim nadciśnieniem płucnym. To bardzo złe połączenie, przy którym operacja niesie ze sobą ryzyko utraty życia, ale podjęliśmy się jej, ponieważ wiedzieliśmy, że dla dziewczyny nie ma innej możliwości, jako że choroba powoli ją zabija. Przeprowadziliśmy operację, która się udała! Dziewczyna odzyskała zdrowie, mogła wrócić do domu, a teraz jest szczęśliwą matką dwójki dzieci!

Istnieje bardzo dużo przykładów pokazujących, jak operacje w tym szpitalu odmieniały życie ludzi, a czasami zupełnie dosłownie dawały im nowe życie! Gdy wspominamy te chwile, przepełnia nas wielka radość!

Radio Sai: Jak odczuwa pani obecność Swamiego teraz, po jego mahasamadhi w 2011 roku?

Dr Neelam: Uważam, że Swami nigdy nas nie opuścił, gdyż czujemy jego obecność przez cały czas. Prowadzi nas wszystkich. Prowadzi mnie bezpośrednio, zarówno na drodze zawodowej, jak i na wszystkich drogach życia. Odczuwam jego obecność we wszystkich moich wzlotach i upadkach.

Nasz szpital się rozrasta i wkrótce będzie dobrze znany w świecie. Swami trzymał go pod osłoną, nie pozwalając, aby przeniknął do niego świat zewnętrzny. Jednak myślę, że ta osłona zostanie przerwana, ponieważ poziom pracy, opieki nad pacjentami i poświęcenia, który tutaj się utrzymuje, naprawdę trzeba zobaczyć, aby uwierzyć.

Radio Sai: Wspaniale, dziękujemy bardzo, że dała nam pani ten wyjątkowy wgląd w tą cudowną spuściznę uzdrawiania i miłości, którą Bhagawan pozostawił światu. Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi, że dowiedzieliśmy się od pani o cudach, jakie się tutaj dzieją. Sai Ram.

Dr Neelam: Dziękuję. Sai Ram.

"Heart to Heart", styczeń 2013

tłum. Dawid Kozioł


1 Diplomate of National Board (DNB) - tytuł, który otrzymują magistranci i doktoranci w Indiach po zdaniu egzaminów specjalizacyjnych.
2 Angiografia - badanie lekarskie polegające na uzyskaniu obrazu naczyń krwionośnych za pomocą promieniowania rentgenowskiego (źródło: http://www.zdrowie.med.pl/bad_obraz/angiografia.html).
3 Transpozycja dużych naczyń - wrodzona wada serca spowodowana odwrotnym ułożeniem tętnic płucnych (źródło: http://www.kkchd.amp.edu.pl/html/tga.html).
4 Tetralogia Fallota; Zespół Fallota - skomplikowana sinicza wrodzona wada serca występująca najczęściej u ludzi dorosłych (źródło: http://www.kardiolo.pl/tetralogia.htm).




Sztuka i istota uzdrawiania

Rozmowa z dr Srikanthem Solą

http://www.swiatlomilosci.com/2012-x-xi-xii-60--dr-sola.php

Heart to Heart http://media.radiosai.org/journals/vol_10/01MAY12/04_Dr.Sola_01.htm

Dr Srikanth Sola jest konsultantem kardiologicznym w Instytucie Wyższych Nauk Medycznych Śri Sathya Sai w Whitefield Bangalore. Urodził się w 1971 r. w Vijayawada w stanie Andhra Pradesh w Indiach. Gdy miał pięć lat, jego rodzina wyemigrowała do USA. Wychowywał się w spokojnej części Kentucky. Obecnie dr Sola jest kardiologiem cieszącym się międzynarodową reputacją. Posiada szereg profesjonalnych świadectw - otrzymał dyplom lekarza medycyny, jest członkiem Amerykańskiego Kolegium Kardiologów (FACC) i Amerykańskiego Stowarzyszenia Kardiologów (FAHA).

Swoje kwalifikacje uzyskał na najlepszych uczelniach amerykańskich. Studia pierwszego stopnia ukończył na Stanford University. Staż rezydencki i praktykę lekarską odbył w Duke University Medical Centre. Stopień kardiologa otrzymał w Emory University School of Medicine w Atlancie. W 2007 i 2008 roku The Consumer Research Council of America nazwała dr Solę jednym z najlepszych kardiologów w kraju. W latach 2005-2009 umieszczano jego nazwisko w 'Who is Who in Science and Engineering' (Kto jest kim w nauce i inżynierii), a pomiędzy 2004 a 2008 r. w 'Who is Who in America' (Kto jest kim w Ameryce). W 2008 r., znajdując się na szczycie popularności, dr Sola i jego żona Shivani przenieśli się do Bangalore w Indiach, żeby służyć Bhagawanowi Śri Sathya Sai Babie.


Oto wybrane fragmenty rozmowy, która odbyła się w Radiu Sai pomiędzy dr Srikanthem Solą a Karuną Munshi.

Radio Sai: Sai Ram! Doktorze Sola, witamy pana bardzo gorąco w Radiu Sai.

Dr Sola: Sai Ram, dziękuję za zaproszenie.

Radio Sai: Pana życie i praca sięgają poza świat kardiologii klinicznej. Penetruje pan kilka obszarów świadomości. Z równą łatwością mówi pan o świecie istot świetlistych i wniebowstąpionych mistrzów jak o trójglicerydach i kontroli cholesterolu. Jak rozumiem, ta pana zdolność dotykania transcendencji zaczęła się bardzo wcześnie. Jak do tego doszło?

Niezwykłe dzieciństwo

Dr Sola: Moje najwcześniejsze wspomnienia sięgają piątego lub szóstego roku życia. Widziałem rzeczy, które uznawałem za normalne. Takie jak widzenie ludzkiej aury, rozumienie, co myślą i czują inni, chociaż mi o tym nie mówią, przewidywanie, co się stanie, chociaż się jeszcze nie stało. Uważałem za naturalne, że wszyscy to potrafią, mimo że miałem zaledwie 5 lat. Kiedy tłumaczyłem to mojej rodzinie lub starszym, mówili: "O, to miłe", jak gdyby był to kolejny przejaw wyobraźni małego dziecka. To sprawiło, że na pewien czas przestało mnie to zajmować, ponieważ zrozumiałem, że to coś nienaturalnego czy nienormalnego. Tak to trwało dopóki nie znalazłem się na Uniwersytecie Stanfordzkim. Wówczas te zdolności powróciły.

Radio Sai: Co pan widział?

Dr Sola: Ponieważ rozumiałem co się dzieje, mogłem spojrzeć na kogoś i powiedzieć, co prawdopodobnie czuje i myśli i jakie przeżyte doświadczenie sprowadziło go w to konkretne miejsce w tej właśnie chwili. Po pewnym czasie zrozumiałem, że każdy ma te zdolności, że to nic niezwykłego lub specjalnego. Ma je przynajmniej połowa z nas. Pamiętam jak Swami powiedział kiedyś w dyskursie: "Istnieją w mózgu specjalne ośrodki, które, gdy je pobudzić, pozwalają nam odbierać wszelkie formy wiedzy". I stwierdził, że w ten właśnie sposób starożytni mędrcy otrzymali Wedy. Więc prawdopodobnie to samo działo się i dzieje w moim przypadku.

Radio Sai: Skoro nie jest to takie niezwykłe, ponieważ z gruntu mamy to wszyscy, to dlaczego nie każdy z nas tego doświadcza?

Dr Sola: Ponieważ nasza uwaga skupia się gdzie indziej, skupia się na zewnątrz.

Radio Sai: Ale mając pięć lat nie mógł pan świadomie skupiać się na sobie.

Dr Sola: Prawdopodobnie nauczyłem się skupiać na sobie, ponieważ odnajdywałem tam mnóstwo ciszy, spokoju i radości. Wewnętrzna koncentracja na spokoju rozwinęła się we mnie we wczesnym wieku zupełnie naturalnie, sama z siebie.

Radio Sai: Powiedział pan, że widział pewne rzeczy. Czy przypominało to sceny z filmu Manoja Shyamalana
1 "Szósty zmysł", gdzie mały chłopiec dostrzega inne istoty?

Dr Sola: Nie, to nie było nic nadzwyczajnego. Wyglądało to tak, jakbym rozglądał się wokół siebie i widział inne osoby i ich zajęcia. Jedynie tak. Nie było w tym niczego nadprzyrodzonego czy niezwykłego. Rozumiałem bez trudu co one myślą i czują.

Radio Sai: Czy w czasie pobytu na Uniwersytecie Stanfordzkim stał się pan w tym bardziej biegły?

Dr Sola: Prawdopodobnie, świadomie lub nieświadomie, wyłączyłem wydarzenia z dzieciństwa i z okresu dorastania, ponieważ za bardzo różniły się od tego, co doświadczali inni. A potem, po drugim roku koledżu, dostałem podczas wakacji pracę w rejonie Lake Tahoe w Kalifornii. To przepiękny obszar w górach Sierra Nevada. Pracowałem na obozie letnim i uczyłem w klasach artystycznych. W dzieciństwie i jako nastolatek byłem bardzo dobrym artystą. W wolne dni wspinałem się po górach otaczających to miejsce. Było cudownie - nie widywałem nikogo, jedynie tropy zwierząt, góry i lasy. Doświadczyłem tam głębokiego spokoju i ciszy. Wiedziałem, że to ważne, ale nie mogłem tego jeszcze dotknąć, nie wiedziałem co to jest. Byłem jednak przekonany, że jest w tym coś więcej niż może przeżyć typowy osiemnasto - lub dziewiętnastolatek. Dopiero w następnym roku usłyszałem o Swamim. Wiedziałem, że był tym, którego szukałem.

Radio Sai: W jaki sposób wniknęła w pana lub może pojawiła się ta nowina?

Dr Sola: Jechałem do Indii odwiedzić rodzinę. Tak się zdarzyło, że siedzący obok pan był wielbicielem Sai. Powiedział do mnie, że zamierza pojechać do Puttaparthi i zobaczyć Babę. Czytał książkę o Babie i pokazał mi jego zdjęcie. Widywałem zdjęcia Swamiego tu i tam w domach różnych ludzi. Na widok tego zdjęcia poczułem, że Swami jest tym, którego szukałem od dzieciństwa. Był tym jedynym, reprezentował to. Czułem się tak, jak gdyby ktoś powiedział: "Niebo jest niebieskie, a trawa zielona". Każdy z nas odpowiedziałby: "Oczywiście". Kiedy zobaczyłem zdjęcie Swamiego w tamtej określonej chwili, powiedziałem: "Tak, oczywiście".

Radio Sai: Był to dla pana przełomowy moment.

Dr Sola: Dokładnie, około 30000 stóp nad ziemią.

Radio Sai: Swami wkroczył w pana życie, gdy leciał pan do Indii. Czy otrzymał pan wtedy jego darszan czy może dużo później?

Dr Sola: To było podczas tej wizyty. Mieliśmy szansę pojechać i dostać darszan Swamiego. Tak rozpoczął się nasz2 związek ze Swamim, trwający już 25 lat. W istocie nauczyliśmy się od Swamiego, że Swami jest nami, a my jesteśmy Swamim, że nie ma różnicy. Na początku patrzyłem na Swamiego i mówiłem sobie: "Swami jest moim Bogiem, Swami jest moim guru, Swami jest dla mnie wszystkim". Tak właśnie było. Nie istniało nic oprócz Swamiego. Wiedziałem, co chcę robić. Studiowałem dla Swamiego. Jako student medycyny, rezydent i lekarz opiekowałem się pacjentami ze względu na Swamiego. Rozumiem teraz, że Swami i ja jesteśmy tym samym, że nie ma żadnej różnicy. Na Ziemi jest około 7,2 mld ludzi. To znaczy, że istnieje 7,2 mld aspektów naszej jaźni. Wszystko jest tym samym a Swami jest jednym z takich aspektów. Swami jest wszystkim, jednak forma Swamiego jest aspektem Jedni. Zatem rozdział pomiędzy formą i imieniem Srikantha Soli a formą i imieniem Swamiego nie istnieje. Nie rozmawiamy o tym dużo, bo nie ma takiej potrzeby. Trzeba tego po prostu doświadczyć. Nie musimy o tym rozpowiadać ani o to pytać. Po prostu wiemy. Podobnie, człowiek uświadamia sobie dzięki sadhanie i praktyce, że ostatecznie on i Swami są tym samym, że nie ma różnicy.


Spełnione pragnienie poświęcenia życia w służbie innym

Radio Sai: W którym roku odbył się lot, podczas którego uświadomił pan sobie kim jest Swami?

Dr Sola: To musiało być około roku 1990. Rok wcześniej, gdy miałem 18 lat, przyłączyłem się do grupy młodych dorosłych przemierzających Stany na rowerze - całą drogę z San Francisco do Waszyngtonu, jakieś 5000 km. Robiliśmy to w celach dobroczynnych. Przejeżdżaliśmy przez Stany lub przez inny rozwinięty kraj około 100 km dziennie i zbieraliśmy pieniądze na cele dobroczynne. Przejeżdżając 100 km dziennie ma się dużo czasu na refleksje i rozmyślania o tym, co chce się robić. To było podczas jednego z tych dni. Zjeżdżałem na rowerze z wysokiej góry i wiedziałem, że chcę służyć innym przez całe życie. To było zanim znalazłem się w kręgu działań Swamiego.

Radio Sai: Rozumiem!

Dr Sola: W tym czasie nie znałem Swamiego.

Radio Sai: Ale odnalazł pan swój cel.

Dr Sola: Wiedziałem, że bez względu na to co będę robił, będę służył ludzkości.

Radio Sai: Silne przekonanie...

Dr Sola: Tak.

Radio Sai: I tak pan żyje.

Dr Sola: Pamiętam, jak mówiłem moim przyjaciołom i kolegom, że odchodzę z Cleveland Clinic - proszę sobie wyobrazić, ze słynnej na cały świat Cleveland Clinic - i przenoszę się do Puttaparthi. Pamiętam, jak mówiłem wielbicielom: "Słuchajcie, jeśli nie służycie innym, wasze ciała są martwe". Wtedy naprawdę w to wierzyłem. Służenie przychodzi w sposób naturalny, to nie jest coś, o czym trzeba rozmyślać.

Radio Sai: To nie jest coś, co się wymyśla.

Dr Sola: Nie musimy tego planować, to przychodzi automatycznie, nie trzeba nic więcej robić. To tak jak z sercem, zawsze bije. Tak samo my zawsze służymy.

Radio Sai: Ale doktorze Sola, mnóstwo ludzi mających dobre intencje wyznaje, że jedyną rzeczą jaką pragną robić jest służenie. Jednak ze względów ekonomicznych muszą pracować. W idealnej sytuacji bezpieczeństwa finansowego mogliby rzucić pracę i oddać się całkowicie służeniu. Co chciałby pan takim ludziom powiedzieć?

Dr Sola: Mogę im opowiedzieć o sobie. Pracowałem w Cleveland Clinic, byłem młodym kardiologiem. Szefem kardiologii był człowiek cieszący się międzynarodową sławą. Otaczali mnie interniści i kardiochirurdzy będący na szczycie kariery zawodowej. Pewnego dnia szef podszedł do mnie i powiedział: "Wiesz, obserwuję cię od dłuższego czasu. Jesteś jedną z największych gwiazd naszego wydziału. Za jakiś czas zostaniesz jego ordynatorem". Przygotowywał mnie do tego. Ale pewnego dnia dostałem e-maila, jednego z tych e-maili, które nieustannie dostajemy, wysłanego przez kogoś z ośrodka Sai. Dotyczył stypendium na oddziale kardiologii interwencyjnej, stypendium dla kogoś, kto chciałby wykonywać zabiegi angioplastyczne (udrażniania naczyń krwionośnych) w szpitalu Swamiego w Whitefield. Odbyłem już wtedy szkolenie i byłem praktykiem, więc nie była to dla mnie istotna informacja. Ale na samym końcu umieszczono jeszcze jedną linijkę: "Dysponujemy wolnym etatem dla kardiologa konsultanta. Proszę uprzejmie przysłać swoje CV na podany adres e-mailowy". Więc pomyślałem sobie: "Ho, ho!". Zadzwoniłem do mojej żony Shivani. Pracowała i w tym momencie nie mogła odebrać telefonu. Więc poszedłem spotkać się z rodzicami. Potem odwiedziłem pacjentów i zrobiłem obchód. Wówczas oddzwoniła. Powiedziałem do niej: "Czy wiesz, że w szpitalu Swamiego w Whitefield jest etat dla kardiologa? Co o tym myślisz?". Nie minęła sekunda, nawet jeszcze mniej, gdy powiedziała: "Oczywiście, jedźmy". Tak było. Nie zastanawiała się co zrobimy z naszym domem, jak poradzimy sobie z przeprowadzką, co powiedzą na to nasze rodziny - nic takiego. Nadeszła szansa służenia Swamiemu. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy wszyscy małpami w epoce Ramy. Rama przychodzi do grupy wanarów3 i mówi: "Zamierzam wybudować most i chciałbym, żebyście mi w tym pomogli. Przyjdziecie?". Wiele małp podskakuje do góry i idzie za nim, ale ty mówisz: "Wiesz to, o czym ja nie wiem. Mam ruszyć w drogę i wybudować most, ale nie jestem pewien czy zdołam zjeść wystarczająco dużo bananów. Co powinienem zrobić? Chyba tutaj zostanę". Gdy przychodzi purna-awatar, pojawia się okazja, żeby mu służyć. Czy zastanawiamy się wtedy, czy uda nam się wykonać odpowiednio dużo pracy? Odkryliśmy, że chociaż zarabialiśmy w Stanach ogromne pieniądze, mieliśmy wielki dom, luksusowe samochody i wszelkie inne rzeczy, chociaż podróżowaliśmy komfortowo i zatrzymywaliśmy się w najlepszych hotelach, chociaż wygłaszałem referaty na międzynarodowych konferencjach na całym świecie, to bogactwo służenia Swamiemu lub raczej wykonywanie pracy Swamiego przewyższa to wszystko. To więcej niż kiedykolwiek przedtem mieliśmy. Nie ma żadnego porównania.

Radość służenia wielokrotnie przewyższa przyjemności płynące z luksusu

Radio Sai: Nie brakuje panu luksusów i wpływów, które pozostawił pan za sobą?

Dr Sola: Myślę, że to wszystko jest dobre, ale luksus i wpływy nie są atrakcyjne, raczej rozpraszają uwagę. Siadaliśmy w świątyni i Swami przychodził na darszan. Teraz siadamy przed jego pięknym mahasamadhi i wchłaniamy miłość Swamiego. Z mahasamadhi emanuje czysta miłość. To boska łaska.

Służę rikszarzowi i szewcowi łatającemu stare obuwie. Pamiętam, że kiedyś opiekowałem się człowiekiem mieszkającym na ulicy i utrzymującym się z naprawiania butów. Miał poważną blokadę żyły w sercu i wymagał angioplastyki. Taka operacja mogła go kosztować 150000 rupii, to znaczy około 400 dolarów. To o wiele więcej niż zarobił przez całe swoje życie. Co mógł zrobić? Mógł tylko iść do szpitala Swamiego. Wykonaliśmy tę operację za darmo i opuścił szpital Swamiego z uśmiechem.

Radio Sai: To niezwykła satysfakcja.

Dr Sola: Zawodowa i osobista satysfakcja wypływająca z wykonywania tego typu pracy daleko przewyższa wszystko, czego dostąpiłem w innych miejscach.

Radio Sai: Bardzo dobrze powiedziane. Bardzo prawdziwe.

