STRONA GŁÓWNA | SATHYA SAI BABA | NAUKI | ORGANIZACJA | PUBLIKACJE | AKTUALNOŚCI | MYŚL DNIA | GALERIA | JEDZIEMY DO SAI | KONTAKT Z NAMI | MULTIMEDIA | DYSKURSY MP3 | LINKI | MAPA SERWISU | SKLEP










:: Bhagawan Śri Sathya Sai Baba opuścił ciało (1926-2011)


Wywiad Jarka Rynkiewicza dla Radia Sai, 19.10.2011 r.
Występ Chóru z Polski 20.08.2011r. - Relacje z Prasanthi Nilayam, 20.08.2011 r. 18:30
Baba i współcześni Mayo, artykuł "The New Indian Express" z 10 lipca 2011
Relacje z Prasanthi Nilayam, 15.07.2011 r., Gurupurnima, godz. 19:25
Relacje z Prasanthi Nilayam, 15.07.2011 r., Gurupurnima, godz. 12:30
Wizja dżagadguru, wykład p. Sandżaja Sahani, 4.05.2011 r.
Szczególne rozważania prof. Venkataramana z 29.04.2011 r.
Deklaracja Parlamentu Wenezueli (VI 2011)
Artykuł dr APJ Abdula Kalama, byłego prezydenta Indii, z 22.04.2011 r.
List dr Michaela Goldsteina z 9.05.2011 r.
Izaak Tigrett w Dharmaksztrze, Mumbai, 12.05.2011 r.
List Jagi Jagadeesana, 26.04.2011 r.
List dr Michaela Goldsteina, 24.04.2011 r.
Relacje z Prasanthi Nilayam, 27.04.2011 r., godz. 13:00, 18:30
Relacje z Prasanthi Nilayam, 26.04.2011 r., godz. 3:00, 17:00, 19:00



Doskonale "oszlifowany" przez Sai

Rozmowa z Jarosławem Rynkiewiczem - wielbicielem z Polski

źródło: http://media.radiosai.org/Journals/Vol_09/01OCT11/poland.htm

Gdy na początku lat 90. życie Jarosława Rynkiewicza w Polsce zmieniło się radykalnie, nie widział jeszcze fizycznej postaci Baby. Widział awatara tylko na kilku zdjęciach i filmie wideo. Jednak tym, co nim kierowało, że dołączył do owczarni Baby, były jego nauki, które trafiły mu do serca i dały odpowiedź na wiele pytań, jakie go nurtowały, odkąd chodził do kościoła.
W ciągu trwającej blisko 20 lat więzi ze Swamim, w Prasanthi Nilajam był tylko raz w 2002 r. W sierpniu 2011 r. razem z żoną odbył tu drugą podróż, aby dostąpić darszanu Samadhi, a także zaśpiewać 20 sierpnia w polskim chórze. Jednak spotkało go znacznie większe błogosławieństwo. Ze szczerą wdzięcznością i miłością do Baby podzielił się z Radiem Sai swoimi doświadczeniami, a także wyzwaniami, jakim musi sprostać, przeciwstawiając się panującym zwyczajom, aby powrócić do przestrzegania nauk Baby w ojczyźnie, w swojej małej wiosce w Polsce.


Radio Sai: Ty, twoja żona i troje dzieci jesteście bardzo mocno zafascynowani Bhagawanem i jego naukami. Zatem jaka była ta podróż do Baby?

Jarosław Rynkiewicz: Swami całkowicie odmienił nasze życie; oto dlaczego także moja żona i dzieci są tak zauroczone jego naukami. Jednak z drugiej strony była to dla nas bardzo trudna droga. Nauki Baby są jasne i proste, lecz stosowanie ich w praktyce było dla nas dosyć trudne.
Mieszkamy w małej wiosce i ludzie wokół bacznie obserwują nasze zachowania. Zostać wielbicielem Swamiego w naszym otoczeniu to było wyzwanie. Na przykład trudne było przejście na wegetarianizm . Nie jest łatwo zmienić swój styl życia, gdy mieszkasz w małej społeczności, gdzie wszyscy się znają. Prawie każdy w naszej wiosce je mięso i dlatego ludzie zaczęli dziwić się uporowi naszej rodziny w kwestii spożywania jarskiego jedzenia.

