STRONA GŁÓWNA | SATHYA SAI BABA | NAUKI | ORGANIZACJA | PUBLIKACJE | AKTUALNOŚCI | MYŚL DNIA | GALERIA | JEDZIEMY DO SAI | KONTAKT Z NAMI | MULTIMEDIA | DYSKURSY MP3 | LINKI | MAPA SERWISU | SKLEP









:: Wieści z Prasanthi Nilajam

powrót do Wieści z Prasanthi Nilajam




Duchowość - wewnętrzna ścieżka (2)


część 1          
Część 2


Mówi się wprost, że ścieżka duchowa przypomina spacer nad przepaścią. To wewnętrzna podróż prowadząca do odkrycia prawdziwej jaźni, pełna wielu ukrytych zagrożeń. Dlatego w indyjskiej tradycji duchowej i w wielu innych, takich jak zasady sufich czy sanghi buddystów, zalecano aspirantowi duchowemu, aby jego przewodnikiem lub opiekunem był nauczyciel, czyli guru.

W dzisiejszych czasach nieskrępowanej wolności i nacisku na indywidualizm guru-śiszja parampara (system nauczyciel-uczeń) może wydawać się przestarzały. Ktoś może się zastanawiać, dlaczego potrzebny jest guru? Czy święte pisma (śastry, święte teksty) nie wystarczą, aby prowadzić człowieka tą ścieżką. W wieku cyfryzacji i szybkich rozwiązań jest sporo samoobsługowych aplikacji, które obiecują szybkie osiągnięcie oświecenia! Niewielu ludzi ma czas na zdobywanie wiedzy duchowej. Zatem dlaczego w ogóle potrzebujemy guru?

Krótko mówiąc, przyswajanie wiedzy w każdej dziedzinie to proces, którego nie można przyspieszyć. Aby nauczyć się stolarki, muzyki, architektury, księgowości lub każdej umiejętności, musisz praktykować u mistrza; podobnie jest w duchowości. W sferze duchowej również istotne jest przebywanie z kimś, kto przeszedł ścieżkę i zobaczył światło, aby zachować dyscyplinę i uniknąć pułapek w tej ważnej podróży ducha. Ponadto jednym ze znaczeń pojęcia 'guru' jest 'ten, który rozprasza ciemność'.

Pojawia się więc podstawowe pytanie: jak znaleźć prawdziwego guru w tej materialistycznej erze kali? Erę żelaza, czyli kalijugę, określa się także jako kalahajugę - wiek konfliktów i chaosu. Jak znaleźć nauczyciela, który jest uczciwy i który nie będzie zwodził ani oszukiwał? W tym kontekście w swej pełnej miłości łaskawości Bhagawan powiedział:

"Guru często mówi ci, że zapomniałeś, jakie jest twoje prawdziwe imię lub że straciłeś najcenniejszą cząstkę siebie. Jeśli nie spotkasz takiego guru, módl się do Pana, aby wskazał ci drogę, a On na pewno przyjdzie ci z pomocą".

W ten sposób Bhagawan, purna awatar epoki kali, przyciągnął do siebie wielu ludzi dzięki tajemniczym zbiegom okoliczności i 'szturchańcom' od świata. Łaska wszechobecnego Boga sprawia, że staje się On guru, a stałe wewnętrzne przewodnictwo i pełna miłości opieka to spuścizna Bhagawana, jaką wciąż otrzymują jego ukochani wielbiciele.


A najważniejsza jest miłość


Pani Depy Spyratou (Surya)


Depy Spyratou urodziła się w Kenii, w Afryce, gdzie jej rodzice, greccy uchodźcy, wyemigrowali w latach 50. XX wieku i gdzie mieli plantację kawy. Przyszła na świat w Nairobi w czasie powstania Mau Mau1 przeciwko siłom kolonialnym. Depy wierzy, że jej rodzina wyszła z tego bez szwanku dzięki tajemniczej interwencji i opiece Bhagawana w tych niebezpiecznych chwilach.