Dr Sola: Jestem wdzięczny za wszystko, co otrzymałem w Stanach. Praca w Cleveland Clinic, praca z najlepszymi z najlepszych, była wielkim doświadczeniem i ukształtowała moje umiejętności zawodowe. Skoro zamierzamy pracować dla misji Swamiego, musimy pracować dobrze. Jeśli chcemy pracować charytatywnie, musimy chcieć pomagać innym. Nie można wykonywać sewy z jedną ręką przywiązaną do pleców, ponieważ nie ma środków i udogodnień. Ale w szpitalu Swamiego mamy wszystkie środki i udogodnienia. Są tu fantastyczni lekarze, wspaniałe pielęgniarki i zdumiewający menadżerowie wybrani przez Swamiego spośród studentów. To boskie i przynoszące radość środowisko pracy.

Radio Sai: To co pan mówi jest bardzo głębokie i jak widzę, odnosi się do sposobu w jaki obejmuje pan umysłem, sercem i ciałem wszystkie swoje doświadczenia życiowe - podobnie jak wirujący derwisze z zakonu sufich, zachowujący koncentrację nawet w ruchu. Okazał pan ogromną jasność szukając tego, do czego warto dążyć. Zrozumiał pan wezwanie i cel życia. Co sprawia, że jest pan tak bardzo skoncentrowany, podczas gdy inni tak łatwo się rozpraszają pod wpływem zewnętrznego charakteru naszej percepcji zmysłowej?

Dr Sola: Myślę, że wszyscy muszą czasami zasnąć, zwłaszcza w tym szczególnym czasie, gdy jest tutaj purna-awatar. Wielu z nas zasypia na pewien czas a potem się budzi. Potrzebujemy tego czasu, w którym zostajemy włączeni w maję (iluzję) abyśmy umieli współczuć tym, którzy są także pod wpływem maji. To nie oznacza, że czujemy się od nich lepsi lub że ich przewyższamy, albo że oni są gorsi i stoją niżej od nas.

Radio Sai: Sugeruje pan, że poradził pan sobie z etapem wplątywania się w maję i że teraz przeżywa pan następny etap - etap jasności?

Dr Sola: Jesteśmy wolni. Nie mamy nic do zrobienia, nie oczekuje nas żadne zadanie, nie musimy zbierać doświadczeń - jesteśmy jaźnią. Jakiś czas temu uświadomiliśmy sobie - gdy mówię 'my', to mam na myśli moją żonę Shivani i siebie - że nie jesteśmy ciałem, że nie jesteśmy umysłem, że nie jesteśmy ego i osobowością. Dzięki Bogu, nie jesteśmy swoimi wspomnieniami, ani żadnym z zebranych przez nas doświadczeń - chociaż niektóre były cudowne. Rzeczywistość jest taka, że jesteśmy Tym, że jesteśmy samym Bogiem - ty jesteś Bogiem, ty jesteś Sai, ty jesteś Brahmą, Wisznu i Maheśwarą, cały wszechświat mieści się w twojej dłoni. Jugi i mahajugi przemijają w mgnieniu oka, nie ma narodzin, nie ma śmierci. Trzymamy to dla siebie, ponieważ nie ma potrzeby o tym rozpowiadać. Ci, którzy są gotowi, przyjdą w odpowiednim czasie. Po prostu tego doświadczam i tym jestem. Więc chociaż wcześniej mówiliśmy o służeniu Swamiemu i wykonywaniu pracy Swamiego, to prawda jest taka, że nikt nic nie robi. Kto komu służy, skoro wszystko jest tym samym? W takim sensie, mówiąc, że służę pacjentowi Swamiego, pamiętam, że ten pacjent jest mną.

Radio Sai: Przedłużeniem nas.

Dr Sola: Jest jeszcze jedna sprawa. Jeśli boli nas noga, pocieramy bolące miejsce, żeby nas mniej bolało. Podobnie, gdy jakaś ludzka istota cierpi z powodu zaburzeń zdrowotnych lub innych, to rozumiemy, że jest ona kolejnym aspektem nas samych, więc naturalnie, bez myślenia o tym i bez planowania, po prostu idziemy, pocieszamy ją i niesiemy taką ulgę, jaką możemy jej zapewnić.

Kochający Pan zaczyna prowadzić z wnętrza

Radio Sai: Chciałabym wrócić do poprzednich fragmentów naszej rozmowy. Na drugim roku koledżu usłyszał pan o Swamim. W jaki sposób jego obecność wpłynęła na podejmowane przez pana decyzje, takie jak wybór kariery, żony, czy przeniesienie się do Indii? W jaki sposób Swami panem kierował - pośrednio czy od wewnątrz?

Dr Sola: Przechodząc pod skrzydła Swamiego - co fizycznie miało miejsce w 2008 r. - mieliśmy ogromne szczęście bliskiej współpracy ze Swamim. Ale przedtem byłem od Swamiego daleko. Swami był tutaj, a ja w Stanach. I chociaż byłem w stanie przyjeżdżać od czasu do czasu na darszany, zdarzało się to rzadko. Dlatego musiałem nauczyć się kontaktować ze Swamim sercem. To znaczy dostroić się do niego, zanurzyć w głębokiej ciszy i odebrać odpowiedź na zadane pytanie. Tak to wyglądało. Za każdym razem gdy typowałem tematy w koledżu, gdy zastanawiałem się jaką wybrać pracę, gdzie zamieszkać, gdzie starać się o zatrudnienie, itp... dostrajałem się do wewnętrznego Swamiego i wówczas podejmowałem decyzję. Działałem zgodnie z otrzymywanymi odpowiedziami. Nigdy o tym z nikim nie mówiłem. Musiałem tylko słuchać i działać. Proszę spojrzeć na studentów otaczających i służących Swamiemu. Widziała pani jak bardzo są uważni, nigdy nie rozglądają na boki. Są w pełni skupieni na tym, co robi Swami. Czekają na jego najdrobniejszy gest czy instrukcję, żeby natychmiast ją wykonać. Nie ogłaszają: "Swami mi powiedział...". Po prostu pracują spokojnie i szybko, najlepiej jak potrafią. Biorąc z nich przykład, nauczyłem się to robić wewnętrznie. Musiałem się tego nauczyć. Prawda jest taka, że Swami jest tam dla każdego. Czekamy, że będzie z nami rozmawiał i prowadził nas. Ponieważ jednak jesteśmy tak bardzo skupieni na świecie zewnętrznym, nie słyszymy jego głosu.

Radio Sai: Mówiąc o słuchaniu jego głosu, skąd wiemy, że słuchamy głosu Swamiego, a nie głosu ego lub myśli zrodzonych z pragnień?

Dr Sola: Tak, to bardzo dobre pytanie. Skąd wiemy? Ponieważ wielokrotnie dzieje się tak, że jeśli coś słyszymy, zwłaszcza jeśli jest to coś, czego nie chcemy zrobić, mówimy wówczas: "Och, to tylko mój umysł lub wyobraźnia". Prawda? Proponuję ludziom, żeby założyli, że Swami podchodzi i mówi do nich podczas darszanu. Jak będą się czuli? Czy będą smutni lub przestraszeni? Nie, większość ludzi odczuwa radość, spokój, promienną błogość wywołaną fizyczną obecnością Swamiego. Gdy wewnętrzny Sai mówi do ciebie, czujesz to samo. Wewnętrzny Sai mówi to samo, co powiedziałby ci zewnętrzny Sai. To, co mógłby ci powiedzieć Swami w formie fizycznej, nie będzie różne od tego, co powie ci Swami wewnętrzny. Co mówi Swami? Mówi, żebyśmy kochali wszystkich, służyli wszystkim, zawsze pomagali i nigdy nikogo nie krzywdzili. Wewnętrzne wskazówki mogą być bardzo ogólne lub bardzo specyficzne. Oparte są na naszych potrzebach, a mimo to wciąż pozostaną tożsame z tym, co moglibyśmy odczuć i usłyszeć od Swamiego w fizycznej postaci.

Praktyka medyczna rozświetlona duchową intuicją

Radio Sai: W jaki sposób duchowe poszukiwania i doświadczenia wpłynęły na pana praktykę kardiologiczną?

Dr Sola: Medycyna daje wspaniałą okazję dzielenia się miłością. Każde spotkanie jest okazją do ofiarowania miłości, czy chodzi o małżonkę, o dzieci, o rodziców, czy o kogokolwiek. To po prostu okazja ofiarowania miłości. Dla mnie praktykowanie medycyny jest sposobem dzielenia się miłością, dawania miłości. Może chodzić o opiekę nad pacjentem z poradni szpitalnej lub o nauczenie lekarzy i techników jak wykonać lepszy elektrokardiogram, albo lepiej zdiagnozować chorobę... cokolwiek to może być, stanowi okazję do dzielenia się miłością. Tylko tyle. Wszystko sprowadza się do miłości. Dawno temu, w 1968 r. Swami wziął za ręce dwóch starszych wielbicieli z Ameryki i powiedział: "Pragnę podzielić się z wami czymś, co zapamiętajcie na zawsze. Na koniec, po ostatecznym rozkładzie, gdy ciało przemieni się w popiół i wszystko odejdzie, nie będzie miało znaczenia jak duży mieliście dom, jakiego typu samochód prowadziliście ani jaką ilość pieniędzy przechowywaliście na koncie. Jedyną ważną rzeczą będzie to, ile miłości dzieliliście z całym stworzeniem". W tym momencie Swami na chwilę zamilkł, a potem mówił dalej - "Ile miłości dzieliliście z całym stworzeniem w każdym pojedynczym momencie swojego życia". Kiedy Swami mówi: "Kochaj wszystkich", to nie oznacza: kochaj rodzinę i przyjaciół i może jakąś sympatyczną osobę z pracy. Pomijaj osoby nielubiane. Gdy Swami mówi: "Kochaj wszystkich" to ma na myśli nieprzerwaną miłość do całego stworzenia, a nie miłość pojawiającą się tylko od czasu do czasu, wtedy gdy nam to pasuje.

Radio Sai: Jak pan do tego doszedł?

Dr Sola: Praktyka. Jak praktykować? Jak idziemy z Puttaparthi do Bangalore? Dostaniemy się tam stawiając jedną nogę przed drugą. Więc musimy praktykować. Te dwie dusze zapytały Swamiego: "Jak długo powinnyśmy wykonywać sadhanę?". A Swami odparł: "Musicie wykonywać sadhanę tak długo jak oddychacie". A co robi większość z nas? Praktykujemy sadhanę przez kilka chwil rano po wstaniu z łóżka, potem, być może, przez sekundę lub dwie w środku dnia. Gdy docieramy do domu jesteśmy tak zmęczeni, że z niej rezygnujemy. Potem idziemy w weekend do ośrodka Sai lub śpiewamy bhadżany. Staramy się naładować. Nim zauważymy, stres wywołany zajęciami w weekendy sprawia, że się rozładowujemy. Tak to się dzieje, ponieważ nie praktykujemy bezustannie.

Radio Sai: Jak możemy praktykować bezustannie, skoro w ciągu dnia mamy tyle różnych zajęć?

Dr Sola: To ważne pytanie. Przypuśćmy, że jestem na sali operacyjnej i asystuję kardiochirurgom. Moja praca staje się medytacją. Wchodzę w nią całkowicie i tak głęboko, że przestaje istnieć przeszłość, nie ma przyszłości, jest tylko chwila obecna - opiekuję się pacjentem najlepiej jak potrafię. Jestem na nim skoncentrowany w 100%. Kończąc to zadanie natychmiast wracam do swojego boskiego ja, natychmiast zanurzam się w świadomości, że wszystko jest Bogiem. Tak więc praca staje się medytacją, sposobem wysławiania Pana. Swami mówi: "Praca jest wielbieniem".

Radio Sai: Doktorze Sola, jak pan patrzy na pacjenta?

Dr Sola: Na każdego człowieka patrzę jak na Swamiego. To samo odnosi się do pacjentów. Pytam ich o imię i nazwisko, przedstawiam się i witam w szpitalu Swamiego. Często traktuję ich jak Swamiego, mówię np.: "Swami, proszę, usiądź wygodnie", ponieważ dla mnie każdy z nich jest Swamim. Bóg rozmawia z Bogiem. To odbicie, reakcja i oddźwięk przechodzące z jednego na drugiego. Szukam nie tylko chorób, lecz ich źródła. W 2009 r. Swami wezwał lekarzy ze szpitala superspecjalistycznego i ogólnego do Whitefield na cztery audiencje. Pamiętam, że powiedział do nas: "Nie wystarczy, że lekarze zajmują się pacjentami. Lekarze muszą szukać przyczyny ich chorób, rozumieć je i również leczyć". Przyjmując pacjentów najpierw mówię "dzień dobry", potem pytam ich o nazwisko, przedstawiam się i mówię: "Witam w szpitalu Swamiego w Whitefield". Zwracam się do nich tak, jak gdybym dyskutował ich stan ze Swamim i traktuję ich jak Swamiego. "Swami, usiądź proszę. Możesz to zrobić? Swami, oto twój wybór, oto co możesz zrobić w tych warunkach". Miłość płynąca z takiego podejścia, miłość Swamiego płynąca do nich z tego fizycznego ciała ma w wielu wypadkach moc transformującą. Nauczyłem się bardzo wcześnie, jeszcze w Stanach, że kiedy mówię pacjentowi o rzeczach rutynowych, np.: musisz się gimnastykować, zmienić dietę, przestać palić, odrzucić złe nawyki, itd., to w porządku, ale ludzie bardzo szybko wracają do starych przyzwyczajeń. Kiedy jednak zwracam się do nich z pozycji miłości Swamiego, to wówczas nie mówi do nich dr Srikanth Sola, lecz Swami i moja rola polega na przekazywaniu jego miłości. Wówczas następuje transformacja i ludzie mówią: "Ma pan rację, panie doktorze, od tej chwili rezygnuję z tych przyzwyczajeń". Wynika ona z tego, że pozwalamy swobodnie płynąć miłości Swamiego, nie stawiamy jej żadnych przeszkód. To wszystko. Oto, na czym się skupiamy, zajmując się pacjentami.

Subtelne relacje pomiędzy zdrowiem fizycznym i myślami

Radio Sai: Mówił pan o szukaniu przyczyn choroby. Jaką rolę w powstawaniu chorób odgrywają emocje?

Dr Sola: Wszystko jest odbiciem, reakcją i oddźwiękiem. To znaczy, że jeśli pragniesz miłości, to myśl z miłością, odczuwaj miłość i okazuj miłość. Jeśli pragniesz pomyślności, rób to samo. Jeśli pragniesz mieć przyjaciół, to okazuj przyjaźń, jeśli pragniesz spokoju, bądź spokojny. Jeśli nasze myśli są nieharmonijne, gdy tworzymy nieharmonijne myśli, zdarzają się rzeczy niedobre. Co się dzieje z tymi negatywnymi myślami? Wnikają we wszechświat i natychmiast do nas wracają. Wchodzą w nasze ciała, wchodzą w nasze umysły i wpływają na wszystko, co robimy. Swami powiedział kiedyś: "Główną przyczyną chorób jest chory umysł". Kiedyś jeden z moich doktorantów z Parthi przedstawiał Swamiemu projekt pracy dyplomowej. Byłem promotorem tego projektu, ufundował go wydział biotechnologii. Staraliśmy się dowiedzieć, dlaczego tak wielu Hindusów zapada na choroby serca w młodym wieku, o wiele wcześniej niż ludzie mieszkający gdzie indziej, powiedzmy w Europie czy w Stanach. Gdy mój student wyjaśniał to Swamiemu, Swami zauważył: "Ha, co to jest? Ludzkie przyzwyczajenia, zjadany pokarm, otoczenie i tworzone myśli - to one są źródłem chorób serca". Powiedział to tak zdawkowo, jak gdyby nie chodziło o nic więcej. Ale wszystko to rodzi się z odbicia, reakcji i oddźwięku. Przyczyny wskazane przez Swamiego mogą nam dać dobre zdrowie, mocne zdrowie, tryskające zdrowie lub chorobę, ból i cierpienie, zaburzenia... Powiedzmy, że mam zdrowiejącego pacjenta po ataku serca. Nie mówię tylko: "Cóż, ma pan zablokowaną arterię serca i musi pan brać te leki. Powinien pan ćwiczyć i zmienić dietę", itd. - zastanawiam się również, skąd wzięła się choroba. Czy stracił radość życia? Wszystko jest symboliczne. Krew w naszym ciele symbolizuje radość, kolana symbolizują łatwość przystosowywania się, stopy kierują nas w określoną stronę. Każda część ciała symbolizuje inny aspekt naszych stosunków z wszechświatem. Zatem to nie serce nas atakuje. Chodzi o to, że ograniczyliśmy przepływ życia. Oczywiście, fizycznie występuje blokada z powodu nadmiaru cholesterolu, wysokiego ciśnienia krwi, braku kontroli cukru przy cukrzycy, itp., ale to wszystko jest odbiciem, reakcją i oddźwiękiem tego, co wysłaliśmy i co do nas wróciło. Wystarczy po prostu spytać pacjenta: "Nie panuje pan skutecznie nad swoim gniewem, prawda?". Pacjent zwykle tylko kiwa głową, ale jego żona mówi: "Tak, panie doktorze, dokładnie tak. Proszę mu powiedzieć, żeby kontrolował swój gniew". Możemy zidentyfikować smutek, depresję, urazę, poczucie straty, brak miłości, a zwłaszcza brak miłości do samego siebie. Pamiętam jak Swami pytał nas kiedyś: "Czy wszyscy jesteście szczęśliwi?". Zwrócił się do nas z tym pytaniem, gdy udaliśmy się grupą na interview, a my odpowiedzieliśmy: "Tak, Swami". Swami odrzekł: "Bardzo dobrze, bądźcie zawsze szczęśliwi". Przy innej okazji zwrócił się do Shivani i do mnie: "Czy wiecie dlaczego oboje otrzymujecie tyle łask?". Oczywiście, nic na to nie odpowiedzieliśmy. "Ponieważ zawsze jesteście szczęśliwi, bez względu na to co się dzieje, zawsze jesteście szczęśliwi, a to pozwala boskiej łasce wpływać na was". Kiedy więc tracimy szczęśliwość, radość życia, to co się dzieje? Odbicie, reakcja i oddźwięk. Wpływa to na nas w różny sposób, czasami jako określone, nieprzyjemne doświadczenie. Jeśli rozumiemy podstawę nauk Swamiego, jeśli rozumiemy ją odpowiednio, to nie tworzymy negatywnych myśli, ponieważ wiemy, że każda wysłana myśl, emocja, słowo i czyn wróci do nas w taki czy inny sposób. Tym dzielę się ze swoimi pacjentami. Mówię im o tym w prosty sposób, aby zrozumieli, że nie tylko muszą zmienić dietę i wykonywać więcej ćwiczeń fizycznych, lecz również zmodyfikować swoje myśli i emocje.

Radio Sai: Doktorze Sola, przeniósł pan medycynę i opiekę zdrowotną w wyższy wymiar, wprowadzając w nie iloraz duchowego znaczenia. Jak reagują pana koledzy - medycy na takie podejście?

Dr Sola: Rozumie pani, jeśli chodzi o medycynę, to jako lekarze pracujący w szpitalu Swamiego staramy się osiągnąć doskonałość we wszystkim co robimy. Mamy okazję przemawiać w wielu szpitalach i na wielu konferencjach w całym kraju i zawsze wracamy do tematu doskonałości. Jestem kardiologiem nieinwazyjnym, to znaczy, skupiam się na wyobrażaniu sobie serca, opiekuję się pacjentami, itd. Moje warsztaty i wystąpienia na różnych konferencjach starają się wydobyć z lekarzy to co w nich najlepsze, akceptację wykonywanej pracy.