RS: Naprawdę porzuciłeś jedzenie mięsa?

JR: Tak, przestałem jeść mięso. Jestem wegetarianinem tak jak i moja rodzina. Minęło 17 lat odkąd zrezygnowałem z jedzenia mięsa; moja rodzina poszła za przykładem wkrótce po mojej decyzji. Dość łatwo było wywrzeć wpływ na rodzinę, ponieważ w domu to ja przyrządzam posiłki.

Naprawdę jestem bardzo szczęśliwy, że porzuciłem niewegetariańskie jedzenie; nie żałuję tego. Myślę, że było to dla mnie proste, dzięki pomocy Baby.
RS: Czy zdecydowałeś się na to, gdy zacząłeś przestrzegać nauk Swamiego?

JR: Gdy usłyszałem o Swamim, początkowo zajęło mi to trochę czasu, ale niezbyt dużo. Lecz gdy tylko przeczytałem jego nauki, zdecydowałem się zaprzestać jedzenia mięsa.
To była pierwsza przemiana. Zdarzył się kolejny cud. Po pierwsze, nie miałem zamiaru zostać wegetarianinem, a teraz nim jestem. Po drugie, byłem nałogowym palaczem. Paliłem dwie paczki dziennie. I w jednej chwili, zanim to sobie uświadomiłem, przestałem palić! Stało się to wyłącznie dzięki łasce Swamiego. Modliłem się do niego i prosiłem go o pomoc w uporaniu się z tym problemem. Studiowałem wówczas w Warszawie (w stolicy Polski).
Pewnej nocy po imprezie znów szczerze się do niego modliłem i gdy obudziłem się następnego dnia rano, nie odczuwałem już potrzeby sięgania po papierosy. O dziwo, od tamtej chwili nigdy nie paliłem i nawet dzisiaj nie mam pragnienia, aby się zaciągnąć. Stało się to w ciągu jednej nocy. Odpowiedział na moje modlitwy.

RS: Ile lat minęło od momentu, gdy po raz ostatni zapaliłeś papierosa?

JR: Dokładnie 17 lat. Nie chodzi tylko o papierosy. Bardzo lubiłem także alkohol. Byłem członkiem zespołu muzycznego, który grał na weselach i imprezach. Właśnie na jednym z tych przyjęć weselnych 17 lat temu zerwałem z nałogiem. Jak zawsze tamtej nocy byłem prawie pijany i nagle bardzo mocno poczułem obecność Swamiego. Powiedziałem do niego żartobliwie: "Nawet tutaj nie dajesz mi spokoju".

Tego dnia po prostu odstawiłem szklankę z alkoholem i odtąd nie wypiłem żadnego z tego rodzaju napojów.

RS: Co tak naprawdę zachwyciło cię w Swamim, że tak bardzo go pokochałeś i poczułeś się tak mocno natchniony przez niego?

JR: Trudno to stwierdzić. Dorastałem w tradycyjnej, katolickiej rodzinie. Jestem wdzięczny mojej matce, że opowiadała mi o Bogu i religii. Jak wszyscy praktykujący katolicy, chodziliśmy do kościoła w każdą niedzielę, ale nie mogłem zrozumieć pewnych rzeczy. Nikt nie potrafił mi wyjaśnić dlaczego niektórzy ludzie cierpią, a niektóre dzieci rodzą się niewidome. Pobudki stojące za czynami Boga zawsze mnie intrygowały.

Gdy zetknąłem się ze Swamim zacząłem czytać dużo jego książek, sentencji i zacząłem lepiej rozumieć pojęcie karmy.

RS: A zatem byłeś pod wrażeniem nauk Baby?

JR: Tak, oczywiście.

RS: Jaki aspekt jego nauk przemawiał do ciebie najbardziej?