Depy Spyratou wczesne dzieciństwo spędziła na pięknych dzikich obszarach Afryki, znajdując pocieszenie po śmierci matki wśród przyrody. Gdy miała 12 lat, przeprowadziła się do rodzinnej Grecji, aby się kształcić i 'straciła' kraj, który darzyła wielkim uczuciem. Gdy ukończyła studia magisterskie z zarządzania, pracowała i mieszkała w wielu krajach, m.in. w Grecji, na Cyprze, w Wielkiej Brytanii, w Kenii, na Islandii, w Indiach, w Tanzanii i w Niemczech. Bardzo interesuje się także dziką przyrodą i fotografią. Jednak jak sama mówi: "W głębi duszy jestem artystką, współczesnym nomadą i pielgrzymem po wszystkich religiach świata". Depy uważa Indie za swoją duchową ojczyznę, a szczególnie Puttaparthi za swoje prawdziwe miejsce pochodzenia i schronienia.


W życiu otrzymałam wiele błogosławieństw i poniosłam też wiele strat. W sumie zaprowadziły mnie one do Jednego, który nigdy mnie nie zawiódł, do Jednego, który nigdy mnie nie opuścił. Przede wszystkim to on się mną zaopiekował i nadał znaczenie tym narodzinom i temu życiu.

Wyraźne tajemnicze znaki od Sai

Nieraz próbowałam sobie przypomnieć, kiedy dokładnie mój ukochany Swami dał mi znać o swoim istnieniu w tym życiu. Spoglądając wstecz, było to gdzieś na początku lat 90., być może w 1992 roku, gdy po raz pierwszy usłyszałam jego imię i zobaczyłam jego twarz na zdjęciu; mieszkałam wtedy na Islandii. Swami dyskretnie wkroczył do mojego życia i nigdy nie odszedł!

Jednak już wcześniej, chociaż go nie znałam, zawsze czuwał nad nami, szczodrze obdarzając nas miłością. Pamiętam, jak przed laty dowiedziałam się o Bhagawanie Śri Sathya Sai Babie. Poszłam z córką do Brytyjskiego Towarzystwa Duchowego (Spiritual Society of Great Britain) w Londynie.

Mój mąż zginął w wypadku samochodowym, a my, z pomocą medium, która potrafi nawiązać kontakt z duchami na drugim świecie, chciałyśmy spróbować się dowiedzieć, co się tak naprawdę wydarzyło.

W pewnej chwili zapytałam medium, czy mój mąż opiekuje się teraz córką z drugiego wymiaru. Ku mojemu zaskoczeniu kobieta odpowiedziała: "Nie, ojciec nie troszczy się o nią, ale od urodzenia zawsze jest przy niej mężczyzna ze Wschodu. To święty człowiek, przed którym kłaniają się ludzie ubrani na biało".

Ponieważ wtedy nie znałam żadnego świętego człowieka, zaczęłam interpretować jej stwierdzenie wykorzystując swoją ograniczoną wiedzę. Musiała mieć na myśli jakiegoś muzułmanina w meczecie gdzieś w świecie arabskim! Zupełnie nie myślałam o Indiach.


Autorka w czasie pełnego błogości poranka w Puttaparthi

Na początku lat 90. przeprowadziłam się na Islandię - to była duża zmiana dla mnie, Greczynki, która urodziła się i wychowała w Afryce Wschodniej!

Jedną z moich pierwszych przyjaciółek na Islandii była Margaret. Często podróżowała do Indii w interesach i w czasie tych wyjazdów odwiedzała jakiegoś Sathya Sai Babę. Dopóki mi o nim nie powiedziała, nie słyszałam jego imienia ani nic o nim nie wiedziałam.

Jeden z przyjaciół Margaret miał salę medytacyjną, w której powiesiła ona oprawione zdjęcie Swamiego, jakie przywiozła z Puttaparthi. Wtedy zobaczyłam go po raz pierwszy. Spojrzałam, przyjrzałam się i zachowałam się tak, jakbym go nie widziała! Lecz nasionko musiało zostać zasiane bez słowa.