Szpitale Swamiego są światłem przewodnim dla praktyki medycznej

W szpitalu Swamiego zapewniamy pacjentom fantastyczną opiekę. Wszystko co robimy pozostaje w zgodzie z międzynarodowymi wskazaniami dotyczącymi opieki nad chorymi. Zbieramy niezwykłe doświadczenia, ponieważ mamy do czynienia z wieloma rodzajami chorób, z ich odcieniami i okolicznościami występowania. Interniści, pielęgniarki, paramedycy, którzy są tutaj zatrudnieni, wszyscy są bardzo oddani, pełni miłości i radości, co sprawia, że tak doskonale się tutaj pracuje. Kiedy znajdujemy się w takim otoczeniu, możemy w ciągu roku zaopiekować się ogromną liczbą pacjentów, powiedzmy setkami tysięcy pacjentów. Gdy wychodzimy z tym na zewnątrz i dzielimy się naszymi myślami, wiedzą i doświadczeniem z ludźmi w całym kraju, szerzymy przesłanie Swamiego, szerzymy pracę Swamiego. Jeśli zaczynają lepiej zajmować się pacjentami, wtedy pośrednio wpływamy na poziom opieki medycznej. W taki sposób praca Swamiego wpływa na medycynę. Chodzi o to, że zapewniamy doskonałą opiekę pacjentom przychodzącym do jego szpitala, ale dzieląc się naszą wiedzą i doświadczeniem, wpływamy na inne szpitale. Myślę, że współpracując z nami, z lekarzami Swamiego, lekarze z zewnątrz zaczynają uświadamiać sobie, że można zapewnić chorym bardzo dobrą opiekę - wolną od opłat, napełnioną miłością i współczuciem. Wielu z nich spotyka się z tą myślą po raz pierwszy.


Radio Sai: Ponieważ większość ludzi nawet sobie nie wyobraża, co zrobił Swami, żeby zapewnić chorym doskonałą opiekę medyczną, w dodatku bezpłatną.

Dr Sola: Chociaż jestem tam każdego dnia, nawet ja zastanawiam się czasem jak to możliwe!

Radio Sai: Prowadzi się badania mające oszacować związek pomiędzy emocjami, modlitwą i zdrowiem. Co pan o tym myśli?

Dr Sola: Myślę, że są ważne, ponieważ każda nowa praktyka wprowadzana do medycyny musi być badana najbardziej rygorystycznymi metodami naukowymi. Przeważnie daję wykłady na temat prowadzenia badań naukowych i projektowania prac badawczych, korzystając z aktualnego stanu nauki, metodologii i badań. Więc czy chodzi o kardiologię, kardiochirurgię czy leczenie holistyczne, wymagany jest ten sam rygor naukowy. Kłopoty związane z holistyczną opieką zdrowotną wynikają z tego, że trudno jest prowadzić badania, w których wymagany jest tylko jeden zabieg, ponieważ myśląc holistycznie o zdrowiu, mówimy o wszystkim - o diecie i stylu życia, a zwłaszcza o emocjach, uczuciach i myślach, a te bardzo trudno określić ilościowo. Bo jak określić ilościowo miłość? Nie mamy skali ani urządzenia które by ją zmierzyło, nie możemy tego studiować. Tak, prawdopodobnie miłość, spokój i radość ogromnie wypływają na nasze życie, ale jak na razie nie mamy możliwości tego zbadać. Mam nadzieję, że kiedyś będziemy mogli, ale czy uda nam się umieścić na nich numery i etykietki? Nie. Czy musimy zrozumieć, że myśli, uczucia i emocje wpływają na nasze zdrowie? Koniecznie musimy.

Błogość pracowania w jego obecności

Radio Sai: Kiedy wrócił pan do Indii i zamieszkał w Whitefield w 2008 r., to rozumiem, że miał pan wiele okazji do spotkań z Bhagawanem w jego fizycznej formie?

Dr Sola: To były cudowne dni i zostawiły niezatarte wspomnienia. Opowiedziałem już, że przeprowadzkę do Indii spowodował jeden zwykły e-mail. Tylko jeden e-mail, a zmienił wszystko. Niewątpliwie, była to boska gra. Zanim do tego doszło, pewne osoby pracujące w szpitalu Swamiego w Whitefield spotkały się ze Swamim i powiedziały: "Swami, potrzebny jest nam jeszcze jeden kardiolog. Chcemy zatrudnić jeszcze jednego kardiologa, ponieważ mamy coraz więcej pracy". Swami pomyślał chwilę - była to tylko gra, ponieważ Swami wie wszystko - i powiedział: "Właśnie przyjeżdża kardiolog ze Stanów". Więc pomyśleli: "W porządku". Nie wiedzieli, co to znaczy, ale wiedzieli, że jeśli Swami mówi OK, to jest OK. W kilka tygodni później otrzymali e-mailem moje curriculum vitae i pokazali je Swamiemu wraz ze zdjęciami. Swami przeglądał dokładnie całe CV, a oni mówili: "Swami, to bardzo dobry lekarz, pracuje w Cleveland Clinic, to szpital znany na całym świecie..., zdobył te wszystkie zaszczyty". A Swami odparł: "Hmm, wiem o tym. Jak myślicie, kto go tutaj zaprosił?". Wtedy, w tych pierwszych dniach, przebywanie tutaj było wielką radością - udział w darszanach, oglądanie Swamiego, spotykanie go. Załoga szpitala żartowała na mój widok: "Och, przyjechałeś. Swami niewątpliwie się z tobą spotka". I rzeczywiście, często tak było. W ten sposób Swami okazywał nam swoją miłość - przejawiając zainteresowanie i pozwalając nam domyślić się, że jest tutaj dla nas. Jednocześnie, wracając do Whitefield i będąc sam zachowywałem wewnętrzną ciszę. Niczego nie musiałem robić, wracałem do stanu jaźni, do boskiej jaźni, która jest wszystkim. Może ją pani nazwać paramatmą, parabrahmanem. Dla nas to wszystko co istnieje. Jednak przyjeżdżając do Puttaparthi widzieliśmy formę Swamiego i gubiliśmy się w poczuciu oddzielenia, ale nie w sposób negatywny. Wielkie nieba, złudzenie otaczające formę Swamiego jest niezgłębione! Nie można się przez nie przebić.

Radio Sai: Właśnie tak - jedynie dlatego, że jego forma była tak piękna.

Dr Sola: Jest taka piękna! To takie zabawne, Swami właśnie tak wygląda i uśmiecha się. Myślimy wtedy "achaaaa" i ta błogość zmywa z nas wszystkie inne uczucia.

Radio Sai: Wznosimy się wysoko.

Dr Sola: Dokładnie, dokładnie. To takie cudowne. Chcielibyśmy wniknąć w świadomość Swamiego. Modlę się o to. Swami wychodzi i zanurzam się w pustce, w niemożliwym do opisania stanie istnienia. Nie ma formy, nie ma imienia, nie ma darszanu, nie ma niczego. Przebywanie w obecności awatara, gdziekolwiek znajduje się fizycznie lub wewnętrznie, przynosi nam takie doświadczenia. Musimy po prostu go poprosić, a on nam to da.

Radio Sai: Hmm, czy to naprawdę takie proste?

Dr Sola: Bardzo proste. Musimy tylko poprosić. To pomaga, jeśli praktykujemy. Swami mówi: "Dopóki oddychasz, praktykuj sadhanę".

Radio Sai: I nieustannie skupiaj się na celu. Cudownie! Jeśli chodzi o szerszą arenę pana pracy, poza kardiologią kliniczną, jak pan ocenia w obecnych czasach ludzkie zdrowie?

Dr Sola: Pamiętam pewne zdarzenie z 2007 r. Swami był w Kodaikanal. Przydarzyło się to mnie i kilku z jego studentów. Swami rzucił: "Satja juga (złoty wiek) rozpoczyna się w 2012 r.". Powiedział to mimochodem, jak gdyby stwierdzał, że w sezonie monsunów pada deszcz. Zrozumieliśmy, że kończy się jedna epoka i rozpoczyna druga. Dlatego mamy potrójną inkarnację: Śirdi Sai, Sathya Sai i Prema Sai. I że przechodzimy z jednego poziomu świadomości na drugi. Naturalnie, nastąpią zamiany. Obserwujemy zmiany zachodzące w świadomości. Swami wprowadza je spokojnie przez cały czas. Dostrzegane przez nas problemy społeczne są po prostu obrazem tego, co jest w nas. Jeśli pani pamięta, stwierdziłem wcześniej, że wszystko jest odbiciem, reakcją i oddźwiękiem. Jeśli weźmiemy na przykład skażenie środowiska, to będzie to odbicie naszego wewnętrznego zanieczyszczenia. Jeśli przyjrzeć się naszym przywódcom politycznym, to ich świadomość jest po prostu odwzorowaniem świadomości ludzi, którymi rządzą.

Radio Sai: Więc kiedy pan oznajmia, że wiele osób mówi na temat szerzącej się korupcji życia publicznego w Indiach, to tym samym obrazuje to kolektywną korupcję naszej świadomości?

Dr Sola: Wszystko jest odbiciem.

Radio Sai: Ale mamy w naszym kraju mnóstwo uczciwych i ciężko pracujących ludzi. Przede wszystkim jest to ojczyzna mędrców i proroków.

Dr Sola: Człowiek musi doświadczać nie tylko jedności, lecz również dualizmu, aby móc opowiedzieć się za jednością. Na przykład, siedzimy tutaj w bardzo wygodnym pokoju, otacza nas przepiękna przyroda, ale jeśli na dworze będzie bardzo, bardzo gorąco, to nie docenimy go odpowiednio. Więc, żeby pełniej zaakceptować brak dualizmu, musimy go doświadczyć, najlepiej teraz. Nie ma niczego lepszego od tych czasów. Kali juga (epoka ciemności) osiągnęła apogeum i wszystko stało się tak złe jak nigdy. Dlatego też tak wielu z nas wybrało ten czas na narodziny. Chcieliśmy być tutaj z purna-awatarem i doświadczać maksimum dualizmu, żeby docenić istniejącą jedność. Ona nadejdzie. Nadejdzie w odpowiednim czasie i miejscu.

O wiele łatwiej jest teraz skontaktować się z wewnętrznym Swamim

Radio Sai: My również mamy taką nadzieję. Jak odnosi się pan teraz do Bhagawana, w świetle jego mahasamadhi, mającego miejsce około 11 miesięcy temu?

Dr Sola: Czuję, że jestem bliżej wewnętrznego Swamiego niż kiedykolwiek przedtem. Jest mi o wiele łatwiej dostroić się do jego woli. Oczywiście, to prywatna sprawa. Nigdy nie stwierdzam: "Usłyszałem to od Swamiego, więc musicie to zrobić". Nie, nic takiego. To po prostu wewnętrzne prowadzenie, potrzebne w każdym wykonywanym zajęciu. Czuję, że teraz jest mi łatwiej skontaktować się ze Swamim. Myślę, że wielu wielbicieli zgodzi się tu ze mną. Rozumie pani, gdy jesteśmy ze Swamim to jego forma jest taka piękna, że uśmiechamy się do niej. Wystarczy jedno spojrzenie, żeby go pokochać. Dotknięcie jego stóp sprawia, że napełniamy się radością, radością, radością, radością!

Radio Sai: Aż do najgłębszych zakamarków duszy.

Dr Sola: Pamiętam te cudowne dni. Rozumie pani, Swami przychodził i siadał naprzeciwko, niecałą stopę ode mnie. Mogłem otrzymywać jeden padanamaskar za drugim, ale mówiłem sobie: "Nie, nie, nie będę taki zachłanny". Po prostu siadałem z tyłu i rozkoszowałem się jego boską obecnością, taką cudowną, taką piękną, przekazującą tyle błogości i oznajmiającą nam, że musimy nauczyć się rozpoznawać wewnętrznego Swamiego jako nas samych. Nie istnieje żadne rozdzielenie. Chwila, gdy je dostrzegamy, oznacza, że ulegliśmy wpływom złudzenia. Mając tak cudowną formę Swamiego, zaczynamy się do niej przywiązywać. Nie chcemy przebywać w żadnym innym miejscu, nie chcemy widzieć nikogo innego, myślimy jedynie o Swamim, odbieramy jedynie Swamiego, chcemy przebywać z tą formą możliwie jak najdłużej. Nie ważne czy byliśmy obok niego raz czy tysiąc razy. Zanurzamy się w takiej błogości, że chcemy być z nim zawsze. To przywiązanie opóźnia nasz rozwój. I chociaż potrzebujemy guru, mistrza, żeby rozwinąć się duchowo, to ostatecznie przywiązanie do niego staje się przeszkodą dla naszego wzrostu. Dlatego guru musi odejść, tak jest zawsze. Gdyby tak nie było, wówczas Rama, Kriszna, Budda, Jezus i wszyscy inni wciąż przebywaliby tutaj i moglibyśmy się od nich uczyć. Dlatego Swami również musiał odejść, abyśmy mogli w pełni się rozwinąć i przejść na kolejny poziom. Teraz, gdy Swami nie przebywa już z nami fizycznie, uczymy się dostrzegać go wszędzie, nie tylko w Prasanthi Nilajam, ale we wszystkim i jako wszystko. Kiedyś powiedziałem chłopcom: "Od dawna przyzwyczailiście się spotykać Swamiego ubranego w pomarańczową szatę. Od czasu do czasu pojawiał się w białym stroju, w czerwonym, a nawet w zielonym, jak podczas święta Narodzin Kriszny. Wyglądał pięknie! Ale teraz Swami nałożył szatę uniwersalną". I mówię im, żeby z takim samym zapałem, z takim samym entuzjazmem z jakim oczekiwali na darszan Swamiego, szukali wewnętrznego Swamiego. Kiedy uzyskujemy taką determinację, odnajdujemy go w sercu i uświadamiamy sobie, że Sai jest tym, kim naprawdę jesteśmy. Nie jesteśmy ciałem, nie jesteśmy nazwiskiem, nie jesteśmy formą, nie jesteśmy naszym ego ani naszą osobowością. Jesteśmy samym Bogiem, który jest wszystkim i nie ma niczego poza Nim.

Radio Sai: Bardzo inspirujące słowa. Dziękuję panu za przyjazd do Puttaparthi i za tę rozmowę. Dziękuję i Sai Ram.

Dr Sola: Dziękuję. Sai Ram.

z Heart to Heart tłum. J.C., maj 2012


1 amerykański scenarzysta, reżyser i producent pochodzący z Indii
2 Dr Sola mówi o sobie i swojej żonie.
3 w Ramajanie, małpy stworzone przez Ramę; przypominały leśnych ludzi, były odważne i mogły zmieniać kształty.




SAI - dusza mojego życia i mojej muzyki

Rozmowa z Sumeet Tappoo

http://www.swiatlomilosci.com

Sumeet Tappoo jest gwiazdą na firmamencie indyjskiej lekkiej muzyki klasycznej. W 2006 r. wystąpił na prestiżowym festiwalu pieśni ghazal, nazywanym khazana (skarbem), gdzie śpiewał z legendarnymi indyjskimi muzykami, takimi jak Anup Jalota, Pankaj Udhas i Talat Aziz. Interesował się muzyką od dzieciństwa i zaczął występować w wieku siedmiu lat. Pierwszy album nagrał mając lat jedenaście. Pasjonuje się muzyką i koncertuje na całym świecie, do Stanów Zjednoczonych po Anglię i Australię. Nagrał kilka albumów z bhadżanami i niedawno zadebiutował w indyjskim przemyśle filmowym. Znany jest wszędzie jako pieśniarz, kompozytor i autor tekstów. Co ważniejsze, od wczesnych lat życia jest oddanym wielbicielem Bhagawana Baby. Miłość do Swamiego ma we krwi - jego rodzina czci Sai od trzech pokoleń. Urodził się na Fidżi, kształcił w Australii, a obecnie mieszka w Bombaju. Ale jak mówi, jego domem jest Puttaparthi.

Przedstawiamy zredagowaną rozmowę Sumeeta Tappoo z Bishy Prusty, zarejestrowaną 17 listopada 2011 r. dla serii audycji Radia Sai zatytułowanej "Schadzka z Boskością".

Radio Sai: Sumeet, witamy w studiu Radiu Sai.

Sumeet Tappoo: Dziękuję. Sai Ram.

Radio Sai: Przede wszystkim chciałbym ci pogratulować pełnego uczucia występu poprzedniego wieczoru (16 listopada 2011r.). Były tam pieśni poruszające najgłębsze struny mojej duszy. Jestem pewien, że to samo przeżywali inni wielbiciele, ponieważ dla większości z nas są one bardzo bliskie i rozumiemy wyrażane w nich uczucia. Doprawdy, to był piękny początek obchodów osiemdziesiątych szóstych urodzin Bhagawana. Czym było to doświadczenie dla ciebie?

Sumeet Tappoo: Dziękuję za miłe słowa. Od mahasamadhi Bhagawana trudno mi przyjeżdżać do Prasanthi Nilayam. Wielokrotnie bukowałem bilety, ale nie byłem w stanie wejść na pokład samolotu przylatującego tutaj z Bombaju. Każdy przeżywa własną podróż z Sai. Wiemy, że jest z nami, a mimo to nie możemy się pogodzić z jego fizyczną nieobecnością. Niedawno powiedziałem Bhagawanowi: "Swami, gdy przyjadę ponownie do Prasanthi, chciałbym zrobić coś specjalnego". Taka myśl przebiegła mi przez głowę, gdy patrzyłem na fotografię Swamiego. Przez wiele lat, od dzieciństwa, Puttaparthi było moim domem. Od 2003 r. przyjeżdżałem tu co miesiąc, chociaż mieszkam w Bombaju, gdzie pracuję jako muzyk. To mój dom, prawdziwy dom. Jakieś dwa miesiące temu, patrząc na zdjęcie Swamiego, powiedziałem: "Swami, chcę pojechać do domu". W ubiegłym tygodniu zadzwonił do mnie pan Srinivasan, przewodniczący Organizacji Służebnej Sri Sathya Sai na Indie i poprosił, żebym wystąpił 16 listopada. Uznałem, że to wezwanie od Swamiego. Występowałem podczas obchodów jego 85-tych urodzin, lecz wczoraj wieczorem miałem jeszcze większą tremę. Śpiewanie przy samadhi jest czymś zupełnie innym. Profesor Kumar wymienił moje nazwisko i nazwiska towarzyszących mi muzyków. Złożyliśmy kwiaty i weszliśmy na scenę. I nagle poczułem tę pewność siebie, tę energię, płynącą do mnie z krzesła Bhagawana i dającą mi siłę do występu. "Sai Baba bolo..." to bardzo emocjonalna pieśń - wzywamy w niej Sai, budzimy Go. Powiedziałem sobie: "Nie zaśpiewam jej, za bardzo mnie poruszy. Jeśli będę musiał ją zaśpiewać, zrobię to później". Rozpocząłem od modlitwy w telugu, którą skomponowałem na 85 urodziny Swamiego, mając na to jego błogosławieństwo. Później pomodliłem się do Niego krótko pieśnią w hindi. Wielbiciele w Sai Kulwant Hall śpiewali ją wraz ze mną. Nagle moje palce wzięły akord f-moll i zaintonowałem "Sai Baba bolo..." To było jak hipnoza, nie czułem upływu czasu! Dowiedziałem się dzisiaj rano, że mój występ trwał 70 minut! Piętnaście minut za długo! Przeprosiłem za to Swamiego, ponieważ Swami bardzo wysoko ceni dyscyplinę! Całkowicie się zagubiłem, ponieważ odczuwałem obecność Swamiego niewiarygodnie mocno! Oczywiście, był w tym element smutku, bo bardzo mi Go brakuje. Nie śpiewam już dla jego fizycznej formy. Ale wczoraj było niewiarygodnie. Nie mam pojęcia na ile mój występ był dobry technicznie!