JR: W tej chwili nie pamiętam dokładnie. Trudno to określić, ponieważ szczęście, którego doznaję, nie powstaje w umyśle; jest to radość pochodząca z mojego wnętrza. Odczuwam taki silny związek z jego naukami, że płakaczę, jak tylko zaczynam czytać jego słowa.

RS: Czy znalazłeś odpowiedzi na swoje pytania?

JR: W zasadzie tak. Lecz odpowiedzi nadal szukam.

RS: Czy chciałeś zobaczyć Babę, gdy tylko dowiedziałeś się o nim?

JR: Cofnijmy się do1992 r.; można było wtedy dostać zdjęcia. W małym mieście w Polsce obejrzałem film o Śri Sathya Sai Babie, na którym Swami zmaterializował wibhuti. Na tym filmie Swami wspomniał o ścieżce duchowej i odnosząc się do niej powiedział: "Wreszcie czas zacząć". Słowa te niemalże od razu poruszyły do głębi moje serce. Były skierowane do mnie.
To była wskazówka do tego, aby zacząć kroczyć ścieżką duchową. Zapytałem go: "Jak powinienem to zrobić?. Co masz na myśli mówiąc "ścieżka duchowa?". Zacząłem poszerzać wiedzę na ten temat, a Swami prowadził mnie, objaśniał znaczenie ścieżki duchowej i rozumiałem ją coraz lepiej.

RS: Kiedy po raz pierwszy widziałeś się ze Swamim? Jakie to było doświadczenie?

JR: W 2000 r. było piękne, ale także dość trudne doświadczenie. Swami udzielił mojej żonie i mnie interview, i na tych spotkaniach poruszył bardzo drażliwy, rodzinny problem: nasz związek stanowił duży problem, ponieważ moja żona nie akceptowała niektórych moich poglądów, a Swami zaczął o tym mówić!

(Zdjęcie)

TEKST POD ZDJĘCIEM: Jarosław Rynkiewicz z Polski w studiu Radia Sai w sierpniu 2011 r.

Gdy mieliśmy okazję uczestniczyć w drugim interview, Swami, mając mnie na myśli, zapytał moją żonę: "Jaki jest twój chłopak?". Powiedziała, że jestem w porządku. Przerwał jej szybko i rzekł: "Nie, nie. On nie jest w porządku. Tylko je i śpi, je i śpi". Była kompletnie zszokowana słysząc te słowa od Swamiego, gdyż często w taki sam sposób mówiła mi, że nic nie robię tylko jem i śpię. Swami użył tych samych słów!

RS: Czy po interwiew zaszły zmiany w twoich sprawach osobistych?

JR: Tak! Nastąpiła zmiana, chociaż w dalszym ciągu mamy problemy (śmiech). Teraz jestem szczęśliwy, ponieważ jesteśmy tu oboje od 10 sierpnia (2011); to piękny czas. W pierwszym tygodniu spaliśmy tylko po 4 godziny na dobę. Swami ofiarował nam tak wiele. Właściwie, jest to jak nasz miesiąc miodowy.

W zeszłą środę siedziałem w pokoju. Bolało mnie kolano, lecz ostatecznie postanowiłem pójść na darszan. Dostałem miejsce w pierwszym rzędzie. Siedziałem obok mojego kolegi i powiedziałem mu jak bardzo pragnę, aby Swami ukazał się przed nami. Zastanawiałem się, co mogłoby się stać, gdyby Swami pojawił się i chodził między nami w mandirze.
Cały czas o tym rozmawialiśmy i wtedy powiedziałem: "Wiesz, że Jezus pojawił się w fizycznej postaci trzy dni po swojej śmierci. Dlatego jest to bardzo prawdopodobne". Po tym przestałem mówić, zamknąłem oczy i zacząłem wyobrażać sobie Swamiego chodzącego po Sai Kulwant Hall. Czułem w tym miejscu jego fizyczną obecność. Błogosławił wszystkich i był pełen miłości. W mojej wyobraźni Swami podszedł do mnie i zobaczyłem jak stoi obok mnie. Zapytałem, czy mogę dotknąć jego stóp, a on mi pozwolił. I wtedy, gdy otworzyłem oczu, ku mojemu zaskoczeniu, w odległości około 50 cm przede mną zobaczyłem ślady stóp!

