STRONA GŁÓWNA | SATHYA SAI BABA | NAUKI | ORGANIZACJA | PUBLIKACJE | AKTUALNOŚCI | MYŚL DNIA | GALERIA | JEDZIEMY DO SAI | KONTAKT Z NAMI | MULTIMEDIA | DYSKURSY MP3 | LINKI | MAPA SERWISU | SKLEP









:: Wieści z Prasanthi Nilajam

powrót do Wieści z Prasanthi Nilajam




Wykonywanie doskonałej sewy dzięki najwyższej premie


Z cyklu: Chwalebni słudzy Pana


część 1

Część 2     Część 3     Część 4

Jest to opowieść o kimś, kto wyróżniał się w wykonywaniu bezinteresownej służby tak bardzo, że sam Baba uznał jego pracę za 'doskonałą sewę'. Pan B. M. Wadegoankar ze stanu Maharasztra jest dzisiaj wielką inspiracją - człowiekiem, który doprowadził setki tysięcy do Jego lotosowych stóp dzięki niezawodnej formule niszkama sewy - służby bez oczekiwania jakiejkolwiek nagrody.
Kontynuując naszą serię 'Chwalebni słudzy Pana', przygotowaną z okazji 90. urodzin Bhagawana, z przyjemnością przedstawiamy kolejną budzącą podziw historię o pokornym słudze Sai.


Zbudowanie 125 prowizorycznych łazienek i tyle samo toalet poza terenem aszramu. Postawienie kolejnych 100 sanitariatów w Prasanthi Nilajam. Wszystko to zrobiono w 13 dni. Nikomu nie zapłacono. Nie wynajęto żadnego pracownika, czy to robotnika, murarza, stolarza czy hydraulika. Lecz zadanie zrealizowano perfekcyjnie.

Mniej znany cud Baby dokonany w czasie jego 85. urodzin

— Pracownicy będą pracowali za pieniądze, ale kiedy do pracy przystąpią wielbiciele, będą służyli z zapałem i z oddaniem. To sprawia radość Babie. Dlatego byli ze mną bracia, którzy mieli doświadczenie w tych wszystkich umiejętnościach i zakończyliśmy pracę na czas. Wszystko było gotowe na 1 listopada 2010 roku. W istocie jest to jeden z największych cudów Bhagawana dokonanych w czasie jego 85. urodzin &mdash powiedział uradowany 80-latek, pan B. M. Wadegoankar, którego inspirujące przywództwo umożliwiło realizację tego herkulesowego zadania.


Zbudowanie prowizorycznych urządzeń sanitarnych w czasie obchodów 85. urodzin Bhagawana było możliwe dzięki pracy ponad 100 oddanych robotników pod kierownictwem pana Wadegoankara

— To nie wszystko — kontynuował pan Wadegoankar — gdy zbudowano te urządzenia, do naszych obowiązków należało nawet ich utrzymywanie w całym okresie 1-24 listopada 2010 roku. Chociaż z tych prowizorycznych konstrukcji skorzystało ponad 10 000 osób, w instalacji sanitarnej ani razu nie doszło do zatoru, uszkodzenia czy awarii. Wykopaliśmy 1200 dołów, aby położyć rury i na skutek różnych ograniczeń mogliśmy użyć jedynie rur o szerokości 6 cali, zamiast 9-calowych. Mimo to nie wydarzyło się nic nieprzewidzianego i żaden wielbiciel nie zaznał niewygody. Muszę to panu powiedzieć: gdy tysiące zgromadzonych wielbicieli rozkoszowało się pełną błogości fizyczną obecnością Baby w mandirze, my doświadczyliśmy wspaniałej wszechobecności naszego Pana! Nikt nie wyobraża sobie, jak przeprowadzono te prace zaledwie w dwa tygodnie z grupą około 100 osób, a później utrzymywano te urządzenia przez następne trzy tygodnie.

— Ale pan miał już wtedy ponad 70 lat. Skąd czerpał pan energię potrzebną do zaangażowania się w tak fizycznie i psychicznie wyczerpujące zadanie? — Byłem pełen podziwu dla entuzjazmu i poświęcenia pana Wadegoankara.

Cud o nazwie Wadegoankar

— Och, ja sam jestem cudem Bhagawana! Z medycznego punktu widzenia nie powinienem nawet chodzić, a co dopiero pracować! Przez ostatnie 40 lat cierpię na przemieszczenie dysku i zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, mój przyjacielu. W międzyczasie nabawiłem się też reumatoidalnego zapalenia stawów. Dzięki jego łasce moje stawy kolanowe dopiero teraz dają o sobie znać. Słuch również się pogarsza. Wszystko to jego błogosławieństwo! — Pan Wadegoankar uśmiechnął się, był taki swobodny, jak jego luźna biała kurta.


Zawsze serdeczny pan Wadegoankar, który uczynił służbę oddechem swojego życia

— Jego błogosławieństwo? — byłem zakłopotany.