Radio Sai: Najważniejszą rzeczą jest bhawa, uczucie. Wszyscy jesteśmy z nim związani.

Sumeet Tappoo: To łaska. Występowanie dla Niego, gdy był obecny w ciele, było zupełnie czymś innym! Nic nie zastąpi tamtych wspomnień! Pozostaną we mnie na zawsze. Występując przy samadhi, nie wiedziałem czego mam oczekiwać. Było to naprawdę piękne. Doświadczamy teraz Swamiego w zupełnie inny sposób. O mahasamadhi śpiewam dla wielbicieli na całym świecie. To wspaniałe podróże. Występowałem na wyspach Fidżi - ten koncert Swami pobłogosławił w moim śnie. Oznajmił: "W ciągu dwóch tygodni będziesz miał program! Zaśpiewasz dla Mnie. Od czasu, gdy opuściłem ciało fizyczne Moi wielbiciele na całym świecie ogromnie za Mną tęsknią. Muzyka zaspokoi to pragnienie i ten głód. Proszę wszystkich artystów obdarzonych talentem, żeby wykorzystali go w tym celu". To było zdumiewające, bezpośrednie przesłanie! Poświęciłem życie, żeby śpiewać na jego chwałę. I w dwa tygodnie później, 24 maja, dokładnie w miesiąc po tym jak Swami odrzucił swoją powłokę materialną, zaśpiewałem dla Niego! Nie planowałem tej daty, po prostu tak wyszło. Wiemy jednak, że nie istnieją zbiegi okoliczności. Odbyłem serię dziewięciu koncertów, a tamten przygotowała Organizacja Sathya Sai z Fidżi. Potem występowałem w Stanach Zjednoczonych, Londynie i Afryce Południowej. Tęsknota za Swamim jest zdumiewająca! Wielbiciele naprawdę odczuwają jego obecność na co dzień. Występowanie dla nich przynosi mi wiele inspiracji. Otrzymali dużo i rozumieją, że Swami nigdzie nie odszedł! Jest z nami! To niezwykłe. Przypomina mi to proces uzdrawiania! Byłem dla nich tylko katalizatorem, ale przy okazji sam zostałem uzdrowiony. Ich determinacja i energia wkładane w praktykowanie jego nauk i kontynuowanie jego misji są fenomenalne. Wczoraj tego doświadczyłem. Jestem w codziennym kontakcie z Puttaparthi, chcę wiedzieć o każdym tutejszym wydarzeniu, a wpływ Radia Sai na słuchaczy i czytelników jest niesamowity! Z serca do serca! Jestem pewien, że wszyscy pracujący tu ludzie dobrze wiedzą, że sewa wykonywana przez nich za pośrednictwem tego środka przekazu jest bajeczna! Dociera do milionów ludzi na całym świecie!



Radio Sai: To ciekawe, urodziny Swamiego wypadają w 10-tą rocznicę działalności Radia Sai.

Sumeet Tappoo: Tak, wiem o tym. Wszystko, co zrobił Bhagawan jest wspaniałe. To Radio jest również fantastyczne! Wywiera ogromy wpływ, dzięki niemu wielbiciele słuchają przesłania Sai, oglądają o nim filmy i zdjęcia, czytają o nim. To przemożny wpływ! Ja sam czepię stąd natchnienie. Każdego ranka słucham uważnie waszych audycji i wiem, co się dzieje - pomimo SMS-ów od mieszkających tu przyjaciół! Naprawdę, bardzo miło jest otrzymywać stąd zdjęcia! Wczoraj było niesamowicie! Dla mnie, śpiewanie dla Swamiego i serdeczna z nim rozmowa były czymś cudownym.

Swami powiedział, że muzyka jest środkiem przekazu. Tłumaczy to pewne moje doświadczenie. To było w 2006 r. Właśnie rozpocząłem karierę muzyczną. W 2003 r. Swami poprosił, żebym przeniósł się z Fidżi do Bombaju. Urodziłem się na Fidżi, a wykształcenie otrzymałem w Australii, tam studiowałem i uzyskałem dyplom z zarządzania. Potem wróciłem na Fidżi, żeby pracować w rodzinnym biznesie. Zawsze marzyłem, żeby nagrać dla Swamiego płytę. Gdy zbliżały się jego 78 urodziny, mój zespół, to znaczy Anup Jalota i ja, nagraliśmy album i nazwaliśmy go 'Sai Charanam' (Lotosowe stopy Sai). Wyprodukował go Sri Sathya Sai Trust w Maharasztrze, a wydała Times Music, największa firma muzyczna w Indiach. Kupiłem tę płytę, aby Swami ją pobłogosławił podczas Swoich urodzin. Jednak na kilka dni przed urodzinami Baba wezwał mnie do Siebie i zapytał: "Gdzie mieszkasz?". Odpowiedziałem: "Swami, pracuję na Fidżi w rodzinnym biznesie". Zdziwił się: "Bombaj shift nahin hua abhi?". - "Nie przeniosłeś się jeszcze do Bombaju?". Byłem ogłuszony! Odrzekłem: "Nie. Nie, Swami". A On powiedział: "W porządku, co trzymasz w ręku?". "Swami, płytę CD. Pragnę ją wydać na twoje urodziny". Zapytał: "Co to jest?" i spojrzał na okładkę. Spodobał mu się tytuł: 'Sai Charanam'. Po chwili powiedział: "Od dzisiaj będziesz siedział tutaj" i wskazał mi miejsce na werandzie. Było to 18 października 2003 r. Oznajmił to też panu Chakravarthy.

Radio Sai: Na werandzie...

Sumeet Tappoo: Tak, wyznaczył tam dla mnie miejsce. W tym czasie jeździł czerwonym samochodem. Gdy do niego wsiadał, a jego stopy wciąż pozostawały na zewnątrz, spojrzał na mnie i powiedział: "Eh! Tytuł twojego albumu!". Potem uniósł szatę i rzekł: "Sai Charanam!".

Radio Sai: Kapitalne!

Sumeet Tappoo: O mój Boże! Miałem łzy w oczach. Pochyliłem się i otrzymałem padanamaskar. To było niezwykłe doświadczenie. Ten tytuł go uszczęśliwił! Miał na twarzy promienny, niewiarygodny uśmiech. Wydaliśmy ten album na jego 78 urodziny, zanim został pokrojony tort. Tak rozpoczęła się moja nowa podróż ze Swamim. Pozwól, że wrócę jeszcze do incydentu z 2006 r. Od tamtego czasu minęły trzy lata i ciężko pracowałem. W Bombaju trudno jest się zaczepić.

Radio Sai: Z pewnością na twojej drodze pojawiały się frustrujące przeszkody.

Sumeet Tappoo: O, tak! Niewiarygodne przeszkody! Zostałem tutaj jedynie ze względu na słowa Swamiego. Oczywiście, mieszka tu także mój guru Sri Anup Jalota. W Bombaju przybysz musi udowodnić swoją wartość. Ludzie wciąż powtarzają: "Bollywood to ludzie, których znasz". Nie zgadzam się z tym. To łaska. Cokolwiek masz dostać, dostaniesz. Chodzi o wytrwałość i ciężką pracę. Wszystko zależy od tego, co włożyłeś i na ile jesteś dobry. Gwiazdy są gwiazdami ponieważ są znakomite! Tak było zawsze. Nie unikniemy przeszkód.

Radio Sai: Jak sobie z nimi radzisz?

Sumeet Tappoo: Nauki Bhagawana są potężne. Pozostawałem pod ich wpływem od dzieciństwa. Traktuję to jak błogosławieństwo. Rady, wskazówki i prowadzenie Swamiego stanowią moją siłę. On nas motywuje. Jest światłem przewodnim jedynego w swoim rodzaju przemysłu. Poradziłem sobie dzięki jego błogosławieństwu i łasce, jego słowom, zachętom i naukom. Swami nas testuje, jak gdyby nie istniało jutro. Oczywiście, gdy nas to spotyka, wołamy: "Swami, dlaczego mi to robisz?", "Dlaczego tak się stało?", itp. To prawdziwe egzaminy. Obecnie w przemyśle widoczne są dwie drogi - prawości i nieprawości. Z łaską Bhagawana wybieram drogę prawości. Pewnego dnia zapytałem: "Swami, skąd mam wiedzieć, co jest dobre, a co złe?". Powiedział: "To bardzo proste! Zanim podejmiesz decyzję, zanim coś pomyślisz, powiesz lub zrobisz, zastanów się przez sekundę: 'Czy Swami będzie szczęśliwy?'. Oto twoja odpowiedź!". To mój drogowskaz. Cokolwiek robię, pytam siebie: "Czy to uszczęśliwi Swamiego?". Odpowiedź płynie z serca. W ten sposób podchodzę do przeszkód i wyzwań stawianych mi przez życie.

Radio Sai: Wysłał cię do Bombaju, więc miał wobec ciebie plany i trzymał cię za rękę. Wróćmy zatem do opowieści o 2006 r.

Sumeet Tappoo: Bezwzględnie.

Radio Sai: Więc zróbmy to.

Sumeet Tappoo: Minęły trzy lata odkąd przeprowadziłem się do Bombaju. W styczniu 2006 r. zacząłem mieć problemy z gardłem. To nie była zwykła chrypka. Straciłem głos. Dla piosenkarza to katastrofa!

Radio Sai: Wiem!

Sumeet Tappoo: Trzeba dwóch miesięcy, żeby go odzyskać. Pod koniec stycznia mogłem śpiewać. Ale w następnym miesiącu cała historia powtórzyła się od nowa. Potem w marcu, w kwietniu i w maju! Co miesiąc przyjeżdżałem do Swamiego. Czasami mnie pytał: "Kaisa hai? - Jak się masz?". Mówiłem: "Theek hai. - Dobrze, Swami". Nigdy mu o tym nie wspomniałem! Uświadomiłem sobie wtedy, ile znaczy dla mnie muzyka i prawdziwie zrozumiałem jak wiele znaczy dla mnie głos. Był jak moja dusza. Bardzo cierpiałem nie mogąc śpiewać. Cierpienie wracało miesiąc po miesiącu. W lipcu miałem już tego dosyć!

Radio Sai: Nie śpiewałeś od czterech, pięciu miesięcy!

Sumeet Tappoo: Tak, odwołałem wszystkie sesje nagraniowe! Gdy próbowałem śpiewać, za każdym razem fałszowałem, z powodu chorego gardła. Żadnych koncertów, żadnych nagrań - niczego. Kompletne zero! Po prostu siedziałem w domu i starałem się odzyskać głos. Odzyskiwałem go przez dwa lub trzy tygodnie i potem przez tydzień wszystko było w porządku, więc mówiłem: "Dobrze, wracam do praktyki muzycznej, do praktyki na bardzo niskim poziomie". Lecz za chwilę znów wpadałem w dołek, bo byłem ponownie zachrypnięty. W moim pokoju jest fotografia Swamiego. W lipcu powiedziałem: "Swami, mam tego dosyć! Nie mogę tego dłużej znieść! Proszę, zrób coś!". Odmówiłem poranną modlitwę i wstałem. Brałem antybiotyki, próbowałem wszystkiego, ale nic mi nie pomagało! Dwudziestego dziewiątego lipca Swami przyszedł do mnie we śnie i powiedział: "Przyjedź 18 sierpnia do Puttaparthi". Następnego dnia obudziłem się bardzo szczęśliwy. Zadzwoniłem do biura podróży, zarezerwowałem bilet na poranny przelot z Bombaju do Bangalore. W czasie pierwszych dwóch tygodni sierpnia nic się nie zmieniło. Potem chrypa znikła i poczułem się dobrze. Przygotowywałem album, więc zadzwoniłem do dyrektora muzycznego i powiedziałem: "Deepak, z moim gardłem jest już OK. Zróbmy nagranie. Ale upewnij się, czy studio będzie wolne po 25 sierpnia. Pomiędzy osiemnastym a dwudziestym piątym będę nieobecny". Odpowiedział: "W porządku, zamówię studio po 25.". Oddzwonił piątego sierpnia i oznajmił: "Hej! Dobra nowina! Mamy studio od 16-go sierpnia rano do 25-tego". Odparłem: "W tym czasie nie mogę tego zrobić!" "Dlaczego?" "Ponieważ umówiłem się na spotkanie". "Czekam na ciebie od ośmiu miesięcy! Odwołaj wszystkie spotkania i nagraj ten album!". Zgodziłem się: "Dobrze, zrobię to". Spojrzałem na fotografię Swamiego i powiedziałem: "Swami, powiedziałeś, że praca jest wielbieniem, więc szesnastego zaczynamy nagrywać". Osiemnastego rankiem pomyślałem: "Ach! Swami mnie wezwał. Jestem jednak pewien, że zrozumie, że muszę pracować". Minął 19, 20, 21 i 22. Dwudziestego trzeciego nocą Swami ponownie odwiedził mnie we śnie. "Gdzie jesteś? Już od pięciu dni czekam na ciebie w Prasanthi Nilayam. Prosiłem, żebyś przyjechał 18-tego. Gdzie jesteś?" zapytał. Nie odpowiedziałem ani słowem. Zdarzyło się to tuż przed moim przebudzeniem. Tak więc rankiem 24-ego sierpnia siedziałem na łóżku kompletnie oszołomiony! Tkwiłem na nim jak posąg od 8:00 do 10:00 i nie wiedziałem, co zrobić. Nagrywałem w najlepszym studiu i niektóre terminy uzgadniano tam wiele miesięcy wcześniej! Nie uwierzycie, ale o 10:00 zadzwonił do mnie inżynier ze studia: "Sumeet, mamy problem! Zepsuł nam się mikser! Od ubiegłego wieczora starałem się go naprawić, ale nie wiem, co z nim jest. Próbowaliśmy go zresetować, lecz to nic nie dało. Musimy go odesłać do naprawy". Odpowiedziałem: "Wyślijcie go! W porządku!" Wiedziałem, kto to zrobił! Mógł to zrobić jedynie Swami! Potem zadzwonił Deepak: "Hej, przykro mi z tego powodu!". Odparłem: "W porządku, nie ma problemu". "Więc kiedy nagrywamy?". "Później, w sierpniu, we wrześniu, kiedykolwiek. Ważne, żeby mikser był w porządku". Następnego dnia rankiem wylądowałem w Bangalore. Pojechałem do Puttaparthi i dotarłem na południowy darszan. Swami wysiadał z samochodu. Wchodząc do pokoju interview skręcił na wyższej werandzie w lewo i spytał mnie: "Kab aaya - Kiedy przyjechałeś?". Odparłem: "Dzisiaj, Swami". Wszedł do pokoju interview, więc usiadłem. Drzwi otworzyły się minutę po 16:00. Był 25 sierpień 2006 r. Swami spojrzał na mnie i skinął. Otaczający Go ludzie dawali mi znaki, że Swami mnie prosi. Ale czułem się kompletnie zamrożony. Przysunąłem się w jego stronę na kolanach. Podszedł kilka kroków i zapytał: "Kiedy przyjechałeś?". Odpowiedziałem: "Dzisiaj, Swami". Swami przeszedł się i ponownie zapytał: "Kiedy przyjechałeś?". Odpowiedziałem: "Dzisiaj, Swami". "Jak twoje gardło?". "W porządku, Swami". Wtedy oznajmił: "Muzyka jest Bogiem. Bóg jest muzyką. Jestem muzyką. Dlatego jestem Bogiem". Byłem ogłuszony tymi słowami. I znów padło pytanie: "Jak twoje gardło?". "W porządku, Swami". "A co w Bombaju?". "Swami, wszystko w porządku". "Jak twoje gardło?". "Niezbyt dobrze". Potem rozmawiał ze mną o nagraniach. Na koniec chciał się dowiedzieć kiedy wyjeżdżam. Odparłem: "Swami, kiedy mi każesz wracać". Rozmawiał ze mną chwilę o innych sprawach i jeszcze raz spytał: "Jak twoje gardło?". Dotknąłem gardła i powiedziałem: "Swami, wcale nie jest z nim dobrze". Mam zdjęcie, które zrobiono nam w tym momencie. W następnej chwili Swami zakręcił dłonią i zmaterializował łańcuszek z medalionem. Założył mi go na szyję. Jest krótki. Byłem bardzo wzruszony. Pochyliłem się do jego stóp, a On powiedział: "Twoje urodziny są za sześć dni. To podarunek przed-urodzinowy".

Radio Sai: Kapitalne!

Sumeet Tappoo: Mam urodziny 31 sierpnia, a On powiedział, że to podarunek przed-urodzinowy! Usiadłem. Najbardziej zadziwiający z tego jest fakt, że od tamtej pory nigdy nie zabolało mnie gardło. Minęło już pięć i pół roku. Bombaj jest bardzo zanieczyszczonym miastem, dla piosenkarzy to prawdziwy koszmar! Ale ja już nie choruję na gardło! To niesamowite! To błogosławieństwo Swamiego. Tylko On mógł tego dokonać.

Radio Sai: Tylko On mógł poddać cię temu testowi i tylko On mógł cię z tego wyciągnąć!

Sumeet Tappoo: Tak. W 'Sathya Sai Chalisa' jest wers, który odnieśliśmy do Swamiego: "On jest wykonawcą, On jest przyczyną, On jest Tym, który przenosi nas przez ocean iluzji. Jest wszystkim!".

Radio Sai: A teraz, czy zechciałbyś nam powiedzieć, jak Swami wkroczył w twoje życie?

Sumeet Tappoo: Otrzymałem błogosławieństwo narodzin w rodzinie oddanej Sathya Sai. Stanowię jej trzecie pokolenie. Moją ciocią jest Kanta Baala, mieszkająca teraz w Puttaparthi. Zna Swamiego od lat 60-tych. Jak wiesz, Fidżi leży daleko od Indii. To niewielka, rajska wyspa na południowym Pacyfiku. W latach 60-tych ciocia dowiedziała się o Swamim i oznajmiła moim dziadkom, że przybył awatar. Od tego się wszystko zaczęło. Bardzo prosto. Nie przyjechali zobaczyć zwykłego swamiego, ale Boga narodzonego w ludzkim ciele. Tak! Mieli wtedy jedynie małe zdjęcie Bhagawana. Rdzenni mieszkańcy Fidżi posiadają włosy równie gęste jak Swami.

Radio Sai: Włosy afro.

Sumeet Tappoo: Tak, Swami wyglądał jak Fidżyjczyk. To ich dziwiło. Zastanawiali się, kim jest. A ona odpowiadała: "Mieszka w Indiach. Jest awatarem Śirdi Sai. Narodził się Bóg". Powiedziała to moim dziadkom, więc przyjechali tutaj pod koniec lat 60-tych. Było ich dziewięcioro - moi wujowie, ciocie i dziadkowie. W tamtych czasach, w późnych latach 60-tych i we wczesnych 70-tych, nikt nie słyszał o Puttaparthi. Żeby się tutaj dostać, trzeba było odbyć bardzo męczącą podróż. Gdy przyjechali, Swami był nieobecny, pojechał do Anantapur. Więc zatrzymali się na noc w Puttaparthi, nie wiedząc gdzie leży wspomniana miejscowość. Zaczęli wyrzucać cioci: "Gdzie myśmy przyjechali? Gdzieś ty nas przywiozła? To zapadła wieś! Nie sądzimy, że to, co przeczytałaś lub zobaczyłaś jest prawdą!". Potem zaczęli się modlić, a ciocia płakała. Swami odpowiedział im przez pewną panią, która wyjaśniła: "Jutro rano odjeżdża autobus do Anantapur". Wyruszyli tam wszyscy razem. Swami czekał na nich przed furtką!

