STRONA GŁÓWNA | SATHYA SAI BABA | NAUKI | ORGANIZACJA | PUBLIKACJE | AKTUALNOŚCI | MYŚL DNIA | GALERIA | JEDZIEMY DO SAI | KONTAKT Z NAMI | MULTIMEDIA | DYSKURSY MP3 | LINKI | MAPA SERWISU | SKLEP









:: Wieści z Prasanthi Nilajam

powrót do Wieści z Prasanthi Nilajam




Skupienie na Sai sposobem życia


Z cyklu: Chwalebni słudzy Pana


W jaki sposób odnoszący sukcesy przedsiębiorca, posiadający wielobranżowy zakład, żyje zgodnie z ideałami Sai i odkrywa złoty środek na prowadzenie biznesu, wiodąc jednocześnie szczęśliwe życie pełne wolności.


część 1

Część 2     Część 3

— Musisz spotkać się z panem T. N. Sekarem. On jest kryształowym wielbicielem — powiedziała mi dwa lata temu pewna dystyngowana starsza osoba z rodziny Sai.

Zgodnie z boskim zrządzeniem stało się tak, że w lutym 2014 roku znalazłem się w Pondicherry (obecna nazwa Puducherry) i odwiedziłem najstarszy ośrodek Sai w tym malowniczym miasteczku emanującym ciszą i spokojem oraz zachwycającym strzelistymi i uroczymi kościołami zbudowanymi we francuskim stylu. Historia 'Miasteczka Samithi', jak zostało nazwane, sięga 1967 roku. W całych Indiach było wtedy mniej niż 10 ośrodków Sai zarejestrowanych w Rejestrze Stowarzyszeń Wspólnotowych (chociaż w wielu stanach istniały liczne nieformalne grupy bhadżanowe Sai). Miasteczko Samithi należy do tego elitarnego grona, które powstało przed pierwszą ogólnoindyjską konferencją Organizacji Sathya Sai, zorganizowaną w Abbotsbury w Czennaju w kwietniu 1967 roku.


Bhagawan z kilkoma osobami funkcyjnymi z ośrodka Sai Samithi w Pondicherry w czasie pierwszej ogólnoindyjskiej konferencji Organizacji Śri Sathya Sai Sewa w Abbotsbury w Czennaju w kwietniu
1967 roku

Kasturi - człowiek Sai w Pondicherry

Jednak to, co sprawia, że to samithi jest jeszcze bardziej wyjątkowe, to sposób, w jaki Bhagawan postanowił uświetnić jego inaugurację. Swami wysłał swojego najdroższego biografa prof. N. Kasturiego, aby osobiście odwiedził Pondicherry i odsłonił jego fotografię w tym miejscu. Położone na ulicy Vysial Street, bogatej we francuską architekturę i w dawne tradycyjne dziedzictwo Tamilów, samithi, razem ze swoją prostotą i spokojem, spowoduje, że cofniesz się w czasie.


List powitalny wręczony przez wielbicieli prof. Kasturiemu, kiedy przyjechał, aby odsłonić fotografię Swamiego w Pondicherry Samithi 22 października 1967 roku. Napisany w języku tamilskim, głosi:

Witaj! Witaj! O władający wieloma językami uczony, który jesteś tu,
aby odsłonić wizerunek naszego niezrównanego Bhagawana,
przebywającego między nami jako Śrimad Akhanda Paripurna Satczitananda Swarupi...

Witaj! Witaj! O przepiękny zapachu
(kasturi znaczy także piżmo - aromatyczna substancja),
któryś podróżował i rozprzestrzeniał się wszędzie...

Ty, który podjąłeś się wykonania niezwykłej pokuty,
przyjechałeś w tym świętym dniu odsłonić wizerunek
i zanurzyć nas wszystkich w potoku anandy,
abyśmy mogli w tym miejscu poświęcić się praktykom duchowym,
jak omkar i oddawanie czci oraz zatopić się w nieustannym oddaniu...
Powiedzieć, że stało się to dzięki niezliczonym zasługom, nie będzie przesadą.

Niechaj zawsze trwają twoje święte działania. Żyj nam wiele, wiele lat.

* * * * *

To właśnie tutaj spotkałem pana Narasimmana, przewodniczącego Organizacji Sai w okręgu Pondicherry. W trakcie naszej rozmowy zapytałem go, czy zna pana Sekara i od razu odpowiedział: — Oczywiście, to mój szef. — Szef? — byłem zaskoczony.

— W Pondicherry pan Sekar ma jeden ze swoich zakładów produkcyjnych, a ja jestem dyrektorem naczelnym miejscowego zakładu — wyjaśnił.

— To interesujące! Czy mogę spotkać się z panem Sekarem? — zapytałem z radością.

— Tak, ale on tutaj nie mieszka. Aby się z nim zobaczyć, będziemy musieli pojechać do Thirunagari, wioski oddalonej o 90 km — oznajmił.

— Czy on ma tam swój obóz? — byłem ciekaw.

Pan Narasimman delikatnie się uśmiechnął i powiedział:

— Nie, on tam mieszka.

— Mieszka na wsi? — wydawało się to trochę dziwne.