Sai przygotowuje serce Depy na swoje przybycie

Mniej więcej w tym samym czasie jeden z dyrektorów firmy, w której pracowałam, także odwiedził Indie. Był bardzo uduchowiony i wciąż namawiał mnie, abym pojechała do Indii. Pewnego dnia dał mi prezent; to najpiękniejszy dar, jaki mógł mi ofiarować. Była to cudowna książka "Autobiografia jogina" Paramahansy Joganandy.

Gdy ją przeczytałam, zmieniło się całe moje życie. Rozbudziłam w sobie pragnienie poszukiwania boskości i duchowości - zaczęłam szukać prawdy, piękna i Boga, który jest tym wszystkim i czymś znacznie większym. Marzyłam o tym, aby polecieć na Wschód, do Indii i w 1995 roku moje marzenie się spełniło.

Razem z przyjaciółmi zatrzymałam się w Radżastanie, a później pojechałam do Waranasi, gdzie odwiedziłam dom Śri Lahiri Mahaśaji, guru Śri Jukteśwara Giri, który był z kolei guru Śri Paramahansy Joganandy! Czułam się bardzo szczęśliwa; był to początek moich poszukiwań duchowych. Po wyjeździe z Waranasi sama spędziłam dwa wspaniałe tygodnie w aszramie Śri Joganandy w Ranchi i miałam bardzo silne uczucie, że należę do Indii, do duchowych Indii.

Gdy byłam w aszramie, pamiętam, że ktoś zapytał mnie, czy znam Sai Babę i pamiętam także moją zabawną odpowiedź. "Tego człowieka, który czyni cuda i do którego przyjeżdżają tłumy? Nigdy tam nie pojadę!".

Z Ranchi pojechałam pociągiem do Kalkuty, do aszramu Śri Joganandy i byłam w jego pokoju, w którym doświadczył kilku wizji boskości. Miałam również okazję modlić się w pokoju Śri Ramakriszny Paramahansy w Belur Math, co było wyjątkowe z powodu silnej energii w tym miejscu. Poranna wizyta w słynnej świątyni Kali w Kalighat była kolejnym niezapomnianym przeżyciem.


Radość z puszczania lampionów na spokojnych wodach Matki Gangi w Waranasi

Dałam się ponieść poszukiwaniom, byłam na najlepszej drodze, ale wciąż nie miałam pojęcia, jaki skarb w końcu znajdę ani dokąd mnie to zaprowadzi. Głód prawdziwości i sensu życia, stawał się coraz silniejszy.

W tym czasie w Niemczech odwiedziłam również Matkę Mirę. Widziałam, jak jej wielbiciele na darszanie płaczą z miłości i zrobiło mi się trochę smutno, że nie mogłam płakać tak jak oni! Pamiętam, że zastanawiałam się, jakie to musi być cudowne uczucie - ronić łzy oddania i miłości. Chciałam także dzielić to uczucie, lecz w moim przypadku trwało to ponad 5 lat, zanim sama doświadczyłam tej wielkiej radości i miłości.

Gdy mniej więcej w 1997 roku wróciłam na Islandię, pewien dżentelmen z Indii, którego poznaliśmy na uroczystej kolacji, pokazał mi zdjęcie Baby, jakie nosił w portfelu. "Zawsze mam przy sobie zdjęcie Sai Baby, ponieważ dowiedziałem się, że jeśli nosisz jego zdjęcie, on zawsze cię ochroni".

Interesujące — pomyślałam i ponownie poszłam dalej.

Był rok 1999, wróciłam do Grecji wyczerpana fizycznie i psychicznie trudnymi wydarzeniami osobistymi. Czułam, jak ciągle boli mnie serce. Nie wiedząc, jak się wzmocnić, poprosiłam kuzynkę, aby dała mi kontakt do refleksoterapeutki. Przekazała mi numer telefonu i w październiku 1999 roku zadzwoniłam do Vasso.