Radio Sai: Czy to była czyjaś rezydencja?

Sumeet Tappoo: Nie, koledż w Anantapur. Zdaje się, że otwarto go w 1971 r.

Radio Sai: Tak, nowy budynek koledżu oddano do użytku w 1971 r.

Sumeet Tappoo: Na ich widok Swami powiedział: "Przyjechaliście z bardzo daleka i nic nie jedliście". Rzeczywiście, niczego nie jedli. Swami polecił: "Pehle petrol bhar lo pet mey ! - Najpierw musicie się najeść. Potem wróćcie spotkać się za Mną". Więc spotkali się ze Swamim później. Tak się rozpoczęła nasza podróż. Oczywiście, gdy ponownie znaleźli się na Fidżi, mój ojciec opowiedział o Swamim reszcie rodziny. Mama dowiedziała się o nim, gdy miała 14 lat! Zawsze gorąco pragnęła przyjechać tutaj i spotkać Sai Babę. Wciąż powtarzała: "On jest Bogiem!". Potem moi rodzice pobrali się i w dwa lata później wyruszyli do Indii. Zatrzymali się w Bangalore i spotkali z kimś, kto słyszał o Sai Babie. Do Puttaparthi dotarli o 6:30 rano. Swami przyszedł na darszan o 7:30 i zaprosił ich na audiencję! Mama była wtedy w trzecim miesiącu ciąży - rosłem w jej brzuchu. Swami powiedział do niej: "Będziesz miała chłopca". Urodziłem się w rodzinie Sai. Moim drugim imieniem, nadanym mi przez Swamiego, jest Sathyam. Moje pełne nazwisko brzmi Sumeet Sathyam Tappoo. Swami jest z nami nieustannie. Niewątpliwie łączy nas wszystkich. W grudniu 1989 r. przyjechałem do Puttaparthi na swój pierwszy darszan. Byłem bardzo młody i pamiętam jak bardzo chciałem zobaczyć Swamiego! Naprawdę chciałem Go zobaczyć, ponieważ dotychczas widywałem Go jedynie na fotografiach podczas zajęć Bal Vikas! Dotarliśmy do Puttaparthi i taksówka zatrzymała się przy murze. Nagle zaczęli biegać sewacy. Kierowca powiedział: "Wysiądźcie z samochodu, bo nadjeżdża Swami". W następnej chwili z gopuram wyjechał czerwony mercedes Swamiego. Swami popatrzył na mojego ojca i mamę, na moją siostrę i na mnie. Zwrócony w naszą stronę, uniósł dłoń w geście błogosławieństwa (abhajahaszta) - w minutę po naszym przybyciu do Prasanthi Nilayam! Zahipnotyzował mnie! A potem chyba zwariowałem, bo zacząłem płakać jak małe dziecko. Miałem 11 lat. Chowałem się za rodziców i za każdym, ponieważ płakałem podczas całego pobytu w Puttaparthi. Nie wiedziałem dlaczego płaczę - myślałem, że jest ze mną niedobrze! Poszedłem na popołudniowy darszan i usiadłem w trzecim rzędzie. Gorący piasek! Nie byłem na to przygotowany, to była przecież moja pierwsza podróż. Pociłem się z gorąca i płakałem. Swami wyszedł i mogłem na Niego popatrzeć. W tamtych czasach Sai Kulwant Hall jeszcze nie istniał. Na widok Bhagawana zakryłem dłonią oczy, żeby uchronić je od słońca - widziałem zmierzający w moją stronę niezwykły promień światła. Zawsze rozumiałem, że Swami jest Bogiem, a to było jak potwierdzenie: "Tak! On jest Bogiem!". Chodziło o sposób w jaki się poruszał i chodził. Bardzo chciałem z nim porozmawiać. "Swami, chcę z Tobą porozmawiać!", modliłem się w duchu i płakałem ukryty za innymi. "Dlaczego płaczę?", pytałem siebie. Podczas tego pierwszego darszanu Swami nie patrzył na nas. Byliśmy tam trzy dni. Spojrzał na mnie drugiego dnia i uśmiechnął się. To sprawiło, że ponownie się rozpłakałem. Nikomu nie powiedziałem o tym przeżyciu. Wywarło ono na mnie ogromny wpływ, ale nie wiedziałem jak to wyrazić. Jak dziecko może sobie poradzić z czymś takim? Zacząłem wątpić w siebie. Mówiłem: "Musi być ze mną naprawdę źle". Młodzież Swamiego często mnie pyta: "Skąd wziąłeś odwagę, żeby rozmawiać ze Swamim? Jak zdołałeś zgromadzić tyle doświadczeń?". Odpowiadam im: "Nie myślę, żebym zasługiwał na łaskę. Ale łaska Boga jest taka ogromna!". jego łaska jest pełna! Tylko ona mogła obdarzyć mnie taką możliwością! Muszę jednak wyznać, że ogromnie za nim tęskniłem. Takie niezwykłe pragnienie Boga sprawia, że Bóg nam odpowiada. Jeśli tęsknota płynie z serca, Bóg topnieje jak masło!

Wróciłem tu w 1992. Przeżywałem to samo. Widziałem grupy ludzi spieszących na audiencję, lecz wciąż nie mogłem z nim rozmawiać. Swami często na mnie spoglądał. Uśmiechał się, błogosławił mnie i wziął ode mnie listy.

Radio Sai: Przyjeżdżałeś co roku?

Sumeet Tappoo: Tak. Wziął ode mnie około 300 listów!

Radio Sai: Liczyłeś je!

Sumeet Tappoo: Tak, około 305-306 listów. Wszystkie liczyłem!

Potem, w 1997 r. przyjechał do Australii pan Magadeeshan. Jechał na Światową Konferencję Młodzieży. Studiowałem tam wtedy. Zapytał: "Synu, wybierasz się na Światową Konferencję Młodzieży?". Był jej koordynatorem i organizatorem. Odpowiedziałem: "Nie, wujku, nie wybieram się". Zdziwił się: "Nie bądź niemądry! Zarezerwuj bilety i przyjedź do Puttaparthi w lipcu". Odparłem: "Dobrze, przyjadę". Dwa lata wcześniej przeprowadziliśmy się do Australii. Chodziło o moje wykształcenie - o dwa ostatnie lata szkoły wyższej i o uniwersytet, na który wstąpiłem w 1997 r. Tata spytał lidera grupy czy zostały im jakieś wolne miejsca. "Nie, lista jest już zamknięta. Przykro mi, ale nie może pojechać z nami". To było w czerwcu, na miesiąc przed konferencją. Najpierw pomyślałem sobie: "Trudno, może Swami mnie tam nie chce". Potem jednak poczułem, że powinienem pojechać! Zadzwoniłem do organizatora konferencji: "Muszę tam być! Zrób coś!". Zapytałem ojca: "Czy mógłbym dołączyć do grupy z Fidżi?". Więc zadzwonił do osoby funkcyjnej z grupy Fidżi i dostał odpowiedź: "Oczywiście, ucieszymy się, jeśli z nami pojedzie". Przyłączyłem się do nich. To zmieniło moje życie! Do tamtej pory moje relacje ze Swamim były nieokreślone. Było w nich to, co ze sobą przyniosłem, coś w rodzaju uwarunkowanego myślenia. Ale ta podróż była z serca do serca! Na zajęciach Bal Vikas poznałem podstawy jego głębokich nauk, w domu śpiewaliśmy bhadżany. Pamiętam, że kiedy pierwszego dnia siedziałem na darszanie z grupą z Fidżi, Swami z radością przyglądał się młodym ludziom. Tamtego ranka wszedł i ruszył prosto do miejsca, gdzie siedzieliśmy. Był taki zadowolony! To było na dzień przed Światową Konferencją Młodzieży. Następnego dnia wygłosił dyskurs. Siedzieliśmy w czwartym rzędzie od frontu, delegaci otrzymali specjalne miejsca. Jego głos mnie hipnotyzował! Na koniec swojego wystąpienia zaśpiewał: "Hari bhadżan bina..." Nigdy przez całe swoje życie nie czułem takiej energii i takiego uczucia! Na samą myśl o tym mam łzy w oczach! Wszyscy śpiewali, oprócz mnie! Nie mogłem śpiewać. Płakałem! Śpiew Swamiego sprawiał, że poczułem się jak w niebie! Potem zaśpiewał kolejne pieśni: Prema mudita mana se kaho... oraz Satjam dźńanam anantam Bramha... na koniec przyjął arathi. Gdy wychodził z Sai Kulwant Hall, poczułem w sercu ból. "Swami! Wychodzisz! Proszę Cię, nie wychodź!". Od tej pory uczucie to towarzyszyło mi zawsze, gdy Swami był fizycznie obecny. Płakałem podczas arathi. Swami odchodził i mogłem już tylko widzieć jego plecy. To było bolesne. Tak rozpoczęła się moja podróż. W drodze powrotnej do Australii rozpierała mnie energia! Swami wziął ode mnie kilka listów i zapytał: "Skąd jesteś? Kiedy wyjeżdżasz?", itp. To było piękne, po prostu z nim rozmawiałem. Chciałem z nim zawsze rozmawiać. Wróciłem do domu i w siedem dni później moje życie uległo prawdziwej zmianie. Swami zaczął odwiedzać mnie we śnie, co najmniej trzy razy w tygodniu! W niektóre tygodnie odwiedzał mnie każdego dnia. Trwało to od 1997 r. do 2001, przez niemal pięć lat! Komentował każdy mój krok, każdą moją decyzję, wszystko co robiłem, każde wypowiedziane słowo. Mógł powiedzieć: "To zrobiłeś dobrze. Tamto zrobiłeś źle! Zrób to!". Prowadził i intensywnie uczył mnie we śnie! Potem, od 1998 r., przychodzi do mnie każdego niedzielnego poranka w dokładnie takim samym śnie. Zacząłem rozumieć cel życia. Opowiadał o moich poprzednich wcieleniach, wyjaśniał dlaczego się teraz urodziłem i jaką mam odegrać rolę. Mówił z szacunkiem o muzyce i stwierdził: "Urodziłeś się, żeby śpiewać na Moją chwałę!". Powiedział mi to bardzo, bardzo wyraźnie! Od tamtej pory nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

Radio Sai: Muzyka!

Sumeet Tappoo: Mam śpiewać o jego chwale. Zaczęło się kształtowanie mojego charakteru, przynosząc oczyszczenie. Bez wątpienia, nie zbliżyłem się do ideału, jakim powinienem zostać, zgodnie z jego oczekiwaniami. Dał mi przepiękne doświadczenie! Mówił o doradzaniu młodym ludziom pragnącym się pobrać i o zachowaniu w codziennym życiu.

Radio Sai: Może mógłbyś podzielić się z nami jedną lub dwiema ważnymi uwagami na ten temat, a potem zakończymy ten epizod. Niewątpliwie jest ich więcej.

Sumeet Tappoo: Oczywiście.

Radio Sai: Myślałem, że porozmawiamy trochę o muzyce i trochę o Swamim. Okazało się jednak, że powstał z tego prawdziwy satsang o Bhagawanie! To fantastyczne! Nikt nie wie jak Swami wpłynął na inne osoby! Każdy ma do opowiedzenia cały epos.

Sumeet Tappoo: Każdy ma własną drogę. Jeśli weźmiemy pod uwagę milion interview, będziemy mieli milion podróży!

Radio Sai: To prawda! Więc podziel się z nami jedną ważną rzeczą, przekazaną przez Swamiego młodym ludziom.

Sumeet Tappoo: Oczywiście. Swami opowiedział mi historię Ramy, mówił o ślubie Ramy i Sity. A potem przeniósł mnie na zupełnie inny plan. Zachowywał się jak Rama! Oczywiście, jest Ramą! Zaczął mówić: "Spojrzałem na Sitę, na jej ubranie... stała w ten sposób... coś się wydarzyło... doszło do tego małżeństwa... oto co czułem, gdy zobaczyłem Sitę po raz pierwszy...". Gdy opowiadał o Ramie, raz lub dwa wymknęło mu się "ja"! Przedstawiał życie Ramy w niezwykły sposób! A potem mówił o małżeństwie. To coś, co dzielę z wszystkimi młodymi ludźmi. Powiedział, że jeśli chcemy mieć dziewczynę, postarajmy się o błogosławieństwo rodziców i żeńmy się. Swami nie aprobuje krótkotrwałych związków. Musimy myśleć o celach długoterminowych i zawrzeć małżeństwo. Powiedział: "Współcześni młodzi ludzie nie przestrzegają tej zasady". Potem mnie zapytał: "Hej! Czy wyglądam na 75 lat?". Odparłem: "Nie, Swami!". "Na ile lat wyglądam?". "Swami, wyglądasz bardzo młodo. Promieniejesz". "Dlaczego?" "Swami, jesteś Bogiem?". "Ale dlaczego? Dlaczego wyglądam młodo?". Gdy Swami zadaje pytanie, należy milczeć. Nie wolno powiedzieć ani słowa, bo każde będzie niewłaściwe! Więc po prostu patrzyłem na Niego i uśmiechałem się. "Dlaczego?", zapytał ponownie. Wzruszyłem ramionami. Wtedy odpowiedział: "Czystość, cierpliwość, wytrwałość. Współczesna młodzież nie posiada ich. Istoty ludzkie już ich nie posiadają. Nie ma dzisiaj czystości, cierpliwości i wytrwałości". Potem zapytał: "Czym jest czystość? Czystość myśli, słów i uczynków. Każda myśl musi być przeznaczona dla Boga. Każde słowo musi być wypowiadane do Boga. Każdy czyn musi być wykonywany dla Boga. Czym jest cierpliwość? Dzisiaj każdy myśli w ten sposób: 'strzelasz palcami i masz!' To nieodpowiednie! Musicie być zawsze cierpliwi i uczyć się czekania. Nie ustawajcie w tym". Odnosiło się to także do mnie. "Działajcie czysto, mówcie czysto, miejcie cierpliwość, wytrwajcie w tym. To konieczne!".

Radio Sai: To istota przesłania Swamiego. Pamiętam, że powtórzył to również w dyskursie wygłoszonym na obchodach swoich 70-tych urodzin. Powiedział: "To tajemnica tego, kim jestem i jeśli wy również chcecie stać się Bogiem, to musicie się kierować tymi trzema wartościami - czystością, cierpliwością i wytrwałością".

Sumeet Tappoo: Dokładnie! "Musicie wytrwać, musicie myśleć o celu, nie możecie ani na chwilę zboczyć z drogi. Powinniście się na nim koncentrować". Próbowałem to praktykować, ale jeszcze mi nie wychodzi! Chciałbym żyć zgodnie z ideałem.

Radio Sai: To ideał, który Swami wskazał wszystkim młodym ludziom, a właściwie każdemu człowiekowi.

Sumeet Tappoo: Tak, oczywiście.

Radio Sai: Myślę, że na tym skończymy. Pamiętajmy o czystości, cierpliwości i wytrwałości, abyśmy mogli stać się chociażby małymi drobinkami Czystej Miłości, którą jest Swami. Resztę twoich wspomnień zostawmy na później. To był bardzo oświecający i poruszający satsang.

Sumeet Tappoo: Dzięki za zaproszenie. Ta rozmowa rozbudziła we mnie wiele wspomnień. Sai Ram.

Radio Sai: Sai Ram.

z "Heart to Heart" tłum. J.C.





W imieniu aniołów w zwierzęcej postaci...


http://www.theprasanthireporter.org/2012/12/on-behalf-of-animal-angels/
Prasanthi Reporter, 7 December 2012

Czy zwierzęta poprawiają jakość życia ludzi? Czy zwierzęta nie wkraczają w życie ludzi, przyjmując rolę aniołów? Zwierzęta stają się aniołami, gdy ludzkie serca kierują się ku nim z czystą, bezgraniczną miłością. Pani Mercini Sheratt dzieli się swoimi poglądami na temat "Aniołów w zwierzęcej formie", cytując Bhagawana.

"Dlaczego uważacie, że dzikie zwierzęta, drapieżniki i ptaki są złe? Każde zwierzę kieruje się swoją własną dharmą. Nie przekracza jej ani nie kwestionuje. Zwierzęta bardziej ze sobą współpracują i darzą się większą wzajemną miłością niż ludzie. Każde z nich należy oceniać z punktu widzenia tego, czym dysponuje i jakie ma możliwości. Życie człowieka może być lepsze, jeśli uczy się od zwierząt. Obecnie schodzi on nawet na niższy poziom. Gdy Bóg inkarnuje, jednym z jego zadań jest ochrona sadhu, istot o łagodnej, dobrej naturze. Pamiętajcie, wśród zwierząt jest bardzo wielu sadhu" ("Questions and Answers: Sai Baba and John Hislop" - in Peggy Mason's Magazine, Summer 1996).

Bhagawan Śri Sathya Sai Baba mówi nam: "Otrzymaliście to ludzkie ciało dzięki zasługom zgromadzonym w wielu żywotach, żyjąc jako istoty niższe (zwierzęta - ptaki, drapieżniki, gady, itd.)".

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jakie to były zasługi? Przede wszystkim pomyślcie o tysiącach koni, osłów i mułów pracujących w biednych krajach na całym świecie, zamęczonych na śmierć, cierpiących, zaniedbanych, zagłodzonych, bitych, bez których właściciele nie mogliby żyć tak, jak żyją, gdyż zwierzęta są im niezbędne do zarabiania na życie. Po drugie, są psy, które z miłością i starannością opiekują się niepełnosprawnymi, niesłyszącymi i ociemniałymi, koty, które pracują w ciszy jako uzdrawiacze w różnych miejscach oraz delfiny, które ratowały ludzi przed utonięciem i leczyły ich z depresji swoją bezgraniczną miłością - to tylko kilka przykładów!

Podpis pod zdjęciem: Pomagając ludziom zarabiać na życie

Są dosłownie setki niezwykłych, prawdziwych, wychodzących obecnie na jaw historii, które ukazują tak szlachetne czyny, obejmujące pełne miłości i często ratujące życie działania służebne, prowadzone przez naszych pozornie młodszych braci i siostry w zwierzęcej postaci. Działania te pokazują nam, co robią zwierzęta, aby służyć nie tylko nam, lecz także przedstawicielom swojego gatunku i innym zwierzętom. Podejmując taką służbę, wykazują o wiele wyższy poziom świadomości od tego, jaki przypisywano im przez wieki. W tej chwili wielu ludzi nie rozumie ani nie uznaje tego faktu. Jednak tak jak wzrasta nasza świadomość świata, na którym żyjemy, tak też akceptujemy fakt, że zwierzęta są najbardziej wrażliwymi istotami, a nie przedmiotami pozbawionymi uczuć, które można okrutnie wykorzystywać do własnych celów, jak działo się od wieków i wciąż teraz ma miejsce w jeszcze większym stopniu niż kiedykolwiek. Z tego powodu tak samo jak każdy inny, zwierzęta zasługują na naszą troskliwą dobroć i opiekę na drodze swojego rozwoju. Baba powiedział, że gdy kochamy zwierzę i opiekujemy się nimi, pomagamy wzrastać całemu stworzeniu, a jeśli nie możemy troszczyć się o zwierzę, wówczas powinniśmy dołożyć starań i karmić ptaki. Nasza pełna miłości relacja ze zwierzętami przyspiesza ich postęp ewolucyjny, tak jak awatar zwiększa tempo naszego rozwoju. Nawet zwierzęta odwzajemniają miłość.

Boskie błogosławieństwa dla ciebie...