— Tak, jest dyrektorem generalnym naszej firmy, ale mieszka w tamtej wiosce. Stamtąd prowadzi interes.

Jak pan Sekar zbudował własną firmę i jak obecnie odbudowuje życie innych

Teraz z pewnością chciałem wiedzieć więcej o tym człowieku. Pan Narasimman prawdopodobnie dostrzegł pół tuzina pytań, jakie wyrażała moja twarz i dlatego kontynuował.

— Nasza firma nazywa się SKN Organics sp. z o.o. To firma, która produkuje i sprzedaje różne lekarstwa — antybiotyki, środki przeciwbólowe, płyny lecznicze, maści, itd. Mamy też SKN Research Labs sp. z o.o. również z siedzibą w Pondicherry i kierowaną przez pana Sekara.


Pan Sekar jest dyrektorem generalnym firmy SKN Organics, która ma na celu utrzymywanie
i poprawianie jakości ludzkiego życia, wykraczając poza wszelkie wyznanie, kastę, kolor skóry i religię, a której motto brzmi: 'Służ wszystkim z miłością'

Nasze przedsiębiorstwo zatrudnia 400 osób i chociaż oba zakłady produkcyjne znajdują się w Pondicherry, rozprowadzamy nasze produkty z Czennaju do czterech południowych stanów: Tamil Nadu, Andhra Pradesz, Karnataka i Odisza. Posiadamy także hurtownię i sklep w Krisznagiri i w Sirkali (odpowiednio 150 km i 100 km od Pondicherry).

— Hmm, to duża struktura organizacyjna! I pan Sekar zarządza tym wszystkim z wioski? — moja ciekawość sięgnęła szczytu.

— Tak. Przebywa tam ze swoją rodziną — zakończył pan Narasimman.

— Ale dlaczego mieszka na stałe na wsi? I jak stamtąd dogląda i zarządza sprawami tych wszystkich zakładów? Czy są tam odpowiednie udogodnienia? Czy jego rodzina zgadza się na to, by przez całe życie mieszkać pośród chat i błotnistych dróg? Jaka idea tkwi w tym wszystkim? Dręczyły mnie wszystkie te i jeszcze inne pytania, i byłem gotowy zadać kilka z nich. Jednak zanim skończyłem, pan Narasimman przerwał mi.

— Czy będzie pan tutaj jutro? Możemy pojechać do Thirunagari. Ja w każdym razie się tam wybieram. Może pan jechać ze mną.

Chętnie przystałem na tę propozycję. Nic lepszego nie mogło się zdarzyć. Wyruszyliśmy we wczesnych godzinach porannych następnego dnia. W dżipie pan Narasimman opowiedział mi, jak jego niczym nie wyróżniający się i ciężko pracujący dyrektor generalny przeszło 20 lat temu zaczynał pracę jako skromny sprzedawca leków, a później w 1995 roku otworzył własną hurtownię. Do tego dołożył sklep dla odbiorców detalicznych i ostatecznie zajął się sprzedażą leków w jednym okręgu, potem pojawiło się wiele okręgów, a na końcu różne stany. Następnie zabrał się za produkcję, a teraz prowadzi także badania.

— Dzięki wytrwałości i wspaniałemu systemowi wartości pana Sekara obecnie jest to wielobranżowe przedsiębiorstwo farmaceutyczne. On daje dobry przykład. Jest źródłem wielkiej inspiracji dla mnie i dla nas wszystkich w naszej firmie — szczerość w głosie pana Narasimmana nie wymagała wyjaśnienia.

Na moje pytanie, jaki wpływ miał na niego szef, 36-letni pan Narasimman powiedział, że pan Sekar pomógł mu zarządzać i kierować nie tylko zakładem, ale także jego życiem osobistym.

— Jeśli dzisiaj jestem pewnym siebie i zaradnym młodym człowiekiem i, co najważniejsze, jeśli w swoim sercu mam miłość do Swamiego i jestem mocno zaangażowany w jego pracę, to w istotny sposób przyczynił się do tego pan Sekar. Prawdę mówiąc, dzięki temu, czego nauczyłem się od niego, stało się tak, że w 2009 roku z radością przyjąłem funkcję przewodniczącego Organizacji Sathya Sai w okręgu Pondicherry i wykonuję swoje obowiązki z wielkim poczuciem spełnienia.

Szacunek, jaki pan Narasimman miał dla swojego szefa, był tak oczywisty, jak błotniste i wyboiste były drogi, na które teraz wjechaliśmy po około dwóch godzinach jazdy dobrymi trasami.

Za szybą przemknęły mi typowe wiejskie krajobrazy — małe chatki, zakurzone drogi, rolnicy spulchniający glebę na czerwonych polach, skąpo ubrane wioskowe urwisy bawiące się ze szczeniakami, mnóstwo niełuskanego ryżu, delikatne bramy zrobione z suchych bambusów i gałązek — widoki były urozmaicone. Obserwowałem wszystkie te naturalne sceny, gdy nagle zobaczyłem biały betonowy budynek, gdzie nasz dżip skręcił i się zatrzymał. Pan Narasimman wysiadł, a ja za nim.