Chociaż Vasso zwykle chodziła do domów swoich pacjentów, to z jakiegoś nieznanego powodu nalegałam, że muszę ją odwiedzić w jej domu! Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że to pragnienie, aby się z nią spotkać, na zawsze zmieni moje życie, przynosząc największe błogosławieństwo mojego życia.

Dom Vasso stał samotnie na wzgórzu, otoczony sosnami. Weszłam do środka, przywitała mnie uśmiechnięta ciepła osoba, a zaraz za nią znajdowało się naturalnej wielkości zdjęcie tego, o którym powiedziałam, że nigdy go nie odwiedzę! Jak się wkrótce dowiedziałam, nasze plany i plany Swamiego mają niewiele wspólnego! Po zakończeniu sesji wróciłam do domu; wzięłam ze sobą książkę Samuela Sandweissa "Sai Baba: Święty i psychiatra".

Gdy słowa straciły moc, a z serca nagle wypłynęła błogość

Przeczytałam tę książkę i w czasie następnej wizyty u Vasso poinformowałam ją, że chcę odwiedzić tego Sai Babę. Gdy powiedziała mi, że grupa Greków jedzie do Baby w lutym 2000 roku, natychmiast postanowiłam, że pojadę z nimi. Lecz gdy przyjechałam na lotnisko, nie było grupy, która miała lecieć tam, gdzie ja, więc poleciałam do Bahrajnu sądząc, że jestem sama. Ponownie Swami miał wobec mnie inne plany; być może nie podobał się mu pomysł wielbicielki, która sama leci do Mumbaju o godzinie 4.00 rano i sama idzie do hotelu na noc.

Gdy byłam przy bramce na lotnisku w Bahrajnie, jakaś kobieta zapytała mnie po angielsku: "Dokąd lecisz?".

Odpowiedziałam: "Lecę do Puttaparthi". Nie wiem, dlaczego powiedziałam "Puttaparthi", a nie "Indie". Oczywiście Marion i Kalinka również leciały do Puttaparthi. Cóż za cudowny zbieg okoliczności! Marion i ja spędziłyśmy wspólnie pozostałą część podróży. Jakże pięknie Swami wszystko planuje!


Ja, która nigdy nie miałam zamiaru odwiedzić 'tego człowieka', wreszcie byłam w domu. I w tym moim odwiecznym domu odkryłam, jakie to jest uczucie płakać z miłości i oddania. Gdy pierwszy raz zobaczyłam Swamiego, moje serce po prostu pękło i przepłynęło przeze mnie tyle miłości, że nie można było jej zatrzymać. Spojrzałam na rząd darszanowy, w którym siedziałam, a tego dnia inni płakali tak samo jak ja.

Gdy ludzie pytają mnie o Swamiego, zawsze im mówię, że to, co do niego czuję, nie pochodzi z książek ani z wiedzy. Moje serce odczuwało taką błogość, a ta błogość i ta miłość jest tym, czym on jest dla mnie. On jest doświadczeniem, którego nie można wytłumaczyć. Każdy z nas doświadcza go w wyjątkowy sposób. Doświadczania Bhagawana nie można nauczać ani uczyć się samemu, ponieważ on jest czystą, nieskończoną miłością.

Zespół Radia Sai

Część 2

Tłum. Dawid Kozioł (is)
kwiecień 2018

Źródło: "Heart to Heart", vol. 16, issue 3, March 2018
media.radiosai.org/journals/vol_16/01MAR18/Spirituality-the-Inward-Path-article-2-part-1.htm


1 Powstanie Mau Mau - nazwa nadana zbrojnym walkom rdzennej ludności Kenii przeciwko kolonialnej administracji Wielkiej Brytanii w latach 1952-1955 — www.wikipedia.org/wiki/Powstanie_Mau_Mau / (dostęp 10.04.2018) (przyp. tłum.).

**Pobierz tekst do druku (całość)









Copyright © 2001-2018 Stowarzyszenie Sathya Sai