"Jeśli wielbiciel z pokorą i czystością próbuje ofiarować sewę i premę moim stworzeniom, które potrzebują takiej bezinteresownej służby i najwyższej miłości; jeśli uważa wszystkie istoty za moje dzieci, za swoich ukochanych braci i siostry, za święte przejawienia mojej nieustannej obecności, wówczas wypełniając swoją rolę Sathya Sai przychodzę, aby pomagać, towarzyszyć i prowadzić tego jogina. Jestem zawsze blisko niego, aby wskazać mu drogę i obsypać miłością jego życie".

(Sathya Sai Baba)

Opisane poniżej prawdziwe historie pokazują niewielką część tego, co potrafią dusze w zwierzęcej formie. Pierwsza opowieść mówi o jednych z najmniej lubianych przez człowieka stworzeniach - szczurach! Mimo że szczury na ogół nie cieszą się popularnością, mają naprawdę swoją grupę miłośników. Dzieje się tak, ponieważ gdy zabiera się je z kanałów i zapewnia życie w czystym środowisku, gdzie otrzymują miłość, mogą stać się bardzo przyjemnymi, towarzyskimi i uczuciowymi stworzeniami. Bardzo inteligentne, potrafiły nawet "chichotać", łaskotane przez naukowców badających zachowanie zwierząt i wracały do nich po większą porcję drapania. Są zdolne nawet do tego, by zdobyć się na altruizm, czego dowodzi następująca historia.

Aby sprawdzić instynkt macierzyński, eksperyment laboratoryjny zmusił samice szczurów do przejścia przez podłączoną do prądu siatkę elektryczną, by zabrać swoje dzieci. Pomimo strachu i bólu wywołanego porażeniem prądem, małe samiczki szły po elektrycznej siatce, nawet jeśli zostały wiele razy porażone prądem. Niektóre z nich ratowały obce dzieci. Jedna samiczka przeniosła po siatce 58 szczurków, otrzymując przez cały czas elektrowstrząsy, zanim naukowcom zabrakło młodych, na których ją testowali (Stephanie Laland: Peaceful Kingdom - Random Acts of Kindness by Animals).

Napis nad zdjęciami: Żyjąc blisko ludzi

Kolejna historia pochodzi z brytyjskiego dziennika "Daily Mail" (wydanie z 20 czerwca 2002 r.). Opowiada ona, jak foka uratowała nieznajomego psa przed utonięciem w rzece Tees. Pan Hinds i jego synowie spacerowali nad rzeką, gdy zobaczyli mieszańca labradora i owczarka niemieckiego przechadzającego się brzegiem. Z głowy i z łapy leciała mu krew i skomlał. Gdy pan Hinds podszedł do niego, aby mu pomóc, pies wpadł w panikę i skoczył do rzeki. Prądy były tak silne, że pies walczył, aby utrzymać się na powierzchni i istniało niebezpieczeństwo, że utonie, kiedy ni stąd ni zowąd nadeszła pomoc od foki! Foka szybko podpłynęła do niego, okrążyła go, mocno pchnęła nosem w stronę brzegu i pies bezpiecznie się na nim znalazł. Następnie foka popłynęła na środek rzeki i zanim odpłynęła, czekała, aż pan Hinds podejdzie do psa. Nieoceniona ratowniczka!

W tym samym artykule pojawia się inna opowieść o kobiecie, Charlene Camburn, która wpadła w kłopoty, gdy straciła przytomność pływając u wybrzeża Lincolnshire w 1999 r. Pojawiło się przy niej 7 fok i okrążało ją przez dwie i pół godziny, dopóki nie dotarła do brzegu, delikatnie wypychając ją na powierzchnię za każdym razem, gdy wpadała pod wodę.

Następna opowieść została wydrukowana w indyjskiej gazecie. Poniżej możemy zobaczyć kolejnego anioła w zwierzęcej postaci - małpią matkę pomagającą napić się wody dwóm ociemniałym mężczyznom. Odkręciła kran, pozwoliła im się napić, później sama ugasiła pragnienie i zakręciła kran.

Napis nad zdjęciem po lewej stronie: Małpka o złotym sercu

Podpis pod zdjęciem: Praktykując Jego zasady

Baba polecił nam modlić się za naszych braci i siostry - zwierzęta, ponieważ poza ukochanymi zwierzakami domowymi, których jesteśmy właścicielami, mnóstwo innych zwierząt w wielu sytuacjach traktuje się z nieprawdopodobnym okrucieństwem. Nie mają one nic do powiedzenia i są wobec nas bezsilne.

"Upaniszady głoszą: Karunja parama thapa, co znaczy 'Współczucie dla wszystkich istot jest prawdziwą dyscypliną duchową'. Człowiek jest koroną stworzenia; jest najwyższą spośród istot żywych. Dlatego dźwiga wielką odpowiedzialność. Musi kochać inne żywe istoty, służyć im i je chronić, gdyż są to jego bliscy, których podstawą również jest boska zasada" (Sathya Sai Speaks, vol. 14, p. 182).

Samastha loka sukhino bhavantu

Samastha dżiwa sukhino bhavantu

Tłum. Dawid Kozioł




Doświadczanie boskości - od posiadającej formę do bezforemnej


http://theprasanthireporter.org/2012/04/3331/
Prasanthi Reporter, 23 April 2012

Dr Samuel Sandweiss, znane nazwisko we wspólnocie Sai, przedstawił swoje przemyślenia na temat wszechobecności Sai przemawiając na seminarium zatytułowanym "Doświadczanie boskości - od posiadającej formę do bezforemnej". Oto pełny zapis tego wystąpienia.

Najdroższy ukochany Swami, który jesteś wszechobecny i zawsze z nami, składam pranamy (pokłony) do twoich boskich, lotosowych stóp. Modlę się, by twoja miłość popłynęła wraz z tymi słowami, abyśmy dostąpili twojego darszanu.

Szanowni członkowie szacownych aszramów świętych Indii, czcigodni członkowie starszyzny, bracia i siostry! Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę być tu dzisiaj z wami - rodziną Swamiego świadomą jego obecności, odczuwającą jedność w jego miłości. Swami powiedział nam, że chociaż każdy z nas wygląda inaczej, to "Ja mówię ja, ty mówisz ja, on mówi ja, ona mówi ja - wydaje się, że wygląd fizyczny każdego człowieka jest inny, ale wszyscy jesteśmy jednym w doświadczaniu ja". Tak, wszyscy jesteśmy jednym w jaźni Sai!

To niezwykle pomyślny czas, ponieważ zastanawiamy się nad odejściem - odejściem czegoś, co się nie pojawia ani nie znika. Tym, co nas tu przywiodło, jest forma bez formy, światło, które rozpuszcza różnice i jednoczy nas w miłości.

Temat dzisiejszego seminarium daje mi możliwość podjęcia rozważań o wszechobecności Swamiego. Wszechobecność oznacza, że jest on zawsze z nami, zawsze nas prowadzi i chroni oraz że my możemy być z nim w jego różnych formach lub w postaci bezforemnej zawsze, gdy tylko zwrócimy się do niego. Swami może objawić się nam w dowolny sposób, zgodnie ze swą wolą.

Swami opuścił swe fizyczne ciało, lecz nadal jest z nami w wielu aspektach: w snach, wizjach, w postaci wibhuti, w swoich objawieniach i w naszym poczuciu jego obecności. W swej kosmicznej formie przejawia się we wszystkich istotach, a także w sposobach oddawania czci we wszystkich religiach i obrzędach na świecie. A jego aspekt bezforemny? W moim rozumieniu bezforemność to nieskończona cisza, odwieczny spokój, brak pragnień i przywiązań - czysta miłość, która jest wszystkim.

Swami dał nam to, czego uczeni szukali od lat - teorię obejmującą wszystko, zawierającą się w jego pozornie prostym stwierdzeniu o adwajcie, niedwoistości: Wszystko jest niczym, nic jest wszystkim. Według mnie to niepojęte stwierdzenie mówi, że nie istnieje żadne rozdzielenie - istnieje tylko jedno i to jedno obecne jest wszystkim; to jedno jest miłością. Miłość jest podstawą, przyczyną wszelkich przyczyn. Oto wgląd w istotę stworzenia i ścieżka wiodąca do spokoju.

Pewnego razu Swami opisał mi ten stan mówiąc: Wszystko wypływa z ciebie…, a następnie trzymając otwartą kieszonkę mojej koszulki dodał: …a gdy wszystko wypłynie, wskakuje tam Swami - i włożył palce do tej kieszonki.

Swami nie tylko zapewnia, że jest obecny zawsze, gdy się do niego zwracamy, ale także mówi nam, po co jest z nami - aby obudzić nas ze snu, z przywiązania do ciała fizycznego i do świata zmysłów, aby nasza świadomość wzniosła się w sferę jedności z nim. W sferę czystej miłości. Przybywa, aby pomóc nam uświadomić sobie, że:

Istnieje tylko ten, kto postrzega zarówno stan snu, jak i jawy. To jest Ja. Rozpoznaj to Ja i wiedz, że Ja jest tożsame z Bogiem.

Swami przychodzi pomóc nam odkryć prawdę, że jaźń jest Bogiem, zgodnie ze słowami bhadżanu:
Jestem Bogiem, jestem Bogiem, nie różnię się niczym od Boga. Jestem miłością. Jestem prawdą. Jestem odwiecznym spokojem. Jestem sat-ćit-ananda-swarupą.

Swami nie tylko mówi nam, dlaczego boskość jest w nas zarówno w tym, co posiada formę, jak i w tym, co bezforemne, ale także naucza, jak do niej dotrzeć.
Poznanie Ja (swej boskiej jaźni) można osiągnąć tylko drogą wzmożonej praktyki duchowej pozbawionej gniewu, zazdrości i chciwości.

Pozbywanie się gniewu, zazdrości i chciwości - oczyszczanie umysłu przez realizowanie dharmy - praktykowanie miłości, to najważniejsza dyscyplina duchowa uzewnętrzniająca naszą boską jaźń.

Kiedyś Swami zapytał mnie, czego pragnę. Odpowiedziałem: "Ciebie, Swami", nie wiedząc dokładnie, o co mnie pyta. Wiedziałem tylko, że przebywanie ze Swamim było dla mnie źródłem najwyższego szczęścia.

Weź mnie, jestem twój - powiedział Swami wyciągając ręce, jak gdyby chciał objąć wszechświat. - Ale kim jestem? Nie jestem tym ciałem: tymi uczuciami, myślami i tym umysłem. Nie jestem intelektem ani błogością. Więc kim jestem?.

Tak. Kim jestem? - oto pytanie stanowiące temat dzisiejszych rozważań.

Odpowiedzią na to pytanie jest wszechobecna miłość Swamiego. Kierując się do niego, praktykując jego przesłanie miłości i służby, zagłębiamy się w nim. Swami mówi: Kochaj wszystkich tak, jak kochasz mnie i wtedy uświadamiamy sobie, że odpowiedź na pytanie: "Kim jestem?" brzmi: So-ham, so-ham, so-ham - jestem nim, jestem nim, jestem nim.

Wszechobecność

Osobiście najintensywniej doświadczyłem wszechobecności Swamiego podczas wykonywania pracy dla niego. Na przykład, razem z moją żoną Sharon przez ponad 38 lat prowadziliśmy w naszym domu ośrodek Sai. Podejmowanie przez te wszystkie lata religijnych, edukacyjnych i służebnych działań ze względu na Swamiego wywarło ogromny wpływ na moje życie wewnętrzne. Rozwijanie tego rodzaju bliskiej relacji - utwierdzanie się w przekonaniu o obecności Swamiego w każdym działaniu w połączeniu z uwolnieniem się od skutków czynów i egoizmu, czyni tę więź bardzo osobistą. Jednego z moich przyjaciół tak bardzo ujęła miłość rozprzestrzeniana przez Swamiego, że przylgnął do jego stóp i błagał: "Swami, tak bardzo cię kocham! Pragnę, abyś został wyłącznie moim Swamim, tylko dla mnie". Swami odparł: Jestem tylko twoim Swamim. Jestem osobistym Swamim każdego.

Historia 1 - Swami jest wszechobecny, więc szukajcie go; odnajdźcie go wszędzie i w każdym i odkryjcie swoją prawdziwą jaźń.

Pewnego dnia, gdy byłem jeszcze młodym psychiatrą, wezwano mnie, abym obejrzał pacjenta na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego. Był to wychudzony, mizernie wyglądający człowiek w średnim wieku, którego zabrano z ulicy w stanie zaćmienia umysłu. Nie kąpał się od wielu dni, był niechlujnie ubrany, brudny i wydzielał okropny zapach. Co można zrobić z takim człowiekiem?
Ponad 70% powierzchni jego ciała, łącznie ze znaczą częścią uszu, powiek i rąk, pokrywały szpetne blizny po poważnym poparzeniu. W miejscu, w którym wcześniej na jego twarzy znajdował się nos, można było zobaczyć tylko dziurki.
Zastanawiałem się, jak może on znosić życie w takim ciele. Chciałem wyjść.
Wówczas przypomniałem sobie: "To musi być Swami". Pomyślałem, że gdyby Swami przyszedł do mnie, mógłby to zrobić w taki właśnie sposób, aby pokazać mi moją słabość - niezdolność dostrzegania go w każdym. "Mój Boże, to musi być Swami" - pomyślałem.
Nie tylko uważałem, że ta udręczona dusza to Swami, ale miałem także dziwne wewnętrzne uczucie, że ten człowiek jest Swamim. W jednej chwili doświadczyłem cudownej przemiany moich uczuć i myśli. Polubiłem tego człowieka! Chciałem być w jego obecności.
Spojrzałem mu głęboko w oczy, aby dowiedzieć się, czy ujrzę w nich spojrzenie Swamiego i uznałem, że je zobaczyłem. Popatrzyłem na jego niekształtne usta próbując dostrzec w nich uśmiech Swamiego i stwierdziłem, że go ujrzałem. Chciałem sprawić, żeby ten człowiek uśmiechnął się. Chciałem zrobić dla niego wszystko, co możliwe.
Rezultatem wspominania Swamiego było przypomnienie sobie jego nauk o satji, dharmie, śanti, premie i ahimsie. Pragnąłem, aby ten pacjent miał spokój. W żaden sposób nie chciałem go lekceważyć. Gdy codzienne przychodziłem, żeby go zobaczyć, czułem, że otrzymuję darszan Swamiego. Wspominanie Swamiego przemieniło mnie w moją prawdziwą jaźń.
Jak mogło dojść do tej transformacji? Gdy umysł kieruje się w stronę mistrza, to czy wówczas dostrajamy się tylko do pamięci o nim, czy do niezwykłej mocy istniejącej ponad umysłem, która może przeobrazić zniewolenie w wolność?

Ta historia o mocy płynącej ze wspominania mistrza nie musi świadczyć o naszym połączeniu z boską energią. Jednak osiągnięcia wielbicieli Swamiego, uwznioślonych jego miłością, są wielkie i wspaniałe. Ich ekspresja miłości to mocny dowód na to, że jesteśmy zharmonizowani z czymś wszechpotężnym i wykraczającym ponad umysł. Wszyscy wiemy o świątyniach leczenia świadczących darmową opiekę kardiologiczną, neurologiczną, ortopedyczną, okulistyczną itd. Wiemy, że 11 milionów ludzi z biednych, dotkniętych suszą regionów Indii otrzymuje codzienne za darmo czystą wodę do picia. Znamy wspaniały instytut Sri Sathya Sai Institute of Higher Learning, który zapewnia bezpłatną edukację tysiącom znakomitych studentów.

Instytucje miłości Swamiego rozkwitają nie tylko tutaj, w Indiach, lecz na całym świecie. Znamy nagradzane przedsięwzięcia, takie jak założona przez Victora Kanu w Afryce w Zambii "Miracle School" (Szkoła Cudów), gdzie dzieci będące chuliganami stały się wzorem pod względem charakteru i efektywności w nauce. Inne przykłady takiej działalności to medyczne obozy w Rosji i w innych krajach, grupy szybkiego reagowania wysyłane na tereny występowania klęsk żywiołowych, jak powodzie i trzęsienia ziemi, akcje rozdawania żywności i ubrań organizowane na całym świecie czy oparte na wartościach ludzkich programy edukacyjne powstające na całej kuli ziemskiej.

Swami zapewnia nas, że nasza więź z nim trwa ponad umysłem i ponad tym, co śmiertelne . To bezpośrednie połączenie z boskością poza czasem i śmiercią. Jesteśmy instrumentami jego miłości.

Boskość Swamiego najwyraźniej wyraża się w mądrości, jaką nas obdarza. W dyskursach i książkach Swami przybliża nam życie awatarów, Ramy, Kriszny i innych opowiadając o nich w pierwszej osobie. Wyjaśnia duchowe teksty, jak Gita, Mahabharata i Bhagawata w interesujących szczegółach i w nowym ujęciu, nie wspominając już o wspaniałych naukach zawartych w serii Wahini i wielu innych pozycjach. Wszystkie przynoszą niespotykaną klarowność zrozumienia i ujawniają boskość Swamiego.

Swami wyjaśnia większość ezoterycznych pojęć - czakry, kundalini, mantry, medytacja, pranajama, lecz najważniejszą praktyką duchową, jak mówi, jest cnota. To praktyka miłości podtrzymuje dharmę i przynosi wszystkim szczęście.

Swami tłumaczy, w jaki sposób dharma oczyszcza umysł i uwzniośla społeczeństwo. Najdrobniejsze nieczystości umysłu wychodzą na jaw, gdy działamy wspólnie służąc innym bez przywiązania do rezultatów naszych działań. Zwracając się ku wnętrzu rozpoznajemy, a następnie uwalniamy się od egoizmu, ego, żądzy, gniewu itd. Umysł dociera do serca, gdzie odnajduje miłość i błogość. To ścieżka prowadząca do doskonalenia kultury i do pokoju na świecie.

Obecnie wciąż dzieją się liczne cuda i wielu z nas, pracując w imię Swamiego, bezpośrednio "odczytuje" jego wskazówki. Osobiście najsilniej doświadczyłem jego wszechobecnego prowadzenia w następującym zdarzeniu, które zaczęło się 29 lat temu - i nadal trwa.

Historia 2 - Jest to opowieść o tym, jak Swami zawsze nas prowadzi i chroni, jak może się nam objawić w każdej chwili, w dowolny sposób, zgodnie ze swą wolą. Ukazał się nawet mnie, w San Diego w Kalifornii, 20 tysięcy km od miejsca, w którym znajdowała się jego fizyczna forma.

Na początkowym etapie naszej relacji Sai Baba powiedział mi, że przyjdzie do mnie podczas mojej praktyki psychiatrycznej. Myślałem, że być może umożliwi mi głębsze zrozumienie, jak to się dzieje, że wcielanie w życie cnót i wartości ma zdecydowanie większy wpływ na nasz rozwój emocjonalny niż tylko ogólne ich pojmowanie przez psychiatrię na Zachodzie.

Wkrótce potem, w 1983 r. wydarzyło się coś niezwykłego. Moja pacjentka z Kaukazu, młoda kobieta, która wcześniej nie posiadała żadnej wiedzy o sanskrycie i nie wiedziała nic o hinduizmie, nagle, ni z tego ni z owego, zaczęła mówić w tym języku!
Leczyłem Jackie przez około 10 lat, gdyż cierpiała na silne bóle głowy i ataki epilepsji. Potrzebowała wsparcia społecznego obejmującego wyżywienie i pomoc finansową. Pewnego dnia powiedziała mi, że gdy znajdowała się w stanie podobnym do snu, Sai Baba przyszedł do niej z przesłaniem w obcym języku. Na początku sądziłem, że to była jej wyobraźnia i próba zwrócenia mojej uwagi. Powiedziałem jej, żeby w przypadku powtórzenia się takiej wizyty zapamiętała obce słowa i telefonicznie nagrała na moją automatyczną sekretarkę.
Oniemiałem, gdy dwa dni później odsłuchałem automatyczną sekretarkę i usłyszałem moją młodą pacjentkę mówiącą w sanskrycie, jak gdyby była uczonym. Jakie było znaczenie tego zdarzenia wykraczającego poza możliwości pojmowania współczesnej nauki? Jackie powiedziała, że to Sai Baba ukazał się jej i przekazał wiadomości dla wyznawców.