Spotkanie z cichym, ale możnym panem Sekarem

— Tutaj mieszka pan Sekar. Budynek postawiono dwa lata temu — oznajmił pan Narasimman.

Był to dwupiętrowy budynek z długim korytarzem. Na parterze mieściło się 4-5 pokoi. Obok znajdował się mały szed. Wskazując na niego, pan Narasimman powiedział:

— Tutaj pan Sekar mieszkał przez 7 lat, od 2002 do 2009 roku. Później w 2009 roku zbudowaliśmy mu kilka pokoi. Ten solidny budynek stanął w 2012 roku.



Pan Sekar mieszkał w bardzo skromnym szedzie od 2002 roku, kiedy postanowił poświęcić się służbie na wsiach. Budynek na zdjęciu powyżej, który ma kilka pokoi, został zbudowany w 2012 roku, aby pomóc w zarządzaniu firmą oraz stworzyć przestrzeń dla działań Sai

Do tego budynku przylegały jeszcze dwa szedy. Przed jednym z nich zauważyłem mężczyznę i kobietę zbierających suszony niełuskany ryż do dużych aluminiowych naczyń i przenoszących je do magazynu. W środku po jednej stronie ściany stał rząd maszyn do szycia obsługiwanych przez młode panie.

— To nasz mały oddział szkolenia zawodowego — wyjaśnił pan Narasimman. Wyszkoliliśmy ponad 100 dziewcząt w krawiectwie. Teraz większość z nich ma swoje własne maszyny do szycia i w ten sposób zarabiają na życie.


Pan Sekar zaczynał swój program szkolenia zawodowego od kilku maszyn do szycia. W miarę kontynuowania programu, obecnie jest to Wiejski Ośrodek Szkolenia Zawodowego, który przekazuje młodym ludziom wiedzę z dziedziny stolarki, hydrauliki, spawania, napraw elektrycznych, itd.

Nie mogłem się już doczekać, aby spotkać się z panem Sekarem. Po prostu musiałem poznać tego człowieka. Narasimman wszedł do jednego pokoju, szybko stamtąd wyszedł i powiedział:

— Pan Sekar już wyszedł, jest na wsi na swoich codziennych objazdach. Ruszajmy. Znajdziemy go gdzieś tam.

— Codziennych objazdach? Po co? Jaki objazd może robić codziennie dyrektor generalny firmy farmaceutycznej na wsi? — zapytałem pana Narasimmana.

— Co dzień rano pan Sekar udaje się do każdej chaty i rozmawia z mieszkańcami wsi o ich samopoczuciu; to jego codzienny rytuał — wyjaśnił pan Narasimman, gdy ruszyliśmy i kontynuował:

— Pan Sekar jest również przewodniczącym Organizacji Sathya Sai w okręgu Nagapattinam (okręg Nagapattinam leży około 140 km od Pondicherry). Ta funkcja jest dla niego znacznie ważniejsza niż stanowisko dyrektora generalnego SKN Organics. Zaadoptował siedem wiosek, codziennie odwiedza jedną z nich i rozmawia z każdym mieszkańcem, aby dowiedzieć się o jego samopoczucie.

— Niesamowite! To musi zajmować mu cały dzień! — założyłem.

— Tak. Jest zajęty w jakimś zakątku jednej z tych wiosek o każdej porze dnia — zgodził się pan Narasimman.

— Wobec tego kto prowadzi interes? — zapytałem niemal od razu.

— Pan Sekar prowadzi także firmę. Jedyna różnica jest taka, że nie siedzi w klimatyzowanym gabinecie, aby dyskutować o sprawach biurowych. Jeśli tylko mamy jakiś problem lub sprawę do omówienia, jedziemy do wioski i rozmawiamy z nim nawet wtedy, gdy jest zajęty służąc komuś na miejscu. Zadziwiający jest jego sposób myślenia — bardzo jasny i wyrazisty. Dlatego prawie nie potrzebuje czasu na podejmowanie decyzji. Rzadko spędzamy mnóstwo czasu na posiedzeniach zarządu przy kawie i ciastkach, tak jak to jest przyjęte w kulturze innych firm.

Gdy tak mówił, zauważyłem szczupłego i gładko ogolonego dżentelmena w średnim wieku wychodzącego z małej, częściowo wybetonowanej siedziby pokrytej strzechą. Był zadbany, ubrany na biało i uśmiechnięty. — To jest pan Sekar — powiedział pan Narasimman. Wciąż byliśmy kilka metrów dalej.

Szybko podeszliśmy do niego. Pan Narasimman przedstawił nas, a ja serdecznie przywitałem się z panem Sekarem. Gdy wymieniliśmy uprzejmości, chciałem się dowiedzieć, co robił w środku, a on opowiedział mi krótką historię.

Bishu Prusty
Zespół Radia Sai

Część 2     Część 3

**Pobierz tekst do druku (całość)

Tłum. Dawid Kozioł
kwiecień 2015
(is)

Źródło: "Heart to Heart", vol. 13, issue 3, March 2015
radiosai.org









Copyright © 2001-2017 Stowarzyszenie Sathya Sai