(Zdjęcie)

TEKST POD ZDJĘCIEM: Ponad 120 wielbicieli z Polski przyjechało do Prasanthi Nilajam, aby ofiarować Bhagawanowi swoją miłość śpiewając w chórze w sierpniu 2011 r.

RS: Zobaczyłeś ślady stóp?

JR: Tak! Byłem w szoku, zastanawiałem się, co to było.

RS: Czy twój kolega też widział ślady stóp?

JR: Nie, tylko ja byłem w stanie je dostrzec. Wtedy udałem się w stronę samadhi. Gdy tak szedłem razem z moim kolegą, czułem, że coś się we mnie dzieje. Chciało mi się płakać. Czułem wiele miłości dokoła i w swoim wnętrzu. Usiadłem przy samadhi i przyłożyłem prawy policzek do marmuru. Po kilku chwilach, poczułem jak ktoś mnie delikatnie dotknął. Myślałem, że stało się tak dlatego, że przebywałem zbyt długo za blisko samadhi i ktoś prawdopodobnie prosi mnie, żebym wstał i odszedł. Odwróciłem więc głowę i co zobaczyłem? Piękną, ruchomą kolumnę w kolorze pomarańczowym! Przez moment nie rozumiałem, co się stało.
Gdy doszedłem do siebie, rozpłakałem się tak bardzo i tak rzewnie, że nie mogłem oddychać. Przez kolejne trzy dni, za każdym razem, gdy podchodziłem do samadhi, doznawałem tego samego uczucia.
Wspaniałe doświadczenie spotkało mnie także wtedy, gdy poszedłem na poranną recytację - omkar. Otworzyłem oczy i wokół świątyni i wszędzie widziałem patrzące na mnie oczy Swamiego. Byłem w pełni świadomy i przytomny, gdy znów zobaczyłem ślady jego stóp. Tym razem nie były skierowane w moją stronę, lecz w przeciwnym kierunku.

(Zdjęcie)

TEKST POD ZDJĘCIEM: Wielbiciele z Polski występujący w Sai Kulwant Hall 20 sierpnia 2011 r. RS: Obecność Swamiego jest tutaj tak odczuwalna!

JR: Obecność Swamiego jest tutaj zauważalna! Jestem bardzo wdzięczny, że mnie to spotkało i cały czas pytam Swamiego: "Jak sobie na to wszystko zasłużyłem? Ofiarowałeś mi tak wiele prezentów, mogę zobaczyć i poczuć tak wiele rzeczy". Zawsze mam takie doświadczenia, gdy koncentruję się na Swamim. Odczuwam jego miłość, dużo miłości.

RS: Musisz odczuwać jego obecność również w Polsce.

JR: Tak. Nawet teraz, kiedy myślę o zbliżającym się powrocie do domu, z racji licznych obowiązków zawodowych, moja żona zastanawia się, dlaczego chcę wracać do Polski, skoro jest nam tutaj tak cudownie. Powiedziałem jej, że mogę odczuwać Swamiego w Polsce, w mojej wsi oraz w pracy. Właściwie, przez cały czas. RS: Z jakim odczuciem wyjeżdżasz z Prasanthi Nilajam?

JR: Spełnienia. Czuję, że Swami jedzie ze mną, niezależnie od tego, dokąd jadę. Dlatego nie jest mi przykro, że wyjeżdżam z Puttaparthi. Swami zawsze będzie ze mną, w mojej wsi, a także w mojej pracy.

RS: Kiedy ponownie przyjdziesz do Puttaparthi?

JR: Nie wiem. To kwestia funduszy, jak również mojej pracy. W każdym razie, Swami jedzie ze mną! Wiem o tym. RS: Dziękujemy bardzo za rozmowę i życzymy wszystkiego najlepszego!

JR: Dziękuję, Sai Ram.

- Zespół Radia Sai

http://media.radiosai.org/Journals/Vol_09/01OCT11/poland.htm

Tłum. Dawid Kozioł



Copyright © 2001-2017 Stowarzyszenie Sathya Sai