Film 1 - Ten film przedstawia mnie po raz pierwszy odsłuchującego wiadomość z automatycznej sekretarki. Jesteśmy z Jackie w moim gabinecie. Jackie cierpi, a na jej twarzy wyraźnie widać zmęczenie. Już miałem przyjąć ją na oddział psychiatryczny, ale puściłem nagranie, żeby zobaczyć, co będzie potrafiła sobie przypomnieć.

Nie tylko zapamiętała sanskryt, ale także potrafiła zapisać tekst fonetycznie, a co jeszcze bardziej zaskakujące, przetłumaczyć go. W miarę rozwoju wydarzeń na jej zdjęciach, na jej ciele oraz w jej chrześcijańskiej Biblii zaczęło pojawiać się wibhuti i amrita. Wziąłem kamerę wideo i zacząłem nagrywać.
Po latach, gdy miałem czas zająć się materiałem wideo, student sanskrytu pomagał mi rozszyfrować nagrany przekaz. Jackie rozpoznała, że mówił to Swami oraz że nazywał siebie parabrahmanem - nieskończonym i nieśmiertelnym. Wnikliwe stwierdzenia z wedanty płynęły z ust upośledzonej umysłowo, prostodusznej pacjentki z Zachodu - lila najwyższej klasy! Niemal we wszystkich przekazach powtarzały się słowa: Niezależnie od tego, jaką formę postanowi przyjąć istota boska, stanie się taką formą. Swami dosłownie i w szczególny sposób pojawił się w mojej praktyce psychiatrii.

Film 2 - Swami określa siebie mianem parabrahmana oraz zarządcy naszej jadżni, aby zaprowadzić niebo na ziemi.

Poniżej znajdują się pochodzące z nagrania wideo fragmenty przetłumaczone z sanskrytu, opisujące różne formy Swamiego. Sądzę, że ten przekaz jest skierowany do wszystkich wielbicieli.

Wielbicielu, jestem nieskończonym, powstającym bez uderzenia dźwiękiem, anahataśabdą. Jestem Sai Babą.

Jestem Dewi Prakriti - energią elektryczną obecną w przejawionym wszechświecie.

Jestem daną - dobroczynnością nieśmiertelnej miłości.

Jestem Buddą światła.

Jestem Prawdą - nie ma religii wyższej niż prawda.

Jestem Sai Babą, waszym zarządcą naszej jadżni.

Jestem waszym dyrektorem do spraw osiągnięcia nieba na ziemi.


W pewnej chwili Jackie oznajmiła: "Powiedział mi, że jestem nim i że on jest mną. Nie wiem, co to znaczy, ale tak właśnie powiedział".
Gdy zapytałem Jackie, czy Sai Baba ją wyleczy, oświadczyła, że powiedział jej, iż nie przyszedł tutaj, aby wszystkich uzdrawiać. Sami musimy brać udział w leczeniu.
"Po co tu przybył?" - zapytałem.
"Przede wszystkim dla miłości" - odparła.
W miarę rozwoju sytuacji coraz wyraźniej odczuwałem, że ta biedna, cierpiąca pacjentka w jakiś sposób uzewnętrznia cierpienie Matki Ziemi, spowodowane naszym bezmyślnym, egoistycznym postępowaniem wyrządzającym wielką krzywdę.

Jaka jest w tym nasza rola? Musimy wziąć odpowiedzialność za leczenie, aby złagodzić cierpienie naszej Matki Ziemi.

Ważne jest, aby pamiętać, że porzucając egoizm i małostkowość dzięki mocy miłości, wraz ze Swamim bierzemy udział w świętej jadżni w celu zbudowania lepszego świata.

Dokąd stąd pójdziemy? Opisałem przypadek pacjentki mówiącej w sanskrycie jako konkretny przykład na istnienie Swamiego ponad czasem i przestrzenią oraz dlatego, że według mnie ma on znaczenie dla nauki i naszego pojmowania świadomości i miłości. Zachęcam wszystkich naukowców do podobnego opisywania własnych doświadczeń związanych z cudami miłości, a wszystkich braci i siostry do rozpowszechniania nauk miłości i prawdy - w zgodzie z lokalnymi zwyczajami i tradycjami oraz mając świadomość, że jesteśmy instrumentami naszego wspólnego nauczyciela miłości.

Możemy śpiewać rozmaite pieśni wywodzące się z różnych tradycji, tak jak robimy to dzisiaj w tym miejscu, z wyraźną wizją jedności w pozornej różnorodności. Ta jedność jest tożsama z miłością.
Swami opisywał chwałę wielkich duchowych osób pochodzących z różnych kultur.

Dżnianę, czyli najwyższą mądrość, można uzyskać za pośrednictwem starszych, którzy doświadczyli Absolutu. Służcie im i zaskarbiajcie sobie ich miłość. W ten sposób będziecie mogli zdobyć tę cenną dżnianę.

Tutaj Swami odnosi się do wszystkich wielkich nauczycieli, którzy doświadczyli Absolutu. Jego miłość nie jest ograniczona, lecz obejmuje wszystko i wszystkich. Doświadczanie boskości - od posiadającej formę do bezforemnej, to temat naszego seminarium, które służy doświadczaniu i wysławianiu wszechogarniającej miłości Swamiego łączącej nas w jedną rodzinę.

Osobiście bardzo tęsknię za fizycznym ciałem Swamiego. Wielu z nas samo wpatrywanie się w tę wspaniałą formę ukazywało wszystko, co obecne w stworzeniu i ponad tym, co stworzone, podobnie do tego, co matka Jaśoda ujrzała w ustach małego Kriszny. Brakuje mi jego osoby, jego uśmiechu. Wylewam łzy. Lecz wypełniając służbę, od czasu opuszczenia przez Swamiego fizycznego ciała odczuwam jego obecność nawet bardziej intensywnie. Znacznie łatwiej wizualizuję go z wykorzystaniem trzeciego oka, silniej odczuwam jego obecność, postrzegam go w formie światła, czuję jego bezpieczne prowadzenie w realizacji wysiłków na rzecz szerzenia jego przesłania miłości w formie pisemnej i przy pomocy materiałów wideo.

Postrzegam go w ludziach, z którymi podejmuję służbę, a także w nowych możliwościach, takich jak zaproszenie na to seminarium i przemawianie do was tutaj z okazji tak wspaniałego spotkania. Jednak jego łaskę dostrzegam przede wszystkim w tym, że pozwolił mi uwolnić się od strachu, niepokoju, cierpienia oraz od przeszkód na drodze do jego bezgranicznego spokoju.

Pewnego razu moja żona zapytała Swamiego, czy ocali świat. Odpowiedział jej: Half save, half seva - ratunek to jedna połowa, drugą jest sewa (miłość wyrażająca się w działaniu). Zatem mamy pracę do wykonania!

Kończąc ściskam was wszystkich i zwracam się do Swamiego:

Niech twoja chwała zajaśnieje w naszych sercach jak milion słońc rozpalając ogień naszej miłości -
Dopóki nie staniemy się z tobą tym samym,
Idźmy z twoją miłością w sercach,
Z twym imieniem na ustach,
Z twoją dłonią w naszej.
I ręka w rękę - half save, half seva
Przynośmy zaszczyt twemu świętemu imieniu
i roztaczajmy miłość na świat, aby:

Góry dźwięczały miłością
Nieba śpiewały miłość
Gwiazdy jaśniały miłością
Poeci tworzyli z miłością
I aby wszystkie istoty
We wszystkich światach były szczęśliwe
Samasta loka sukhino bhawantu.

Tłum. Dawid Kozioł, red. Ewa Serwańska




Rozszerzenie projektu wodnego na terenie Anantapur


Om Śri Sai Ram
Komunikat prasowy Śri Sathya Sai Central Trust
z 31 marca 2012 r.

Śri Sathya Sai Central Trust oferuje rozszerzenie projektu wodnego na terenie Anantapur.

http://www.srisathyasai.org.in/Pages/Announcements/CTPressRelease31Mar2012.html

Zarząd Śri Sathya Sai Central Trust (SSSCT) wystąpił o spotkanie z premierem Andhra Pradesh, panem Kiranem Kumarem Reddy, które doszło do skutku  31 marca 2012 r. Członkowie zarządu - p. S.V. Giri, p. V. Srinivasan, p. T.K.K. Bhagawat, p. S.S. Naganand i p. R.J. Rathnakar, zaprosili premiera na sobotę 31 marca 2012 r., na godz. 17:00. Premierowi towarzyszył p. R. Kondal Rao, emerytowany inżynier naczelny i doradca techniczny w rządzie Andhra Pradesh oraz p. A. Ramakrishna, były przewodniczący Wydziału Budownictwa  w spółce L & T.

Członkowie zarządu SSSCT zaproponowali rozszerzenie projektu wodnego na terenie dystryktu Anantapur, zapoczątkowanego przez SSSCT pod bezpośrednim kierownictwem Śri Sathya Sai Baby, o dodatkowe 118 miejscowości. Inwestycja ma objąć wszystkie miejscowości w starym dystrykcie Sathya Sai Taluk obejmującym trzy okręgi: Bukkapatnam, Kothacheruvu i Puttaparthi i umożliwić dostarczanie czystej wody pitnej dodatkowo stu tysiącom osób zamieszkującym te tereny. Koszty projektu, które w całości pokryje SSSCT, szacuje się na 75-80 krorów rupii (16 mln USD). Członkowie SSSCT zwrócili się do rządu Andhra Pradesh o zgodę na rozpoczęcie szczegółowego rozeznania wstępnego.

Warto przypomnieć, że projekt wodny na terenie dystryktu Anantapur podjęty w 1994 r. przez Śri Sathya Sai Babę i sfinansowany przez SSSCT obejmował 731 wiosek. W ślad za nim sfinalizowano podobne projekty w dystryktach Medak i Mahbubnagar (listopad 2000), w Czennaju (kwiecień 2002) oraz na terenach wschodniego i zachodniego dorzecza Godawari (maj 2006). Wszystkie one zostały sfinansowane przez SSSCT, a ich całkowity koszt przekraczał 650 krorów rupii (130 mln USD). Inwestycje te zostały później przekazane właściwym rządom w celu późniejszej eksploatacji i konserwacji.

Premier wysłuchał propozycji i wyraził uznanie dla inicjatywy podjętej przez SSSCT oraz obiecał wszelkie wsparcie ze strony rządu.

Koordynator ds. mediów
Śri Sathya Sai Central Trust
Prasanthi Nilajam

Tłum.: Ewa Serwańska




Najważniejsza jest przemiana serca -

dr Sara Pavan

źródło: http://media.radiosai.org/journals/vol_10/01MAR12/03_sara_pavan.htm

Urodzony na Malajach (obecnie Malezja) w 1938 r. i wykształcony na Cejlonie (obecnie Sri Lanka), dr Sara Pavan w 1962 r. ukończył Uniwersytet Cejloński z tytułem licencjata w zakresie medycyny i chirurgii. Gdy w 1965 r. ożenił się z dr Devi, zaczął życie ucząc się, podróżując i poszerzając swoje horyzonty - na początku udał się do Singapuru. W styczniu 1969 r. w Anglii uzyskał specjalizację w dziedzinie anestezjologii. Razem z żoną mieszkał w kilku krajach, w tym w Nowej Zelandii i w Australii.

Państwo Pavanowie byli wielbicielami Swamiego od 1980 r. i aktywnie pracowali na rzecz Organizacji Sai w Australii. Dr Pavan przez 10 lat był redaktorem naczelnym kwartalnika "Australian Sai Newsletter" od momentu jego powstania. W 1993 r. małżeństwo przeprowadziło się do Prasanthi Nilajam i od tego czasu świadczy służbę w szpitalach Swamiego.


W grudniu 1982 r. Bhagawan Baba zatwierdził plan zorganizowania pierwszego w historii Międzynarodowego Zjazdu Sai. Na miejsce spotkania Swami wybrał Rzym, mówiąc: "Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu". Był to także początek trzyletniego okresu prowadzącego do 60. urodzin Bhagawana, kolejnego etapu rozwoju i rozszerzenia Jego boskiej misji.

Program ograniczania pragnień ("Ceiling on Desires") był ważnym zwiastunem 60. urodzin Bhagawana. Szerzyły się pogłoski, że po tym przełomowym wydarzeniu Bhagawan Baba stanie się niedostępny dla wielbicieli, a tłumy będą tak wielkie, że być może trzeba będzie cieszyć się, patrząc nań jak na czerwony punkcik z pewnej odległości!

Zdjęcie
(Podpis pod zdjęciem: Dr Sara Pavan z Bhagawanem w Sai Kulwant Hall w Prasanthi Nilajam)

"Swamiego interesuje tylko serce człowieka" - Baba

W grudniu 1982 r. na skutek tych pogłosek dr John Hislop poprosił Bhagawana o wyjaśnienie, czy zamierza być mniej dostępny dla swoich wielbicieli. Wyraził również obawę co do tego, w jaki sposób większość ludzi na świecie rozpozna boskość Bhagawana i podąży jego śladem, zanim opuści on swoje fizyczne ciało, skoro najważniejsi ludzie w jego Organizacji nie są dobrze znanymi postaciami na świecie. W październiku 1983 r. w Australian Sai Newsletter opublikowałem zapis tej rozmowy między dr Hislopem a Bhagawanem. Brzmi ona następująco:

Dr Hislop: Swami, krążą pogłoski, że Swami będzie oddalał się od wielbicieli po 60. urodzinach. Czy to prawda?

Baba: Nie. To nieprawda, Hislop. W istocie, Swami będzie zbliżał się do swoich wielbicieli. Jednak na świecie zajdą poważne zmiany. Nawet wielbiciele zmierzą się z trudnościami. Będzie to jak silny wiatr rozwiewający plewy i pozostawiający tylko ziarno. Ci z niezachwianą wiarą zostaną blisko mnie. Dodam siły umysłowi i intelektowi tych, którzy są mi oddani.

Dr Hislop: Swami, powiedziałeś, że ponad 2/3 ludzi na ziemi uświadomi sobie twoją boskość, zanim opuścisz swoje ciało. Jednak nie widzimy rosnącej liczby nowych wielbicieli przybywających zobaczyć Swamiego. Jak to możliwe, zwłaszcza gdy misją Swamiego nie kierują jak dotąd ludzie o światowej pozycji?

Baba: Swamiego zupełnie nie interesują ludzie o znaczącej pozycji na świecie. Swami troszczy się tylko o serce człowieka. Nie dręcz się tą myślą. W odpowiednim czasie ludzie zajmujący wysokie stanowiska na świecie zgłoszą się, aby służyć Swamiemu.


Powyższa rozmowa między Bhagawanem a jednym z jego najbliższych wielbicieli, która miała miejsce ponad 25 lat temu, z perspektywy czasu jest bardzo istotna. Możemy zobaczyć na własne oczy ogromny rozkwit misji Sai, który od tamtego czasu odbywał się na skalę światową.

Zdjęcie
(Popis pod zdjęciem: dr John Hislop z Bhagawanem)

Puttaparthi - od skromnej wioski do duchowego centrum świata

Gdy toczyła się ta rozmowa, Puttaparthi było wówczas małą wioską w odległej części Indii. Któż wtedy uwierzyłby, że w tej niewielkiej wsi super-specjalistyczny szpital, wyposażony w najnowocześniejszą technologię, będzie świadczył bezpłatne usługi dla tysięcy ubogich, że powstanie lotnisko, gdzie będą lądowały i startowały odrzutowce lub że w tak krótkim czasie zostanie zrealizowany taki ogromny projekt dostarczenia wody pitnej do regionu Rajalasima.

Później oczywiście projekt wodny objął swoim zasięgiem kilka innych części stanu, a nawet inne stany - było to przedsięwzięcie, którego nigdy nie odważył się zrealizować żaden rząd. To pierwsza na całym świecie tego rodzaju inicjatywa podjęta przez organizację pozarządową.

Prasanthi Nilajam rozrosło się ogromnie ze swoimi nowoczesnymi budowlami, co sprawiło, że wygląda teraz jak miasto. Budynki mieszkalne i usługowe rozprzestrzeniły się, zmieniając niewielką wieś Puttaparthi , nie tylko w miasto widoczne na mapie świata, ale także w międzynarodowe miasto duchowe.

Wiele indyjskich i międzynarodowych programów kulturalnych weszło obecnie do kalendarza wydarzeń w Prasanthi, łącznie z obchodami Chińskiego Nowego Roku - święta najliczniejszej rasy na świecie! A najważniejsze, że zbierają się tu ludzie z niemal każdego kraju na świecie. Tylko dzięki Jego woli Prasanthi Nilajam zdobyło pozycję potencjalnej siedziby pierwszej na świecie "Duchowej Organizacji Narodów Zjednoczonych" w tak małej miejscowości, jak Puttaparthi!

Zdjęcie
(Podpis pod zdjęciem: Prasanthi Nilajam - siedziba "Duchowej Organizacji Narodów Zjednoczonych")

Gdy awatar zstępuje, zaczyna panować pokój

W świetle obecnej sytuacji na świecie - upadku i konfliktów, rasizmu, nietolerancji religijnej i fanatyzmu, terroryzmu, lokalnych i międzynarodowych rozwiązań siłowych - tworzą się podziały. Pojawienie się awatara, jego uniwersalnego przesłania miłości i pokoju, jest jak chłodna bryza w upalny dzień. Jego obecność na ziemi dała promyk nadziei milionom ludzi ze wszystkich odległych zakątków globu. Światowi przywódcy również zaczynają przyznawać się do niepowodzeń w utrzymaniu pokoju na świecie za pomocą świeckich, czyli materialnych sposobów, za pośrednictwem międzynarodowych instytucji takich jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, której nawet mimo ponad 50 lat działalności nie udało się ustanowić trwałego pokoju. Niewątpliwie wielka praca wykonana przez ONZ pomogła zbudować pomosty między narodami w celu kontynuowania dialogu między nimi, jednak bez duchowej podstawy i braterskiej postawy nie można znaleźć skutecznego lekarstwa na choroby światowych społeczności.

Niektórzy światowi przywódcy otwierają się na opcję duchową i są bardziej skłonni zastanowić się nad czymś innym. Najważniejszą sprawą jest przemiana serca. Przejawia się w to w ogromnych zmianach, które ostatnio zaszły - upadek komunizmu, koniec zimnej wojny i apartheidu w Południowej Afryce, itd.

Jedynie te przełomowe zmiany rozładowały ogólnoświatowe napięcie w minionych 20. latach. Państwa bloku wschodniego i sprzymierzone kraje Zachodu w okresie powojennym zaopatrzyły się we wszelki śmiercionośny arsenał jądrowy i podzieliły świat na dwa obozy mając tylko jeden cel - wzajemne unicestwienie. Kto mógłby doprowadzić do przemiany serca?