— Oczywiście, to jego łaska! To ciało nie jest moje. To jego zmartwienie! Zgodnie z jego wolą może stać się słabe lub się rozpaść. Nie martwię się o to. Odkąd zobaczyłem Swamiego, poświęciłem się jego pracy i będę ją wykonywał aż do ostatniego tchnienia. — Na jego śniadej twarzy jaśniała bezwzględna determinacja i niemożliwy do ugaszenia entuzjazm.

W rzeczywistości wiele lat temu szczerze prosiłem o to Swamiego w pokoju interview — zdradził pan Wadegoankar. — Ma, proszę spełnij to moje życzenie. Powinienem opuścić to ciało, służąc. Kiedy będę umierał, muszę być zaangażowany w twoją służbę. A najłaskawsza Matka powiedziała: 'Dobrze'. Jak wielką miłością darzył mnie przez te wszystkie lata! — Ciało pana Wadegoankara drżało ze wzruszenia, a jego oczy były wilgotne.

Z Śirdi do Parthi przez Anantapur

— To była rzeczywiście najwspanialsza podróż dla pana Wadegoankara. Na ślubie jego siostry w 1952 roku ktoś dał mu zdjęcie i broszurę o Śirdi Sai. Chociaż poczuł, że ta fotografia go przyciągnęła, naprawdę pokochał Śirdi Sai dopiero wtedy, gdy odwiedził jego świątynię w 1958 roku. Później, kiedy w 1969 roku przyjaciel powiedział mu, że Śirdi Sai odrodził się w stanie Andhra Pradesz, powiedział sobie: "Muszę tam pojechać i go zobaczyć".

Lecz musiał na to czekać przez następne trzy lata. W międzyczasie w 1970 roku w lokalnej gazecie przeczytał o spotkaniach grupy bhadżanowej Sai, odbywających się w Saoner, 22 km od Nagpur. Był zachwycony, że może w nich uczestniczyć i coraz więcej dowiadywał się o Sathya Sai Babie. "Muszę do niego pojechać" - to uczucie stało się silniejsze i pan Wadegoankar uznał, że najlepszym sposobem na przygotowanie się do podróży będzie przystąpienie do Organizacji Sai. Jednak najbliższy ośrodek Sai Samithi znajdował się godzinę drogi od Nagpur.

— Jeśli jest tutaj 11 chętnych rodzin, możesz założyć ośrodek Sai Samithi w samym Nagpur — powiedział mu jeden wielbiciel. Pan Wadegoankar od razu zebrał 12 rodzin i ośrodek Sai Samithi w Nagpur zaczął działać. Od tego czasu modlił się żarliwie przez 2 lata, aby spełnić swoje marzenie.

— Pierwszy raz zobaczyłem Babę w 1972 roku. Było to w lipcu. Gdy przyjechałem do Puttaparthi, dowiedziałem się, że Swami jest w Anantapur. Miał zostać otwarty nowy budynek koledżu. Pojechałem tam więc. W kampusie Anantapur prowadzono mnóstwo działań; tak wielu dobrowolnie uczestniczyło w przygotowaniach tego wielkiego święta, któremu miał przewodniczyć ówczesny prezydent Indii. Widząc poświęcenie, z jakim służy tyle osób, stało się dla mnie jasne, że sposobem na zbliżenie się do Baby jest sewa - bezinteresowna służba.


Bhagawan w kampusie Anantapur należącym do Instytutu Wyższego Śri Sathya Sai

Moja żona i ja niezwłocznie przyłączyliśmy się do grupy wolontariuszy i każdego dnia pracowaliśmy z zapałem od świtu do zmierzchu. Zatrzymaliśmy się na werandzie pewnego domu, nieco dalej od kampusu. Nie mieliśmy trudności. Zatraciliśmy się w jego pracy. Baba również napełniał nas błogością. Codziennie w czasie wykonywania rund na darszanie Swami albo do mnie podchodził albo nie, ale zawsze przychodził do mojej żony i obdarzał ją padanamaskarem. Byliśmy zachwyceni. Właściwie moja żona stała się bardziej przywiązana do Swamiego niż ja. Jednak postanowiłem, że uczynię wszystko, co trzeba, aby go osiągnąć. Przekonałem się również, że nie ma lepszego sposobu niż sewa.

Gdy Swami wrócił do Puttaparthi, my też tam pojechaliśmy. W aszramie było wtedy niewiele pokoi i bardzo mało udogodnień. Chodziliśmy nad rzekę Czitrawati, aby wykonać nasze poranne czynności. Za bramą Ganeszy znajdowały się wtedy tylko miejsca dla praczy. Pomimo wszystkich ograniczeń polubiłem aszram. Nie miałem wątpliwości co do boskości Baby; zaakceptowałem go tak łatwo, jak wcześniej zaakceptowałem Śirdi Sai. Jedyną stałą obawą było to, jak się do niego zbliżyć. Dlatego całkowicie zaangażowałem się w działania Organizacji Sai.

Bishu Prusty
Zespół Radia Sai

Część 2     Część 3     Część 4

**Pobierz tekst do druku (całość)

Tłum. Dawid Kozioł
sierpień 2015
(is)

Źródło: "Heart to Heart", vol. 13, issue 8, August 2015
radiosai.org









Copyright © 2001-2017 Stowarzyszenie Sathya Sai