Nie możemy określić żadnej doczesnej przyczyny, nie mówiąc już o znalezieniu jednego człowieka, stojącego za takimi ważnymi zmianami. Nawet najbardziej niegodziwi ludzie mają serca, które ożywiają się od blasku światła. Siły ciemności muszą zostać pokonane. Źródłem tego światła, które spowija cały świat, jest obecność awatara. Przyjaciele lub wrogowie, grzesznicy lub święci, mieszkańcy Wschodu lub Zachodu - wszyscy mimowolnie topnieją od ciepła tego promieniowania. Nie ma znaczenia, czy świat je rozpozna czy nie. Ono wciąż będzie występowało, niezależnie od tego, w co postanowi wierzyć świat. Swami nigdy nie odnosił się w ten sposób do komunistów. Nazywał ich tymi, którzy przyjdą do niego później.
1

Niedawno 60 najwyższych rangą byłych wojskowych - generałów, admirałów i brygadierów z 17 krajów, w tym Stany Zjednoczone, Rosja i Wielką Brytania, zwróciło się z następującym apelem: "My, zawodowi wojskowi, jesteśmy przekonani, że ciągła obecność broni jądrowej w arsenałach mocarstw atomowych i nieustanna groźba zdobycia jej przez inne kraje stanowi zagrożenie dla światowego pokoju i bezpieczeństwa oraz dla bezpieczeństwa i życia ludzi. Za ostateczną likwidację arsenałów musi wziąć wspólną odpowiedzialność pięć głównych mocarstw atomowych - Wielka Brytania, Chiny, Rosja, Francja i Stany Zjednoczone".

Oto kolejny przykład transformacji serca niektórych zatwardziałych przywódców wojskowych. A Indie, największa demokracja na świecie, mają dużo do zaoferowania w kwestii ustanawiania pokoju na świecie.

Nasz ukochany Bhagawan zapewnił ludzkość, że na świecie nie będzie żadnej wojny atomowej, a nawet że głowice jądrowe "rozpłyną się w rękach" tych, którzy spróbują je uwolnić! Tak więc osłaniając świat swoim "ochronnym boskim parasolem" przed każdym szaleńcem przyciskającym guzik odpalający broń jądrową, awatar nieustannie dokonuje przemiany tych, którzy są ogarnięci siłami ciemności. Stopniowo przeprowadza prawdziwą i trwałą transformację milionów jednostek, gwarantując tym samym nie tylko przetrwanie samej planecie, ale także pomagając ludziom pozbyć się karmy.

Swami mówił wielokrotnie, że jego sposoby działania wykraczają poza zdolność postrzegania człowieka i jego ograniczoną inteligencję. To oczywiste, że nie ma "szybkiego rozwiązania" dla naszych wieloletnich problemów, szczególnie wtedy, gdy jest góra karmy do oczyszczenia.

Rozwiązaniem wszelkich problemów na świecie jest poszukiwanie źródła ducha w swoim wnętrzu

Musimy udać się do obecnego w naszym wnętrzu źródła ducha, bez którego nie możemy wyrazić naszych braterskich uczuć ani wprowadzić wiecznego spokoju i harmonii. Każdy rząd może ustanowić prawo, a każda światowa organizacja, jak ONZ, może przyjąć rezolucję dotyczącą równości i wolności. Nienaturalne jest zrównanie ludzi pod względem statusu materialnego i tworzenie równych szans. Jednak wszyscy są jednym w Duchu i tylko on jest źródłem braterstwa, które jest bezwarunkowe i wolne od czynników zewnętrznych. W tym miejscu stosowne jest zacytowanie listu Swamiego, napisanego odręcznie do studentów w latach 70., opublikowanego w zbiorze listów w książce zatytułowanej "Prema Dhara":

"Jedynie dzięki życiu w świadomości Boga możemy osiągnąć prawdziwy pokój na świecie. Bez wątpienia wielcy przywódcy tego świata niestrudzenie podejmują wysiłki na rzecz pokoju i harmonii, jednak Sai nie dostrzega żadnych oznak ich sukcesu. Jedynym sposobem jest zwrócenie się ku wnętrzu. Tylko tam można znaleźć odwieczne boskie źródło, jedyny i niezniszczalny fundament prawdziwego pokoju i szczęścia. Tym fundamentem jest Bóg - wszechobecny duch zamieszkujący serca wszystkich ludzi".2

-Baba

Etapy dynamicznego rozwoju misji Sai

Kilka lat poprzedzających rok 2000, jego 75. urodziny, to był okres niebywałego przyśpieszenia zdarzeń związanych z misją awatara. Swami mówił wielokrotnie, że nikt nie może mu przeszkodzić; że jego zadaniem jest wybawienie całej ludzkości przez miłość w celu ustanowienia trwałego pokoju - królestwa nieba na ziemi.

W swoim przesłaniu z okazji 65. urodzin Bhagawan oznajmił: "Zasiane ziarno jest gotowe do zbioru, potem nastąpi ogromny przesiew". Baba powiedział grupie studentów, że jego misja jest porównywalna do startującego samolotu. Po swoich 70. urodzinach przyrównał swoją misję do samolotu poruszającego się wzdłuż drogi kołowania od terminala do głównego pasa startowego. Od tej chwili samolot rozpędzał się na pasie startowym, by wystartować w 75. urodziny. Powszechnie uważa się, że na zakończenie każdego millenium zachodzą poważne, globalne zmiany i nie jest zaskoczeniem, że 75. urodziny Bhagawana zbiegły się z zakończeniem drugiego tysiąclecia!

Patrząc na bieżące wydarzenia, niektórzy mogą sądzić, że misja, którą głosił Swami, jest obecnie wypełniana z trudem. Bądźmy ostrożni przyjmując takie rozumowanie. Przynajmniej przyznajmy, że nie jesteśmy na tyle błyskotliwi, aby zrozumieć sekretne sposoby działania Boga, niezależnie od tego, za jak bardzo mądrych się uważamy.

Dobrze jest pamiętać, że wszelkie zjawiska naturalne nie podlegają równomiernym zmianom. Występują zgodnie ze wskaźnikiem zależności, czyli krzywą, na której zmiany zachodzą proporcjonalnie do ich wielkości. Jest to rodzaj proporcji geometrycznej. Dlatego możemy przewidzieć gwałtowne zmiany w nas i wokół nas wskutek tej wielkiej boskiej pracy, polegającej na odbudowie, która już osiągnęła największe tempo. Przyczyną zamieszania jest to, że za bardzo patrzymy na zewnątrz i widzimy wiele "pozornie dobrych" przedmiotów materialnych rozpadających się w tej chwili wokół nas. Jednak prawda jest taka, że prawdziwego i trwałego działania, dla wypełnienia którego Bóg zstąpił na ziemię, nie można zrealizować bez zniszczenia fałszywych, nierzeczywistych i chwiejnych przedmiotów, wśród których wiele nie zostało ukończonych. Jego misja nie może upaść.

Kontakt Swamiego z wieloma tysiącami swoich znanych i nieznanych nam narzędzi, nie jest połączeniem ziemskiego typu. Jego boska moc przekracza naszą zdolność pojmowania, a jego sposoby komunikowania wykraczają poza ludzkie rozumowanie. Dawno temu Swami powiedział bliskiemu wielbicielowi: "Im bliżej mnie jesteś, tym dalej będę od ciebie fizycznie!". To jeden z jego znaków. Swami mówi: "Gdy jestem blisko ciebie na planie duchowym, będę bardzo daleko od ciebie na planie fizycznym, ponieważ rozpoznałeś moją prawdziwą naturę. Właśnie w tym celu przybyłem! Moim głównym celem jest obudzenie wewnętrznego guru. Nie ma go na zewnątrz. Misja zaczyna się od zewnętrznego guru, ale to zewnętrzny guru prowadzi cię do wewnętrznego guru".

Taki jest cel misji Swamiego! Być guru jest jego obowiązkiem, aby doprowadzić nas do tego celu. W przeciwnym razie nie jest prawdziwym guru. Nie przyszedł, aby obdarzyć nas materialnymi przedmiotami! Ofiarował nam to wszystko, ponieważ nie jesteśmy jeszcze przygotowani na to, co naprawdę chce nam dać. Mamy wyjątkowe szczęście nie tylko znać Swamiego, jego przesłanie i misję, ale także być na pokładzie tej misji, aby ocalić jego flagowy okręt - ziemię, być jego współpracownikami, aby brać czynny udział w tym najbardziej poruszającym wewnętrznie okresie w historii ludzkości - idąc i pracując ręka w ręke z Bogiem, niosąc trwały pokój i dobrobyt na całej planecie. Nie zapominajmy również, że Swami gorąco pragnął, aby te wydarzenia miały miejsce w czasie jego trzech kolejnych inkarnacji - Śirdi Sai, Sathya Sai i Prema Sai - obejmujących prawie trzy wieki. Bądźmy cierpliwi i ufajmy jego decyzji.

Miłość - nasze jedyne schronienie

Podróżujemy przez czas i przestrzeń na pokładzie pięknego gwiezdnego statku - Ziemi. Jawi się ona jak lśniący diament na tle ciemnobłękitnej, nieskończonej przestrzeni. To jedyny "statek kosmiczny" wiozący cenny ładunek ludzkiego życia w takiej przejawionej formie, która nie występuje nigdzie indziej we wszechświecie. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć wielkości stanu zagrożenia, do jakiego doprowadziliśmy naszą Matkę Ziemię. Problem jest zbyt rozległy, abyśmy się z nim zapoznali, gdyż nasze ciasne umysły wypełnia ignorancja i egoizm.

Ilustracja: (Wewnętrzny guru: "Gdy jestem blisko ciebie na planie duchowym, będę bardzo daleko od ciebie na planie fizycznym, ponieważ rozpoznałeś moją prawdziwą naturę. Właśnie dlatego przybyłem! Moim głównym celem jest obudzenie wewnętrznego guru. Nie ma go na zewnątrz. Misja zaczyna się od zewnętrznego guru, lecz zewnętrzny guru prowadzi cię do wewnętrznego guru")

Wyobraź sobie tysiąc ludzi ze wszystkich krajów, religii, kultur, warstw społecznych itd., którzy znajdują się na pokładzie statku wycieczkowego na Pacyfiku. Statek zaczął przeciekać z powodu pękniętego kadłuba, a napływającą wodę trzeba wybierać ręcznie przez całą dobę. Kapitan powiedział, że jest to jedynie wyjście, aby nie utonąć. Nawet najbogatszy magnat z górnego pokładu, podróżujący w luksusowym apartamencie, zabierze się energicznie do pracy i będzie robił wszystko, aby pomóc utrzymać się na powierzchni. Dlaczego? Ponieważ ma to na niego bezpośredni wpływ. Wie, że w chwili śmierci straci wszystko.

Podobnie miłość jest jedynym działaniem niosącym ratunek na tym świecie, który ulega podziałom na każde rzucone hasło. Konieczne jest uświadomienie sobie faktu, że w istocie jesteśmy jednym i razem utrzymamy się na powierzchni. Wszystko to, co wysoko sobie cenimy - obecną religię, nację, kulturę itd., stanie się zaledwie drugorzędne w stosunku do samego naszego przeżycia dzięki jedności - świadomości, że jesteśmy "jedną rodziną". Jeśli zniszczymy więzy rodzinne ludzkości przez wszelkiego rodzaju rozłamy, wszystko to, co chcieliśmy pielęgnować, także zostanie zniszczone. Każdy podział, czyli rozbicie ludzkości, z jakiegokolwiek powodu, oznacza zdradę wobec Boga - Prawdy.

Jest tylko jedna kasta, kasta ludzkości.
Jest tylko jedna religia, religia miłości.

Baba

(D.K.)
_______________________________________
1 - w jęz. ang. gra słów: communist - "come-you-next"
2 - "Rzeka miłości" (Prema Dhara): fragmenty listów, wierszy oraz wypowiedzi Bhagawana Śri Sathya Sai Baby adresowanych do Jego studentów, tłum. Marek Oziewicz; Stow. Sathya Sai, Opole 2000.




Powstały dwie nowe strony internetowe -
Sai Reflections oraz Sanathana Sarathi


http://www.theprasanthireporter.org/2011/11/sanathana-sarathi-and-online-photos-website-launched/

Z wielką przyjemnością zawiadamiamy, że z tej wspaniałej okazji, jaką były 86. urodziny naszego najukochańszego Bhagawana Śri Sathya Sai Baby, powstały dwie nowe strony internetowe celem wsparcia służby jego wielbicieli.

Sai Reflections [www.saireflections.org] powstała dzięki staraniom działu publikacji Sri Sathya Sai Sadhana Trust, aby przesyłać wam fotografie Bhagawana bezpośrednio do domu za pośrednictwem internetu. Na tej stronie znajdują się dwa rodzaje fotografii. Pierwszy to zdjęcia Bhagawana zrobione z przybliżenia, a drugi to zdjęcia wykonane podczas programów. Druga kategoria jest próbą uchwycenia waszych wspomnień. Jeśli uczestniczyliście w obecności Boga, w którymkolwiek z programów w Prasanthi Nilajam, umieszczonych na liście na stronie internetowej, możecie odszukać swoje zdjęcia w albumie i zamówić je. Jeśli nie możecie odnaleźć programu, w którym braliście udział, bardzo prosimy napiszcie do nas na adres photosadmin@saireflections.org, a odpowiemy najszybciej, jak to tylko możliwe.

Założony w 1958 r. Sanathana Sarathi [www.sanathanasarathi.org] to miesięcznik poświęcony satji (prawdzie), dharmie (prawości), śanti (pokojowi) i premie (miłości) - czterem fundamentalnym zasadom filozofii Bhagawana Baby. Wydawany w Prasanthi Nilajam (Siedzibie Najwyższego Spokoju), działa jako rzecznik aszramu Baby, mówiąc o ważnych wydarzeniach, które miały miejsce w jego świętej siedzibie. Poza tym niesie boskie przesłanie przekazywane za pomocą dyskursów Bhagawana Śri Sathya Sai Baby. Nowa strona pozwala w łatwy sposób skorzystać z subskrypcji oraz odnowić ją zarówno na pismo w formie druku, jak i na jego elektroniczny egzemplarz.

Modlimy się do Bhagawana z nadzieją, że te dwie nowe strony pomogą nam lepiej wam służyć.

(D.K.)




Jestem najszczęśliwszym człowiekiem

http://www.theprasanthireporter.org/2011/11/i-am-most-fortunate/

Były minister finansów i obecny premier stanu Andhra Pradeś, Śri Konijeti Rosaiah, był jednym z najbardziej zaangażowanych w politykę stanową ludzi. Ten skromny i pokorny siedemdziesięciolatek uważa swoją obecność wśród milionów wielbicieli Sai za największy przywilej w swoim życiu, przewyższający inne, reprezentacyjne, polityczne i administracyjne stanowiska, jakie zajmował oraz to, które piastuje w chwili obecnej, a mianowicie gubernatora stanu Tamil Nadu.

Przemówienie Jego Ekscelencji Śri K. Rosaiaha
wygłoszone 23 listopada br. w Prasanthi Nilajam


Z tej wspaniałej okazji 86. urodzin naszego najukochańszego Bhagawana Śri Sathya Sai Baby, przekazuję pozdrowienia wszystkim wielbicielom, seniorom, braciom i siostrom.

To pierwsze urodziny, które obchodzimy w czasie fizycznej nieobecności naszego ukochanego Bhagawana. Chociaż fizycznie nie ma go wśród nas, duchowo jest mieszkańcem naszych serc nie tylko teraz, ale zawsze. Bhagawan wciąż obdarza swoją fizyczną obecnością tych, którzy pragną go zobaczyć na własne oczy i usłyszeć jego słodkie słowa. Jednak pochłonięci innymi myślami i działaniami ludzie mogą nie odczuć jego boskiej obecności.

Puttaparthi stało się znanym ośrodkiem pielgrzymek, odkąd Bhagawan Śri Sathya Sai Baba postanowił wybrać je na swoje miejsce urodzenia. To święte miejsce. W puranach i legendach czytamy, że Pan Kriszna urodził się w Mathurze. Wierzymy w to, odwiedzamy to miejsce i doświadczamy ogromnej błogości. Wielki epos Ramajana wyjaśnia nam, że Ajodhja była miejscem narodzin Pana Śri Ramy. Nawet w dzisiejszych czasach ludzie wyruszają do Ajodhji z głębokim pragnieniem dostąpienia darszanu Śri Ramy i doświadczenia boskiej błogości. Podobnie Puttaparthi, miejsce, w którym przyszedł na świat ukochany Bhagawan Śri Sathya Sai Baba, jest dużym ośrodkiem pielgrzymek dla nas wszystkich.

To święte miejsce, ponieważ sam Bóg inkarnował się tu i chodził pośród wielbicieli, każdego dnia udzielając świętego darszanu milionom ludzi z całego świata. Przez ponad osiem dziesięcioleci niestrudzenie starał się uczyć nas wszystkich dobrego postępowania i przemieniać nasze serca. Skłaniał wszystkich do życia w miłości, pokoju i w szczęściu. W swoim boskim życiu ani razu nie pragnął niczego dla siebie. Jego jedynym pragnieniem było doprowadzenie do tego, abyśmy pozbyli się pragnień.

Zawsze uważałem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem, nie dlatego, że zostałem ministrem, premierem czy gubernatorem, lecz z racji tego, że zostałem jednym z milionów wielbicieli Bhagawana Śri Sathya Sai Baby. Sprawiło mi to ogromną satysfakcję i radość.

Bhagawan nazywał nas pieszczotliwie "bangaru" [złotko]! Dzisiaj brakuje nam tego czułego zawołania. Jednak pomyślcie przez chwilę, z głębi swojego serca, o nieskończonej miłości i sympatii Bhagawana do nas. Nadal w naszych uszach będzie brzmiał słodki dźwięk jego wezwania.

Niewątpliwie w czasach starożytnych (wtedy, gdy pojawiły się purany) także żyli ludzie, którzy poddawali w wątpliwość istnienie Boga i krytykowali Go. Nie zwracajmy uwagi na tych ludzi. Niezależnie od tego, gdzie znajduje się dobro, musimy umieć przyjąć je z radością. Nie musimy martwić się o wszystkie inne sprawy. Niektórzy ludzie angażują się w nieprzemyślane i niepotrzebne rozmowy na temat tego, czy Śri Sathya Sai Baba jest Bogiem, czy też nie. Gdy spojrzymy na wspaniałe działania służebne podjęte w Indiach i za granicą przez Organizacje Śri Sathya Sai Sewa, zgodnie z boskim natchnieniem i wskazówkami Śri Sathya Sai Baby, zamieszkałego w Puttaparthi, staje się jasne, że nikt inny jak tylko Bóg może rozpocząć i zakończyć tak ogromne przedsięwzięcia.

Puttaparthi było kiedyś niewielką wioską, a dzisiaj jest siedzibą awatara Śri Sathya Sai Baby, którego nauczanie dotarło do każdego zakątka świata i którego boskie imię intonują miliony ludzi w 151 krajach. Czy potrzeba więcej dowodów, aby ogłosić go Bogiem?

Dzisiaj obchodzimy urodziny "tego Boga" w momencie nieobecności jego fizycznej formy. Dzisiaj wszyscy zgromadzeni tu w ogromnej liczbie wielbiciele głęboko wierzą, że Bhagawan jest tutaj obecny duchowo, pomimo jego fizycznej nieobecności. Chodźcie! Ruszajmy pewnym krokiem przed siebie z prawdziwą i głęboką wiarą. Podejmijmy intensywniejsze działania w służbie dla dobra społeczeństwa.

Wszyscy pójdziemy drogą, którą wskazał nam Bhagawan, doskonaląc się i pracując dla pokrzepienia społeczeństwa! Chodźcie! Pomagajmy naszym bliźnim tak, jak zachęcał nas do tego Bhagawan Śri Sathya Sai Baba. Jestem wdzięczny Bhagawanowi za to, że dał mi możliwość wzięcia udziału w tym przedstawieniu razem z wami wszystkimi.


Tłum. Dawid Kozioł


Copyright © 2001-2018 Stowarzyszenie Sathya Sai